Internet

Niedopracowane, toporne, przestarzałe. Z Legimi nie chce się korzystać nawet za darmo

Kamil Świtalski
98

Legimi brzmi jak raj dla każdego czytelnika: płacisz raz, masz przed sobą ogromną bazę e-booków i audiobooków. Po kilku tygodniach spędzonych z usługą nie uważam, by było się czym zachwycać. Wręcz przeciwnie.

Legimi to usługa przed którą latami się wzbraniałem. Najpierw dlatego, bo nie było jej na Kindle'a. Kiedy pojawiła się opcja synchronizacji tamtejszych e-booków z czytnikami Amazonu, za każdym razem moja lista zakupionych książek była na tyle obszerna że mówiłem sobie: jak uporam się z zaległościami. Ale przy nieustannych mailach o obniżkach interesujących mnie książek z UpolujEbooka — nigdy nie udało mi się zbić jej do zera. Po zapisaniu się do lokalnej biblioteki osiedlowej otrzymałem możliwość darmowego dostępu do platformy. Co prawda w tym wariancie zabrakło wsparcia dla Kindle, ale trudno. I tak z przyjemnością sprawdziłem jak to działa i skąd te zachwyty.

I jeżeli miałbym podsumować moją półtoramiesięczną przygodę z Legimi to zrobiłbym to tak. Mam nadzieję, że konkurencja zmusi ich do działania, by poprawili jakość swoich usług. A jeśli nie, to najzwyczajniej w świecie zmiecie Legimi z rynku. W obecnej formie produkt jest tak zły, że nawet korzystanie z niego całkowicie za darmo jest bolesne.

Dobre złego początki. Aplikacja na iPada

Moją przygodę z abonamentem Legimi rozpocząłem od aplikacji na iPada. Trudno mi było uwierzyć jak marnie wygląda i działa — zarówno w kwestii formatowania tekstu, nawigacji, jak i takich drobnych rzeczy które najzwyczajniej w świecie mnie irytowały jak... "doczytywanie" (rozumianej tu jako króciutki ekran ładowania) książki przy nowym rozdziale. Złe, niepotrzebne i psujące całe doświadczenie.

Ale to pierwsza usługa z jakiej korzystam, w której mogłem zacząć czytanie na jednym urządzeniu, a później kontynuować na innym. Szybko więc znudzony na przystanku przekonałem się, że wersja na iPhone'a jest równie niedopracowana i najzwyczajniej w świecie mnie irytuje. A przy okazji dowiedziałem się też, że synchronizacja działa jako-tako, bo strony potrafią się zagubić — zarówno przy audiobookach (o których więcej za chwilę, bo to kolejna niezbyt fajna historia), jak i e-bookach. No i tak po odpaleniu na innym urządzeniu wcale nie jest kolorowo, bo trzeba się trochę "poprzerzucać" — a jako że aplikacja działa jak działa, no cóż. Kolejny punkt na nie.

Naiwnie pomyślałem jednak, że skoro aplikacje mobilne są takie złe, to na pewno na czytniku wszystko pójdzie gładko. Szczęście w nieszczęściu - nie kupiłem swojego urządzenia, a pożyczyłem kurzący się w szufladzie u przyjaciela Pocketbook Touch Lux 4.

Legimi na czytniku - tutaj początki od razu były wyboiste

Dotychczas miałem Legimi spięte ze smartfonem i tabletem. Wyobraźcie sobie zatem moje zdziwienie, kiedy przy próbie podpięcia konta przywitał mnie komunikat o wykorzystanym limicie urządzeń. I to dość precyzyjny:

Limit urządzeń typu e-ink, z których możesz korzystać w abonamencie, został wykorzystany.

No nie powiem, zdziwilem się, bo to pierwsze urządzenie e-ink jakiekiedykolwiek chciałem sparować z moim kontem Legimi. Pierwsza myśl: może abonament na tym czytniku nie zadziała, podobnie jak na Kindle. To w końcu darmowy abonament. Nie poddałem się jednak i wysłałem zapytanie do obsługi platformy. Byłem BARDZO POZYTYWNIE zaskoczony, że odpowiedź nadeszła już po kilku minutach. Okazało się, że przy koncie jakie mam — mogę mieć podpięte maksymalnie dwa urządzenia — miła osoba po drugiej stronie usunęła więc z mojego profilu tablet i smartfon. Wtedy udało się podpiąć czytnik i został jeszcze jeden slot — ze względu na audiobooki, dodałem iPhone'a. Nie do końca jednak rozumiem dlaczego jako użytkownik nie mam nigdzie wglądu w to jakie urządzenia sa podpięte i jaki jest limit? No i nawet jeżeli odpinać sprzęty można tylko kilka razy w ciągu roku — to dlaczego nie można wyklikać tego samodzielnie, tylko trzeba prosić się obsługi?

...do tego dochodzi jeszcze aspekt, który nie obejdzie wszystkich, ale dla części osób które regularnie żonglują urządzeniami będzie irytujący. Znam ludzi (i to spoza środowiska testerów smartfonów ;) którzy z różnych powodów wymieniają telefon częściej niż trzy razy w roku. Im pozostaje... skorzystanie z droższych abonamentów? Auć.

Kiedy udało się już dopiąć formalności - zacząłem pobierać książki. Nie należę do osób najbardziej cierpliwych jeżeli chodzi o technologie. Lubię, kiedy te są responsywne i najzwyczajniej w świecie działają. Tutaj było z tym naprawdę ociężale. Tak subiektywnie: każde przebijanie się przez menu czytnika jest irytujące, a problemy z ekranem dotykowym (raz na kilkanaście zamiast przesunąć stronę do następnej, cofa ją — mimo że zawsze wykonuję ten sam gest) i sposób działania sprawiają że bardzo się cieszę, że nie zdecydowałem się na zakup swojego czytnika. Sprawę ratują klawisze fizyczne, ale wiem, że w kwestii e-inków na ten moment pozostaję wierny Amazonowi. Zakupiony w 2017 za 270zł Paperwhite 3 wciąż działa nieporównywalnie lepiej, niż nowszy, znacznie bardziej kosztowny, czytnik Pocketbooka. Mam nadzieję, że najnowszy Pocketbook radzi sobie lepiej, ale dotychczasowe doświadczenia z marką skutecznie ostudziły mnie przed chęcią wydania ponad 500 złotych, aby przekonać się o tym na własnej skórze.

No dobra, z e-bookami jest słabo. A co z audiobookami? Na szczęście - już lepiej, ale pierwsze doświadczenia były tragiczne

Wspomniałem już wcześniej że kwestia synchronizacji progresu czytania działa dość kapryśnie i nie polecałbym specjalnie na niej polegać, jeżeli zależy komuś na precyzji. Jako że jestem świeży w świecie tej formy konsumpcji treści (zobacz: Po latach przekonałem się do audiobooków. Jedna opcja, która zmienia wszystko), w ciągu kilku miesięcy przerobiłem wszystkie popularne platformy. I mogę z czystym sumieniem napisać, że żadna, ale to absolutnie ŻADNA nie działała tak źle - i najwyraźniej dopiero najświeższa, wydana kilka dni temu, aktualizacja naprawiła błąd, który w takiej usłudze nigdy nie powinien był się znaleźć.

Zostawiając już w tyle nawet takie rzeczy jak interfejs aplikacji, który jest, jaki jest. Poprawny, ale niczym specjalnym nie czaruje — ot, po prostu. Natomiast to jak źle działała aplikacja w wersji na iOS jeszcze kilka dni temu jest czymś, czego przez 8 lat z iPhonem jeszcze nie spotkałem. Nigdy.

To pierwszy odtwarzacz multimediów, który po wyjęciu słuchawki z ucha — zgodnie z oczekiwaniem — wstrzyma odtwarzanie książki. Problem polegał jednak na tym, że po ponownym włożeniu jej do ucha — nie kontynuował odtwarzania, jak powinien. Co więcej: wzięcie smartfona w dłoń i klikanie "play" na niewiele się zdawało, bo przycisk po prostu nie działał... a nawet tworzył jakąś dziwną magię i rozpoczynał odtwarzanie muzykę. Nie z Legimi, a z biblioteki iPhone'a — ale jako użytkownik w ogóle nie miałem nad nią kontroli — po prostu nie dało się jej wyłączyć. Niezbędne było wejście do systemowej aplikacji Muzyka, rozpoczęcie odtwarzania jakiejkolwiek piosenki, dopiero wtedy system pozwalał mi ją wyłączyć i powrócić do audiobooka.

Ale to jeszcze nic. Odtwarzacz Legimi jest tak niedopracowany, że przy zmianie tempa odtwarzania w ogóle nie zmieniają się czasy w rozdziale (ani do końca książki), a statystyki czasu słuchania liczą się tak jakby było odtwarzane x1. Świetna robota! O tym że na ekranie blokady nie ma przycisków cofania o 30 sekund, bo i po co, nie wspominając.

Świetny zamysł usługi, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia

Płacisz raz i masz dostęp do ogromnej biblioteki e-booków i audiobooków. Brzmi jak mokry sen — tym bardziej, że nie mówimy tutaj o klasykach dostępnych za darmo w dziesiątkach innych repozytoriów, a bestsellerach i nowościach. Cenowo także nie wygląda to źle. Ale ogólne doświadczenie z Legimi przez blisko dwa miesiące z usługą oceniam jako... marne. Nie ukrywam: kiedy już na czytniku uruchomię książkę, a zamiast dotykowego ekranu korzystam z fizycznych przycisków - to czytanie potrafi być OK. Ale problem polega na tym, że Legimi nie jest tylko aplikacją na czytniki — a także smartfony i tablety, gdzie jakościowo konkurencja wyprzedziła ich o kilka długości. A nawet takie rzeczy jak nielogiczne komunikaty w czytniku czy brak opcji samodzielnego zarządzania podpiętymi urządzeniami... no dla mnie wypadają po prostu słabo. Że o braku aplikacji na komputer Apple nawet nie wspomnę (tak, z Legimi można skorzystać na komputerze, ale tylko z Windowsem).

Dlatego kiedy oferty z darmowym dostępem z bibliotek dobiegną końca — nie zdecyduję się na zakup. A przynajmniej tak długo, jak sam produkt nie zostanie bardziej dopracowany. Jeżeli zaś chodzi o audiobooki — na polskim rynku jest tyle lepszych aplikacji, że szkoda w ogóle zawracać sobie Legimi głowę. Brrr.

Aktualizacja - oświadczenie Legimi

Abonamentowy dostęp do książek oferujemy już od blisko dekady. Cały czas rozwijamy ekosystem Legimi i wprowadzamy wiele rozwiązań nowatorskich, by wspomnieć choćby synchrobooki, abonament na Kindle i czytnik ebooków w abonamencie.  Kierunki rozwoju aplikacji często wyznacza społeczność Legimi, wskazując na najważniejsze, pożądane funkcjonalności i, co oczywiście też się zdarza, niedociągnięcia. Kwestię przeliczania czasu do końca rozdziału przy przyspieszonym odsłuchu analizujemy i mamy nadzieję ją wkrótce poprawić. Trudno nam się odnieść do technicznych problemów z konkretnymi urządzeniami, mamy bowiem wpływ jedynie na aplikację, ale nie ma co ukrywać, że czytniki PocketBook cieszą się bardzo dużą popularnością i są wysoko oceniane wśród osób korzystających z naszej biblioteki. Legimi przez wiele lat było aplikacją wyłącznie ebookową, natomiast podkreślmy, że od 2017 r. oferujemy także unikatowe, nie tylko w skali kraju,  synchrobooki, dzięki którym można naprzemiennie czytać i słuchać na różnych urządzeniach. Na rozwoju tego formatu skupiamy się najbardziej, dlatego też funkcje znane aplikacji stricte audiobookowych systematycznie dodawane są i u nas. Dziękujemy za liczne głosy wsparcia naszych wiernych użytkowników w strefie komentarzy pod artykułem.

Z czytelniczym pozdrowieniem dla fanów i redakcji AntyWebu, Zespół Legimi :)

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu