5

KOT – Kącik Odwyku Technologicznego. Pora okiełznać i wytresować technologię

W ubiegłym roku w Polsce sprzedano aż 11 mln smartfonów. Użytkownicy tych gadżetów codziennie sprawdzają Facebooka średnio 14 razy. Trudno dziś sobie wyobrazić dom lub biuro bez komputera, a tablety na stałe wpisały się w krajobraz uczelni czy parków miejskich. Technologia penetruje naszą codzienność na wszelakie sposoby. Dziś szukamy przepisów kulinarnych w smartfonie, a jutro […]

W ubiegłym roku w Polsce sprzedano aż 11 mln smartfonów. Użytkownicy tych gadżetów codziennie sprawdzają Facebooka średnio 14 razy. Trudno dziś sobie wyobrazić dom lub biuro bez komputera, a tablety na stałe wpisały się w krajobraz uczelni czy parków miejskich. Technologia penetruje naszą codzienność na wszelakie sposoby. Dziś szukamy przepisów kulinarnych w smartfonie, a jutro będziemy robić to na panelu dotykowym wbudowanym w lodówkę. Warto się zatem nauczyć ją kontrolować i właśnie w tym celu ruszam ze swoim cyklem wpisów na AW.

Może się Wam wydawać bezsensownym rozpoczynanie cyklu z poradami i trikami dotyczącymi zarządzania technologią w swoim życiu na blogu, którego targetem są internauci świadomi technologicznie i nierzadko specjalizujący w pewnych branżach IT. Otóż wręcz przeciwnie. Nie zamierzam nikogo torturować truizmami i uczyć korzystania z wyszukiwarki Google czy paska zadań Windows (eee… a właściwie tego, co z paska pozostało). KOT ma być nieregularnym cyklem postów z lifehackami, trikami i poradami dotyczącymi kontrolowania swojego technologicznego uzależnienia, efektywniejszego wykonywania obowiązków z wykorzystaniem (lub też bez wykorzystania) rozwiązań IT oraz trochę lepszego (mam nadzieję), wolniejszego i spokojniejszego życia. Jeżeli spędzacie każdego dnia przed monitorem po kilkanaście godzin to z całą pewnością wiecie, co mam na myśli.

offline

Jednocześnie jednak jestem świadomy, że każdy, kto spędził choć trochę czasu na optymalizacji swojej pracy przy komputerze, czy na bieżąco śledzi sposoby ułatwiające korzystanie z technologii, nie znajdzie tutaj nic nowego.

Dzisiejsze realia nas nie rozpieszczają. W pracy przygotowujemy dokumenty/raporty/prezentacje/rozliczenia/Bóg wie co jeszcze na komputerze. Wracamy do domu i mamy ochotę przejrzeć bieżące newsy – otwieramy komputer (ew. bierzemy smartfona lub  tablet). Wieczorem jeszcze fajnie by było coś obejrzeć albo w coś pograć – znów siadamy przed komputerem. Zanim się obejrzymy wpadamy w ciąg, w którym technologia stanowi o naszej pracy, rozrywce, wiedzy oraz wielu innych kluczowych w życiu aspektach. Może nie jest to jakoś szczególnie zgubne zjawisko, ale warto zachować umiar by za kilka lat nie sprawdzać w Google aktualnej pogody, siedząc dwa metry od okna.

Co zatem konkretnie znajdziecie w tekstach oznaczonych tagiem [KOT]? Na pierwszy ogień pójdzie wyciąganie wtyczki czyli przykłady konsumpcji tych samych treści, które daje internet w formie offline. Potem pójdę o krok dalej i spróbuję wyrzucić wyświetlacz, szukając w ten sposób czynności, które można wykonywać analogowo i nie tracą przy tym one swoich walorów oraz efektywności. Każde rozwiązanie, poradę i trik chcę przedstawiać w formie dyskursu i wyraźnie zaznaczać jego wady oraz zalety, żebyście mogli podjąć świadomy wybór i odpowiedzieć sobie na pytanie „Czy to na pewno dla mnie?”. Oczywiście jestem otwarty na pomysły, uwagi i sugestie. Jeżeli jest coś, co chcielibyście poruszyć, rozważyć, to piszcie śmiało.

 

* * *

Na dobry początek chcę zbudować pewien fundament, który będzie punktem wyjścia do konstruowania porad, trików i rozważań w kolejnych częściach. Otóż daje się zaobserwować, że na wielu płaszczyznach internet łączy gatunki. Żadne inne medium nie pozwala jednocześnie konsumować tekstu, multimediów i grafiki, a przy tym umożliwiać reagowanie na bieżąco na każdy komunikat – czy to komentarzem czy też przyciskiem lubię to chociażby. Ta interaktywność najbardziej nas przyciąga do treści internetowych, bo obala hegemonię starych mediów i panujący przez lata system patriarchalny. Telewizor nie jest już centralnym punktem w domu i nie serwuje każdego wieczora prawd objawionych. Zastosowanie sprzężenia zwrotnego, czyli umożliwienie tłumowi weryfikacji komunikatów medialnych sprawiło, że zdaliśmy sobie sprawę o zwyczajności osoby, która siedzi po drugiej stronie i nazywa siebie dziennikarzem/pracownikiem mediów/speakerem itp. Mało tego, w tę rolę może się aktualnie wcielić każdy i robić to z mniej lub bardziej wymiernym skutkiem. Do czego zmierzam?

Teoretyczne ujęcie internetu, które opisałem powyżej, to jednocześnie kluczowy czynnik, który nas do niego przyciąga. I choćbyśmy głośno narzekali na niski poziom, ogłupiające treści i durnych użytkowników to i tak t wrócimy, bo naszej wiązanki przekleństw pod adresem polityków pojawiających się w telewizji w wieczornym serwisie informacyjnym nie usłyszy nikt poza domownikami, kotem i sąsiadem z dołu.

offline

Powiedzmy sobie szczerze, tego nie zastąpimy żadnym innym medium i nawet nie będę próbował nikogo przekonywać do tego, że czytanie gazet jest fajniejsze od internetu, bo nie ma hejterów w komentarzach. Możemy jednak zoptymalizować sposób korzystania z tych treści i zadbać o odpowiednie filtrowanie. Pomyślcie przez chwilę, ile razy dziennie zaglądacie do RSS-ów, na Facebooka czy chociażby na czołowe portale w celu sprawdzenia „co nowego”. Podejrzewam, że pierwszy raz odbywa się to przy porannej kawie, a potem – wedle potrzeby i ochoty. I tutaj zaczyna się wkradać chaos do sposobu w jaki konsumujemy informacje, bo „wedle ochoty” najczęściej oznacza brak jakiejkolwiek kontroli nad czasem i liczbą klikniętych linków.

Najskuteczniejszym sposobem na efektywne spędzenia czasu z newsami jest ich agregacja, a następnie rzetelny przegląd o określonych porach (np. godzina rano i dwie godziny wieczorem). Możemy to robić na miliard sposobów. Oto najpopularniejsze:

  • Digest – czyli inaczej mówiąc schowek internetowy. Do tego celu mogą nam posłużyć różnorakie narzędzie. Do najpopularniejszych należy Pocket – jednym kliknięciem dodajemy artykuł do naszej listy na później, którą potem przeglądamy w wybranym momencie. Ale to nie jedyna opcja. Narzędzia takie jak Evernote, Clipboard czy opisywany niedawno na AW Dragdis pozwalają dokonywać selekcji i kopiować tylko wybrane fragmenty tekstu, obrazki i filmy ze stron www. Taka baza może potem służyć nie tylko jako codzienne źródło rozrywki, ale też inspiracji.
  • Agregatory typu Curation – Do tej pory byłem raczej ich przeciwnkiem, ale po ogłoszeniu zamknięcia Google Readera, dałem jeszcze jedną szansę Prismatic i utknąłem na stałe. Przewagą nad tradycyjnymi rozwiązaniami jest tutaj dostęp do serwisów, blogów i stron, do których normalnie pewnie nigdy byśmy nie dotarli – poszerza to nasze internetowe horyzonty i umożliwia śledzenie oraz weryfikowanie informacji na podstawie kilku źródeł
  • Czytnik ebooków – temu rozwiązaniu chcę poświęcić osobną część cyklu, więc tutaj napiszę tylko, że czytanie artykułów z internetu w formie ebooków ze spisem treści to mój ulubiony sposób. E-papier nie męczy wzroku, a okrojona do samego tekstu forma i brak dostępu do stron www (no chyba, że z przeglądarki w Kindle’u) pozwala skupić uwagę
  • Czytniki RSS – Wbrew pozorom RSS-y wcale nie umierają i wierzę, że ciągle ogromna liczba internautów w ten sposób zbiera informacje. Zasadniczym problemem jest tutaj ograniczenie się do pewnej listy serwisów poza którą nie wychodzimy i zabieramy sobie w ten sposób szanse na odkrycie czegoś nowego i ciekawszego.

To, w jaki sposób Wy konsumujecie internetowe treści zależy od osobistych preferencji. Dodam jednak, że każdy z tych sposobów jest lepszy niż strona www, bo pozwala skupić nam uwagę na jednym określonym punkcie – artykule. I tutaj dochodzę do sedna czyli mitu wielozadaniowości. Choćbyśmy stawali na głowie, nie sprawimy, że nasz mózg będzie wykonywał wiele zadań jednocześnie. Czytanie artykułu specjalistycznego i jednoczesne sprawdzanie Facebooka to najprostsza droga do tego by zmarnować czas i bezproduktywnie spędzić kolejną godzinę przed monitorem. Mózg musi się przełączać między tymi dwoma zadaniami, co sprawia, że nasza efektywność spada i tak naprawdę nie czerpiemy korzyści z tego, co w danym momencie robimy. W celu postawienia pierwszego kroku do okiełznania technologii proponuję zatem postawić sobie złotą zasadę – jedno zadanie na raz.

Tyle tego, trochę przydługawego wprowadzenia. W kolejnej części chciałbym wyciągnąć wtyczkę, czyli zebrać w jednym miejscu wszystkie możliwości cieszenia się informacjami i rozrywką bez konieczności bycia online, a jednocześnie bez uciekania się do źródeł analogowych.

Źródła grafiki: [1], [2]