17

Ludzie przestają patrzeć. Wolą uwieczniać

Agencja Reuters opublikowała zestawienie najlepszych zdjęć 2013 roku. Bez wątpienia jest to pozycja godna uwagi i należy jej poświęcić trochę czasu: zarówno na dokładną analizę obrazu, jak i zapoznanie się z towarzyszącymi mu opisami. Nie będę jednak pisał o całym pakiecie, ale o kilku ujęciach, a zwłaszcza jednym, które świetnie obrazuje zmiany zachodzące w naszym […]

Agencja Reuters opublikowała zestawienie najlepszych zdjęć 2013 roku. Bez wątpienia jest to pozycja godna uwagi i należy jej poświęcić trochę czasu: zarówno na dokładną analizę obrazu, jak i zapoznanie się z towarzyszącymi mu opisami. Nie będę jednak pisał o całym pakiecie, ale o kilku ujęciach, a zwłaszcza jednym, które świetnie obrazuje zmiany zachodzące w naszym życiu. Zmiany wywołane rozwojem nowych technologii.

Przywołany zbiór zdjęć zawiera kilka pozycji, na których uwieczniono ludzi trzymających sprzęt elektroniczny: aparaty, tablety, smartfony itd. Na jednym widać np. pielgrzymów fotografujących lub filmujących papieża Franciszka. Chęć uchwycenia danej chwili jeszcze bardziej rzuca się w oczy na zdjęciu wykonanym w Chinach – widać na nim tłum turystów obserwujących potężną falę. Obserwujących, ale nie bezpośrednio, lecz za pośrednictwem jakiegoś urządzenia. Uwagę przyciąga na tym zdjęciu nie tyle sama fala, co ludzie z rękoma podniesionymi do góry. Nie jest to oczywiście scena właściwa tylko dla Państwa Środka – to symbol naszych czasów i to w globalnej skali.

Ludzie masowo uwieczniają dzisiaj wszystko, co tylko można: kataklizmy, wypadki, koncerty, wizyty znanych osób, różnego typu uroczystości. Jeśli coś się dzieje, to można być pewnym, że za chwilę połowa gapiów/widzów będzie miała uniesione ręce. W przypadku koncertów miało to miejsce już w poprzednich dekadach, ale wtedy machano rękoma lub trzymano w nich zapalniczki. Dzisiaj falujące dłonie i ogniki zostały zastąpione przez aparaty – szczególnie te umieszczone w telefonach. Zjawisko to pewnie każdy zna z autopsji, ale może wcześniej się nad nim nie zastanawiał.

Kilka lat temu obserwowałem wraz z całym tłumem ludzi podnoszący się gwałtownie poziom wody w Wiśle, towarzyszące mu działania strażaków oraz innych służb, a także pierwsze zniszczenia, jakie wyrządziła rwąca rzeka. Wśród gapiów były oczywiście osoby filmujące walkę miasta z żywiołem, ale zdecydowana większość zgromadzonych na brzegu patrzyła bezpośrednio na gwałtownie płynącą wodę. Podejrzewam, że dzisiaj ta scena wyglądałaby trochę inaczej: większość ludzi próbowałaby uwiecznić ten moment. Taki wniosek stawiam po szybkiej analizie kolejnych edycji pewnej imprezy masowej. Pod koniec ubiegłej dekady tłum obserwował show, w tym roku robił to nadal, ale już za pośrednictwem smartfonów. Przydałyby się zdjęcia z porównaniem owych dwóch tłumów, ale niestety nie posiadam takowych. Bo nie wyciągam wszędzie aparatu/telefonu, by uwiecznić wszystko, co tylko można.

Nie stwierdzę, że filmowanie i fotografowanie koncertów, kataklizmów czy zjawisk przyrodniczych przez wszystkich obserwatorów danego wydarzenia to grzech i powinno się tego zabronić. Jeśli ktoś to lubi, widzi w tym cel, to niech robi tyle zdjęć, na ile pozwoli mu sprzęt. Przyznam jednak, że nie rozumiem tej mody i nie do końca wiem, jaki jest sens owych filmów i zdjęć. Uwiecznienie danej sceny dla innych? Bardzo często obok stoją specjaliści (ekipa telewizyjna, fotograf), którzy zrobią to profesjonalnie i materiały pojawią się w mediach czy w Sieci. Porównywanie ze sobą jakości obu nagrań zazwyczaj jest bolesne dla zapaleńca, który przez kwadrans trzymał w górze ręce, a potem stwierdził, że właściwie to woli zobaczyć to jeszcze raz w telewizji. O ile w ogóle do porównania dojdzie – przecież rzesza domorosłych operatorów nigdy nie przejrzy wykonanych zdjęć, a już tym bardziej nie odtworzy nagranego filmu.

Sytuacja, w której ktoś traci bezpośredni widok czegoś ciekawego, wspaniałego lub strasznego, ale wartego uwagi i obserwuje to za pośrednictwem wyświetlacza w swoim telefonie wywołuje u mnie konsternację. Istniała szansa zarejestrowania ważnej sceny własnymi oczami, a tymczasem ktoś zdecydował się na patrzenie w wyświetlacz smartfonu. Większą uwagę przywiązywał przy tym do tego, by telefon mu nie wypadł i nikt nie zasłaniał obrazu ręką, niż do tego, co działo się tuż przed nim. To po trosze straszne, śmieszne i smutne. Nie chcę nikogo pouczać albo wskazywać „jedynej właściwej drogi”, ale mam cichą nadzieję, że w zestawieniu Reutersa pojawi się jeszcze kiedyś zdjęcie, na którym tłum będzie patrzył na falę, a nie na smartfony, które ową falę uwiecznią.

Zdjęcie pochodzi ze strony reuters.com