Felietony

Liczyliscie na śmierć kina? Niedoczekanie - VOD go nie zastąpi

Konrad Kozłowski
12

W pewnym momencie mogło wydawać się, że kina nie będą w stanie odzyskać zaufania i sympatii widzów, którzy zakochali się we własnych kanapach, telewizorach i serwisach VOD. Tymczasem kilka miesięcy wystarczyło, by wszystko wróciło do... nowej normalności.

Bo jak inaczej możemy nazwać to, co udaje się osiągnąć filmowi "Top Gun: Maverick", który bije rekord za rekordem, a włodarze serwisów wycofują się z tak silnego wsparcia swoich platform. Jeszcze przed wybuchem pandemii dużo mówiło się o planach uruchomienia serwisu VOD typu premium. Wspominano nawet, że Apple było zainteresowane współpracą z największymi studiami, by odpalić platformę kosztującą znacznie więcej od pozostałych, ale oferującą nowości kinowe tydzień, dwa lub trzy po debiucie na dużym ekranie. Ale ani Apple'owi, ani nikomu innemu nie udało się przekonać największych tego rynku do współpracy, nie uzgodniono żadnych kwot i stawek, dlatego w momencie, gdy kina zamknięto, każdy stawiał na własne VOD lub pozwalał wypożyczać filmy w najpopularniejszych sklepach.

Warner Bros. i HBO Max próbowały z wielkimi hitami filmowy od razu na VOD

Przypomnijmy, że przez cały 2021 rok nowości filmowe Warnera trafiały od razu na HBO Max, co na pewno przysłużyło się popularności nowej platformy VOD, ale twórcy tych filmów nie byli raczej zadowoleni z takiego obrotu sprawy, bo nikt z nich przed rozpoczęciem produkcji nie był świadomy takiego planu. Niektórzy nawet głośno go krytykowali i mimo, że Christopher Nolan dopiero zabierał się za preprodukcję swojego nowego filmu, to jego ostre słowa przelały czarę goryczy i po wielu latach (oraz po wielu hitach) jego drogi z Warnerem się rozeszły. Studia nie oszczędzał też twórca "Diuny" Denis Villeneuve, który podkreślał, że jego film powstawał z myślą o pokazach w kinie. Po pewnym czasie oburzenie przycichło, podobnie jak w przypadku scysji Disney'a z twórcami filmów, które trafiały na Disney+ bardzo wcześnie po pokazach w kinach lub je omijając.

Hollywoodzkie hity po 45 dniach na VOD? To chyba koniec

Od momentu wznowienia działalności kin jedyną pozostałością tamtego okresu i niemałego przewrotu na rynku była deklaracja Warner Bros. Dystrybutor zobowiązał się do dodawania swoich wysokobudżetowych filmów na HBO Max 45 dni po pojawieniu się w kinach i plus minus dotrzymywał słowa. "The Batman" nawet w Polsce dość szybko zawitał na VOD z subskrypcją, co było nie lada niespodzianką, ale nadchodzi koniec. Po przejęciu sterów przez nowe kierownictwo firma ma się wycofać ze słów wcześniejszego CEO WarnerMedia Jasona Kilara. Nowy szef Warner Bros. Discovery David Zaslav wprowadza nie lada porządki i na nowo planuje walkę o widza.

Top Gun: Maverick pokazał, na co stać kina

Mają mu w tym posłużyć zupełnie nowa platforma VOD łącząca oferty HBO Max i Disovery+, a także kinowe hity, które będą trafiać na ekran dopiero wtedy, gdy będą w pełni gotowe i będą dysponować maksymalny potencjałem na stanie się dochodowym hitem. W tej układance faktycznie brakuje miejsca na przyspieszone premiery online, ponieważ "Top Gun: Maverick" pokazał, że właściwe zrobione kino jest najlepszym sposobem na zarobek - w sumie zarobił już 1,3 miliarda dolarów. To bilety i potrafiący się obronić przez tak długi czas w repertuarach film zapewnią odpowiedni poziom przychodów, a nie taśmowo kręcone produkcje zmierzające na VOD, o których po tygodniu mało kto mówi.

Duży ekran, duże zarobki

Disney może wspierać swoją platformę VOD produkcjami spod szyldów Marvela i Star Wars, ale tymi skupiającymi najwięcej uwagi i zainteresowania wciąż pozostają kinowe premiery, które zapełnią kasy gotówką. Podobnie wygląda to w przypadku pozostałych wytwórni, bo "Bullet Train" z Bradem Pittem ekspresowo znalazł się na pierwszym miejscu box office'u zgarniając w pierwszy weekend 30,1 mln dolarów. Dla Maravela, zgodnie z oczekiwaniami, ogromnym źródłem przychodu był trzeci Spider-Man z Tomem Hollandem oraz druga część Doktora Strange'a. Pierwszy z nich nawet wróci na jesieni do kin z dodatkowymi scenami (ale nie wiemy, czy także w Polsce), co pokazuje, że zwietrzono szansę na podkręcenie jego wyniku w rankingach. Ani premiera online, ani debiut na krążkach Blu-ray nie wzbudziły takiego szumu, ani nie wykazały takiego potencjału zarobkowego.

 

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu