152

Co musi się stać, żebyście zmienili złą opinię na temat smartwatcha?

Smartwatche, smartwatche i po smartwatchach? Na rynku tych urządzeń chyba premiera tylko jednego modelu wzbudza jeszcze jakieś większe emocje. Dlaczego tak jest?

Mowa oczywiście o Apple Watch, który nie tyle co rywalizuje z innymi smartwatchami, co na nadgarstkach coraz większej grupy osób zagościł zamiast klasycznego zegarka. Nie wolno przemilczeć starań Samsunga oraz partnerów Google, którzy sięgają po (kompletnie odświeżoną) platformę Wear OS i nadal prezentują swoje nowości, jak zrobił to właśnie Fossil. Tylko czy ktokolwiek, kto nie przekonał się do tej pory do takiego nowoczesnego zegarka, w ogóle zainteresuje się jeszcze tymi urządzeniami?

Nowy Fossil Sport Smartwatch ma (chyba) wszystko, co trzeba

Zaprezentowany dzisiaj Fossil Sport Smartwatch ma niemal wszystko, czego oczekiwałbym od smartwatcha, który miałbym zastąpić mojego wysłużonego LG G Watch R. Bo wiecie, ja nadal doceniam plusy takiego sprzętu. Jakie? O tym nieco później – przyjrzyjmy się wspomnianemu sprzętowi. Zacznę od wnętrza, gdzie znalazł się nowy procesor Qualcomm 3100 zapewniający może nie znacznie większą wydajność, ale lepszą energooszczędność. W jego okolicy umieszczono GPS, moduł NFC, akcelerometr i żyroskop. Całość napędza akumulator o pojemności 350 mAh, co powinno wystarczyć co najmniej na cały dzień działania. Oferowany jest w dwóch rozmiarach – 41 mm i 43 mm oraz w aż sześciu wariantach kolorystycznych: czarnym, zielonym, szarym, różowym, niebieskim i czerwonym.

Jak sama nazwa jednak wskazuje, jest to sprzęt dedykowany osobom aktywnym, dlatego przy jego projektowaniu skupiono się, by zegarek był niewielki i wygodnie się nosił. Paski są naturalnie silikonowe, a całość wyceniono na 255 dolarów. Dużo? Mało? Dajmy na to, że u nas kosztowałby 1299 zł. Kupilibyście go?

Jestem niesamowicie ciekawy tego, jak wypadałaby na żywo wersja czarna, ale trudno mi też sobie siebie wyobrazić w takim zegarku w bardziej poważnych okolicznościach, gdy znajdowałby się np. pod rękawem marynarki. W pozostałych kwestiach, jak płatności, powiadomienia, monitorowanie aktywności i muzyka (o ile Spotify wreszcie doda tryb offline do aplikacji dla Wear OS) sprawowałby się co najmniej poprawnie. Tak sądzę. A dla użytkowników Tidala i zegarków Samsunga mam informację z ostatniej chwili: aplikacja usługi zagościła na smartwatchach i fitness trackerach.

Jeżeli dotąd nie zainteresował Cię smartwatch, to obawiam się, że zdania już nie zmienisz

Ale wiem, jak niewielkim odsetkiem osób noszących zegarki są posiadacze, a właściwie osoby używające smartwatchy. Nawet w bardziej technicznym gronie mania już dawno minęła, a wśród zwykłych użytkowników nowych technologii brakuje przekonania o potrzebie posiadania takiego gadżetu. Odnoszę więc wrażenie, że kto nie przekonał się do tej pory do tych urządzeń, to już nigdy zdania nie zmieni, aż nie doczekamy się jakiejś prawdziwej rewolucji. Nie mam zielonego pojęcia, jak mogłaby wyglądać, ale nawet wydłużenie czasu działania bez ładowania do tygodnia może nie wystarczyć.

Padały takie stwierdzenia, że smartwatche potrzebują czasu (zabawne), podobnie jak smartfony, które dopiero na pewnym etapie swojego istnienia stały się obiektem pożądania dla (prawie) każdego, kto ma i używa telefonu komórkowego. Ikonka ze słuchawką już nawet zniknęła z głównego ekranu u wielu, wielu osób, ale wynikało to z rozwoju i ogromnej popularności komunikatorów – czy smartwatch oferuje cokolwiek takiego?

A przecież zegarek to także część garderoby i zupełnie nie rozumiem osób, które wybrały Apple Watcha, a do tej pory tak bardzo ceniły sobie (drogie) ładne zegarki klasyczne. Tacy producenci jak Fossil czy Casio starają się połączyć dotychczas zdobyte doświadczenie z nutą przyszłości oferowaną przez Google, ale o rynku masowym (jeszcze) nie może być mowy. Dlatego powstały hybrydy, ale one również toczą ciężką walkę o klienta.