Telewizja

Macie dosyć telewizji? Netflix i każde inne VOD ma z nią wiele wspólnego

KK
Konrad Kozłowski

Pozytywnie zakręcony gadżeciarz, maniak seriali ro...

12

Mówi się, że telewizja umiera. Być może jej niektóre charakterystyczne cechy faktycznie odchodzą powoli w zapomnienie, bo widzowie oczekują dziś pełnej swobody i elastyczności, ale to wcale nie oznacza, że telewizja całkowicie zginie. Po prostu oglądamy ją pod inną postacią, na przykład na Netflixie, który w ostatnim czasie miał dla nas mnóstwo niespodzianek.

Reklamy na Netflix?

Już w chwili, gdy przez sieć niczym burza przewinęły się donosy o wprowadzeniu "reklam" przez Netflix, nasunęło mi się skojarzenie do telewizji. Przyznajcie, wam również. Oddzielające od siebie odcinki spoty marketingowe znamy aż za dobrze, dlatego nie dziwię się, że temat spowodował taką burzę. Niedługo później nadeszło kilka sprostowań.

Bo nie o reklamy jednak chodzi, a klipy promujące oryginalne seriale Netfliksa. Co więcej, odtwarzanie takiego wideo można szybko pominąć - wystarczy jedno kliknięcie. Nie jest to żadna nowa praktyka, bowiem Amazon już od dłuższego czasu emituje krótkie klipy przedstawiające inne oryginalne produkcje przed własnymi serialami i filmami. W przypadku Netfliksa, mówimy jednak tylko o testach u niewielkiej grupy użytkowników, którzy raczej wyrazili swoje niezadowolenie - nieprzychylnych nowości tweetów i komentarzy w innych mediach społecznościowych nie brakowało. Ale próba została podjęta.

Pakiety premium i ultra na Netflix?

Jakiś czas temu sporo mówiło się także o odświeżonej ofercie Netfliksa. Zmieniona (zredukowana) liczba ekranów, zwiększona kwota za najwyższy pakiet,  różne inne ograniczenia - tak w skrócie można podsumować eksperymentalną ofertę, która pojawiła się u wybranych abonentów. Tym razem także pojawiło się mnóstwo głosów sprzeciwu, a Netflix tłumaczył się ciągle trwający testami, które nie oznaczają ostatecznych zmian w ofercie.

Kilka dni temu w Polsce zauważono kolejne modyfikacje - kosztujący około 71 złotych plan "Ultra" miałby nie tylko pozwalać na oglądanie materiałów w najwyższej rozdzielczości 4K ze wsparciem HDR, ale również dodatkowe treści zza kulis oryginalnych produkcji serwisu. To brzmi całkiem ciekawie, a najwięksi fani oferty Netfliksa z pewnością by się na taką ofertę zdecydowali. Jednakże to też były jedynie testy - nowego pakietu nie uruchomiono, sprawdzano tylko reakcję i poziom zainteresowania. Ale próbę podjęto.

Tylko własne produkcje Netflix Original?

Pamiętacie jeszcze ten klasyczny napis, goszczący m. in. na początku pierwszego sezonu "House of Cards"?

Nie wolno też zapomnieć o nowościach, które każdego dnia wprowadzane są na Netflix. O tym, jak blisko platforma znajduje się zapowiedzi sprzed kilku lat, można było przekonać się właśnie wczoraj, gdy zaprezentowano plany premier w polskiej ofercie Netfliksa na wrzesień. Na co najbardziej zwróciliście uwagę? Jeden z seriali i filmów przykuł waszą uwagę? Czy od razu zauważyliście, że treści oznaczone jako "Netflix Original" stanowią zdecydowaną większość zapowiedzi? Produkcji na licencji znalazło się na liście zaledwie kilka. Co prawda w katalogu nadal obecnych jest całe mnóstwo seriali i filmów pochodzących od innych dystrybutorów, ale to był poważny krok ku temu, by maksymalnie uniezależnić się od innych dostawców i samemu decydować o tym, co może i co pojawi się w ofercie każdego miesiąca.

To wszystko działa już od dawna. W telewizji

To wszystko przypomina mi w pewnym stopniu działania kablówek. I nie mówię tu o operatorach działających na polskim rynku, lecz o stacjach telewizyjnych premium, jak Canal+, National Geographic czy HBO w Polsce, a także AMC, Showtime czy Sci-Fi w USA. O sile każdej z nich stanowią niedostępne nigdzie indziej i/lub oryginalne, czyli autorskie treści. Są dostępne dla widzów za dodatkową opłatą, często ich programy są rozbite na kilka ofert. W ramówce nie brakuje materiałów promujących inne tytuły, gdy ulubiony serial lub film obejrzycie do końca. Już wiecie o co mi chodzi?

Netflix nigdy nie zrezygnuje ze swojego modelu, który pozwala oglądać co chcemy, gdzie chcemy i kiedy tylko chcemy. Wciąż będzie rozwijać swoje zaplecze techniczne i inwestować we własne treści. Ale niektórych fundamentów rządzących tym przemysłem nie da się po prostu zignorować, a swoje robią też przyzwyczajenia i nawyki widzów.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: