15

Koreańczycy szokują reklamą telefonu. Jest się na co oburzać?

Od wczoraj w Sieci pojawiają się teksty na temat „najdziwniejszej reklamy w historii LG”. A może nie najdziwniejszej, lecz „najgorszej”. I nie tylko w historii lokalnego konkurenta Samsunga, ale w ogóle reklamy. Szokujących filmów i filmików, zdjęć oraz grafik wszelakich widziałem w życiu sporo, więc byłem przygotowany na coś naprawdę mocnego. Czy materiał LG faktycznie […]

Od wczoraj w Sieci pojawiają się teksty na temat „najdziwniejszej reklamy w historii LG”. A może nie najdziwniejszej, lecz „najgorszej”. I nie tylko w historii lokalnego konkurenta Samsunga, ale w ogóle reklamy. Szokujących filmów i filmików, zdjęć oraz grafik wszelakich widziałem w życiu sporo, więc byłem przygotowany na coś naprawdę mocnego. Czy materiał LG faktycznie jest ta szokujący? Nie, na dobra sprawę, sporo w nim prawdy.

Na początek film – podejrzewam, że wielu z Was jeszcze nie widziało tego „dzieła”:

http://www.youtube.com/watch?v=gkHMEYjejK0

Pierwsze wrażenia? Muszę przyznać, że niesmak jest – z tym trudno polemizować. Ostatnia scena czy motyw z karmieniem ciastkiem mogą wywołać grymas na twarzy. Jednocześnie jednak w umyśle powinna się zapalać lampka informująca o tym, iż twórcom filmu zapewne chodziło o kontrowersje, wywołanie u niektórych szoku, a nawet oburzenia. Przecież dzięki temu o reklamie rozpisują się serwisy (nie tylko technologiczne), ludzie ją sobie podsyłają, komentują i jednocześnie… przyswajają produkt. Jego charakterystyczne cechy: dopasowanie do dłoni oraz opcję samoleczenia/samonaprawy.

Autorzy tej reklamy nie są żadnymi pionierami – w sposób wiralowy kampanie robione są nie od dzisiaj i nie od wczoraj. W tym przypadku nie brakuje jednak negatywnych emocji, bo widz po dwóch minutach nie krzyczy „wow, super” i nie rozsyła materiału znajomym z adnotacją „musicie to zobaczyć”. Zamiast tego pewnie kwasi minę i stwierdza, że ktoś stracił rozum. A przynajmniej poczucie smaku. Osobiście wstrzymałbym się z krytyką (choć wielkim fanem reklamy LG nie jestem), bo trwający raptem dwie minuty film pokazuje coś, o czym powinniśmy coraz częściej myśleć, mówić, pisać: uczłowieczanie elektroniki.

Dążenie człowieka do stworzenia maszyn na swoje podobieństwo nie jest czymś właściwym wyłącznie dla obecnej dekady czy nawet dla XXI wieku – przecież ta myśl przyświeca naszemu gatunkowi od dawna. Temat doczekał się rozwinięcia w XX wieku wraz z dynamicznym rozwojem nowych technologii, a dzisiaj możliwe staje się urzeczywistnienie tych pragnień. To już nie są wyłącznie wymysły popkultury, motywy znane z filmów czy gier komputerowych – coraz częściej można trafić na informacje dotyczące humanoidalnych robotów wprowadzanych w tej czy innej branży, w konkretnej firmie, przejmujących od człowieka określone obowiązki.

Na robotach przypominających człowieka i usługujących mu w restauracji, hotelu, szpitalu czy domu publicznym sprawa się jednak nie kończy. Uczłowieczamy także nasze komputery i podręczną elektronikę. W tym przypadku nie nadajemy urządzeniom wyglądu człowieka, ale chcemy, by zachowywały się, jak my: były świadome, inteligentne, dobrze zorientowane w ludzkich potrzebach, sprawdzające się w roli asystenta, pomocnika. Stąd już jednak niedaleka droga do uczynienia z telefonu przyjaciela czy nawet partnera. Niemożliwe?

Niedawno głośno było o filmie „Ona”. Nie widziałem, ale kojarzę koncepcję obrazu. I warto o niej rozmawiać, zastanawiać się, do czego prowadzi nasz zachwyt nad technologiami i dążenie do nadania im osobowości. Czy przypadkiem nie zmierzamy do tego, co pokazała reklama LG? Nie mówię o brodzie i zębach, ale o kontakcie, który do tej pory zarezerwowany był wyłącznie dla dwojga ludzi. Nierzadko za pośrednictwem maszyny, ale jednak ludzi. Teraz jedną z tych osób może zastąpić maszyna: inteligentna, sympatyczna, znająca człowieka na wylot, bo to z nią przebywa najdłużej. Przecież większość z nas spędza zdecydowanie więcej czasu w towarzystwie swojego smartfonu niż kolegów z pracy, przyjaciół czy nawet członków rodziny. W tym, tej najbliższej.

Ostatnio sporo mówi się o asystencie głosowym tworzonym przez Microsoft, nazywanym póki co Cortana. Od paru lat znamy odpowiednik tego produktu dostarczany przez Apple, czyli Siri. Nad podobnym rozwiązaniem pracuje też Google. Dzisiaj są to poważnie ograniczone usługi, ale na tym pewnie się nie skończy – za rok ich możliwości zostaną rozwinięte, za pięć lat zacznie to przypominać rozumną istotę, a za dekadę… człowieka? I potrafię sobie wyobrazić, że na tym etapie niektórzy ludzi będą chcieli nakarmić swój telefon ciastkiem albo po prostu go pocałować. Dlatego użyte przy okazji promocji G Flex hasło „human phone” brałbym na poważnie. Nie ma się z czego śmiać/nad czym oburzać – nad tym trzeba się zastanowić.

Źródło grafiki: slashgear.com