Felietony

Lista śmierci z Chrisem Prattem - widzowie kochają, krytycy narzekają

Kamil Pieczonka
17

Gdy do dyspozycji mamy kilka platform streamingowych, wybór tego co chcemy i co warto obejrzeć wcale nie jest prosty. Teoretycznie powinny pomóc nam recenzje, ale coraz częściej okazuje się, że krytycy narzekają, a widzowie są w serialu zakochani. Tak jest na przykład z Listą śmierci.

Lista śmierci na Amazon Prime

The Terminal List (Lista śmierci) to najnowszy serial na platformie Amazon Prime, który swoją premierę miał 1 lipca. Produkcja oparta jest na książce o tym samym tytule, której autorem jest Jack Carr, a opowiada historię fikcyjnego komandosa Navy SEAL. Nie zdradzę wam pewnie mocno fabuły, jeśli dodam, że James Reece jest bohaterem czterech kolejnych książek, więc w razie potrzeby Amazon ma sporo materiału do ekranizacji. I biorąc pod uwagę odbiór widzów, zdziwiłbym się gdyby nie powstał drugi sezon. Nie wyprzedzajmy jednak faktów, a skupmy się na tym co jest dostępne obecnie. Amazon w ostatnim czasie ekranizuje sporo popularnych książek i jak pokazuje choćby przykład Jacka Reachera, robi to całkiem nieźle. Nie inaczej jest w przypadku Listy śmierci.

Serial opowiada o osobistej zemście głównego bohatera, którego gra Chris Pratt. Jeśli myślicie, że jest to typowy, śmieszkujący Chris ze Strażników Galaktyki, to mocno się zdziwicie jego rolą w tym serialu. Jego bohater to doświadczony komandos z oddziału Navy SEALs, który traci cały swój zespół w bardzo podejrzanych okolicznościach. Gdy próbuje dociekać prawdy giną kolejni ludzie, a intryga zaczyna sięgać coraz wyższych kręgów władzy. James Reece nie należy jednak do ludzi, których łatwo można zniechęcić, a do tego jeszcze trudniej go zabić, dlatego wspólnie ze swoim przyjacielem pracującym w CIA, rozpoczyna wendettę, w której nie bierze żadnych jeńców. Jak sami więc widzicie scenariusz nie jest przesadnie skomplikowany, a sama intryga już mniej więcej w połowie serialu przestaje być tajemnicą. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo przyjemnie ogląda się pieczołowicie zaplanowane i zrealizowane misje prowadzące do ukarania kolejnych osób z Listy śmierci.

Krytycy krytykują, a ludzie pokochali

Serial składa się z 8 około godzinnych odcinków, które dostaliśmy w pełnym pakiecie za jednym zamachem, więc jeśli macie czas to można go nawet obejrzeć na raz. I w tej kwestii akurat mógłbym się zgodzić z wieloma recenzentami, ten serial z powodzeniem można było zamknąć w 6 odcinkach zamiast w 8, bo czasami widać, że akcja nieco zwalnia i pojawiają się nieciekawe wypełniacze. Poza tym to jest to jednak świetnej jakości, trzymający w napięciu thriller, który został doceniony przez widzów. Nikt nam tutaj niczego nie wciska, nie ma żadnej ideologii, jest tylko przyjaźń i zemsta oraz pozbawiony skrupułów główny bohater. To serial w starym stylu, a takich w świecie grzecznego Marvela i Gwiezdnych Wojen najwyraźniej brakuje widzom na całym świecie.

W serwisie Metacritic średnia ocen krytyków to zaledwie 40/100, co może wyglądać zniechęcająco, ale warto spojrzeć na recenzje zwykłych ludzi. Widzowie oceniają ten serial na 8.9/10, a równie wysoką ocenę (8,1/10) serial ma również w serwisie IMDb. Ja zdecydowanie jestem bliższy oceny 8 niż 4, bo James Reece okazał się bohaterem, którego można polubić. To jak nowoczesne połączenie MacGyvera z Drużyną A i być może właśnie grając nieco na tej nostalgii, ten serial tak mi się spodobał. Jeśli zatem szukacie czegoś mocnego na wieczór, to warto odpalić Amazon Prime i sprawdzić, czy Lista śmierci wam również przypadnie do gustu.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu