Recenzja

Mac Studio. Wrażenia po pierwszym miesiącu użytkowania

Krzysztof Kurdyła
53

Rewolucja Apple Silicon spowodowała, że już jakiś czas temu zacząłem zastanawiać się nad następcą mojego ukochanego Mac Pro 5,1. Ostatecznie zdecydowałem się na zakup podstawowej wersji Mac Studio. Użytkuję go już od ponad miesiąca i mogę podzielić się pierwszymi spostrzeżeniami.

Dlaczego Mac Studio

Najpierw zacznę od tego, dlaczego zdecydowałem się wybrać Mac Studio w „podstawce”. Analizując swoje bieżące potrzeby na moc komputera i zestawiając z tym, co... prawie oferuje Apple, wychodziło mi, że optymalnym komputerem byłby dla mnie Mac mini / Mac Studio z M1 Pro. M1 Max to już, jak mawiają Amerykanie „overkill”, ale był na drugim miejscu ponad zwykłe M1, o czym za chwilę.

Jak widzicie, to „prawie” nie jest przypadkowe, tego konkretnego układu Apple nie wsadziło do żadnego z wymienionych komputerów stacjonarnych. Jeśli chodzi zaś o laptopy... osobiście uważam, że kupowanie komputera przenośnego do pracy stacjonarnej, z baterią która z wiekiem staje się coraz bardziej problematyczna,  jest niezbyt mądrym podejściem.

Pojawienie się Mac Studio spowodowało, że czakanie na nowego Mac Pro raczej straciło sens. Patrząc na obecną linię komputerów, taki MP będzie ograniczony do procesorów M1 / M2 Ultra, a jego ceny będą startować z pułapu podobnego, co wcześniejsza intelowa wersja. Pozostało więc poczekać na WWDC, żeby zobaczyć, jak będzie wyglądać nowy Mac mini M2. Ten jednak, jak zapewne wiecie, wciąż się nie pojawił.

Pewnie poczekałbym z zakupem do jesieni, jednak w międzyczasie rozsypał mi się RAID w Mac Pro, a dalsze inwestowanie w tamten komputer nie miało już sensu. Do tego trzeba się było liczyć z inflacją i podwyżkami cen, to wszystko skłoniło mnie do podjęcia ostatecznej decyzji. Z wszystkich wzorów i obliczeń wyszło, że najlepszym urządzeniem będzie Mac Studio, mający procesor z dużym zapasem mocy, odpowiednią ilość portów, szybki czytnik SD oraz kartę ethernet 10Gb.

Jeśli próbowałbym doprowadzić Mac mini m1 do podobnego stanu (większe SSD, podstawka z portami i czytnikiem etc.), aż tak dużej różnicy w cenie by nie było, za to większość komponentów byłaby wyraźnie gorsza. Do tego M1 Max ma sprzętowe wsparcie dla ProRes i szybszą zintegrowaną pamięć, co dla osoby pracującej również z grafiką i video, ma wymierną wartość.

Kolejnym argumentem za Mac Studio są wymienne dyski SSD. Myślę, że w przyszłości Apple pozwoli je kupować / wymieniać na większe, a na pewno będą dostępne jako części serwisowe. Muszę też przyznać, że analizując testy Maców z procesorami M2, dochodzę do wniosku, że nowe układy nie są tak udane jak M1, ich wydajność podbito głównie przez zwiększenie poboru mocy. Tym sposobem na moje biurko zawitał bazowy Mac Studio.

Dlaczego wersja bazowa?

Jak już wcześniej wspomniałem, M1 Max z 32 GB RAM to jak na moje potrzeby aż za dużo, więc wyższych wersji nawet nie analizowałem. Pozostawała kwestia wyboru wielkości SSD, w podstawowym modelu Apple montuje dysk 512 GB. Wszyscy wiemy, że dopłaty do większych dysków w Apple są legendarnie wręcz wysokie. Nie inaczej jest z Mac Studio,  za wersję z dyskiem 1 TB trzeba zapłacić aż 1200 zł więcej.

Analiza dostępnych opcji pokazała, że taki ruch nie byłby zbyt rozsądny. Porządne SSD NVMe o pojemności 1 TB, u mnie padło na Samsunga 980 Pro, to koszt 600 - 700 zł. Taki dysk trzeba oczywiście wsadzić do obudowy Thunderbolt lub USB-C, których ceny zaczynają się od kwoty nawet poniżej 100 zł. Jest tu jednak pewien haczyk.

Większość ze wspomnianych obudów, nawet takich „makowych” marek jak OWC, pozwoli wam osiągać prędkości (R/W) rzędu ~1000 / 1000 MB/s, czasem ~1500/1500 MB/s. Jeśli nie potrzebujecie szybciej, a większości to zdecydowanie wystarczy, możecie przyoszczędzić na dysku SSD i kupić np. wersję Evo zamiast Pro. W efekcie dodatkowy 1 TB będzie was kosztować połowę tego, ile zażąda od Was Apple za dołożenie kolejnych 512 GB.

Mnie jednak zależało na lepszych osiągach, dlatego zamówiłem z Chin obudowę USB 4 firmy Acasis. Po włożeniu do niej wspomnianego dysku można osiągnąć R/W na poziomie ~2800 / 2800 MB/s. Oczywiście dysk wbudowany w Studio jest jeszcze szybszy i osiąga w okolicach 5000 / 5000 MB/s, ale to już są wartości, dla których na dziś ciężko znaleźć zastosowanie.

Podsumowując, za obudowę i szybki dysk 1 TB zapłaciłem około 1300 zł, czyli tyle, co w Apple. Różnica jest taka, że mam 1,5 zamiast 1 TB, a do tego, w razie problemów z komputerem taki dysk mogę przepiąć do innego w kilka sekund. Nie muszę go też oddawać do serwisu. Sama obudowa TBU405 jest świetnie wykonana i bardzo ładna.

Jeśli miałbym się doszukać jakiejś wady tego rozwiązania, to chyba jedyną jest fakt, że w przypadku dysków SSD klasy Pro obudowa się nagrzewa. Wynika to z faktu, że do zestawu dołączono taśmę termiczną, która wydajniej przenosi ciepło z dysku na obudowę. Obudowa efektywnie je wypromieniowuje, a sam dysk pracuje w normalnych temperaturach. Szkoda jednak, że firma nie zrobiła obudowy większej, wtedy ciepło uciekałoby wydajniej, a całość byłaby chłodniejsza.

Nie być jak Cube i śmietnik

Mac Studio jest wszystkim tym, czym miały być komputery Power Mac G4 Cube i Mac Pro 6,1. Urządzenie jest piekielnie szybkie, a jednocześnie niemal bezgłośne. Warto tu dodać, że mówię o jego pracy w okresie, gdy temperatury w mieszkaniu są relatywnie wysokie. Kolejną zaletą jest oczywiście stosunek wydajności do pobieranej mocy. Przez większość czasu komputer pobiera ~12 W. W tym miejscu ciągnący prądu jak mała lodówka Mac Pro 5,1 może się po prostu spalić ze wstydu.

Na komputerze wszystko dzieje się oczywiście błyskawicznie, nieoptymalizowany materiał 4K (kodek XAVC S) w DaVinci Resolve, na którego rzecz porzuciłem rozwijanego jak żółw Final Cut Pro X, chodzi bez najmniejszych problemów. Mac Pro nie ma pod tym względem najmniejszych szans i trzeba uciekać się do ProRes, a często pracy na plikach Proxy.

Oczywistym jest, że aplikacje Affinity (Photo i Designer) i Adobe (InDesign) również nie sprawiają najmniejszych problemów. Choć tutaj muszę zaznaczyć, że i mój stary Mac Pro z kartą RX580 8 GB, sprawdzał się zaskakująco dobrze. Boli brak możliwości wirtualizacji starszych intelowych macOS, nie jestem w stanie odpalić przez to starego Acrobata Pro, dla którego właściwie nie ma alternatywy (poza subskrypcją nowego).

Wadą z pewnością jest to, co opisywałem już po premierze tego komputera, czyli niemożność nieserwisowego otwierania Studio. Układ chłodzenia jest tak skonstruowany, że jestem przekonany, że musi dość „wydajnie” zbierać kurz. Wydaje się, że za parę lat usługa czyszczenia Mac Studio musi pojawić się w ofercie serwisu Apple. Dlaczego nie da się tej obudowy w normalny sposób zdjąć? Nie wiem, ale jest to kompletnie nieuzasadnione i bez sensu.

macOS Monterey

Dzięki przesiadce na Mac Studio mogłem też w końcu dłużej popracować na macOS Monterey, z którym dotychczas styczność miałem tylko okazjonalnie na komputerze żony. Zarówno pod kątem ergonomii, jak i jakości wypada w moim odczuciu gorzej, od zainstalowanego na Mac Pro macOS Mojave. A to Safari przy otwieraniu wielu zakładek na raz potrafi w niektórych kartach zgubić adres, a to iA Writer czasem nie wyświetli bocznego paska... Poważnych błędów nie ma, ale takie pierdoły trochę irytują.

W temacie ergonomii jest lepiej, na szczęście dzięki dodatkom firm trzecich da się doprowadzić system do ładu. Napiszę po urlopie kolejną część „macOS na sterydach”, pokazującą najlepsze dodatki poprawiające ergonomię pracy w nowym systemie Apple. Zdecydowanie lepiej niż na Mojave wygląda współpraca z iPhonem i działania usług iCloud. Ucieszył mnie też powrót wyciętego przez Apple w MP 5,1, AirDrop.

Ominęły mnie też na szczęście problemy ze skanowaniem interfejsu, mój monitor ma rozdzielczość 2560 x 1440 px i pracuje bez problemów. Pamiętajcie, że monitory 4K na Makach sprawiają problemy. Nie mam też w przypadku mojego Nec'a niespodzianek z zasypianiem i wybudzaniem komputera, co z częścią monitorów ponoć się zdarza.

Początek drogi

Z rzeczy, które pozostały do zrobienia, pozostaje kwestia backupów. Na razie załatwiam je za pośrednictwem starej kieszeni na dyski, ale nie jest to ani wygodne, ani wystarczająco szybkie. Muszę zaopatrzyć się w NAS-a, zapewne Synology lub QNAP, i generalnie większość osób decydujących się na Mac Studio takie coś musi doliczyć do kosztów jego zakupu. Pod tym względem Mac Pro z  dużą ilością wewnętrznych kieszeni oraz PCI-e jest znacznie wygodniejszym rozwiązaniem.

Muszę też wymienić parę rzeczy na bezprzewodowe, ponieważ przy komputerze stojącym na biurku, zrobiła się nieestetyczna plątanina. Sytuację poprawi już bezprzewodowa klawiatura i NAS, który trafi pod biurko, ale na dziś wygląda to gorzej, niż ze stojącym pod biurkiem Mac Pro. Cóż, minimalizm Apple ma zalety, jak i wady, czy może bardziej utrudnienia, na których rozwiązanie trzeba wydać kolejne pieniądze.

Podsumowanie

Czy więc po miesiącu użytkowania Mac Studio mogę go polecić? Zdecydowanie, to ładna, szybka i cicha maszyna, której wydajność powinna wystarczyć na lata. Jeśli montujecie video, to przypuszczam, że nawet materiał 8K nie będzie mu straszny, 4K montuje się na nim bez najmniejszych problemów.

Komputer błyszczy w kategorii cena / efekt, a jeśli dołożyć parametr o nazwie „kultura pracy”, to świat PC nie ma tu do zaoferowania nic porównywalnego. Większość problemów, drobnych dodajmy, dotyczy jakości macOS Monterey. Największy niepokój budzi sprawa kurzu, ale jeśli problem wystąpi, serwisy Apple powinny sobie z tym poradzić. Także na dziś, jestem na tak.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu