Felietony

A teraz zastanówmy się - komu tak naprawdę potrzebny jest flagowiec?

Krzysztof Rojek
41

Telefon za 5,6 czy za 10 tysięcy złotych to dziś norma na rynku flagowców. Ale czy naprawdę takie telefony są nam potrzebne?

Telefon to dziś nieodłączna część naszego życia i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. W rankingu użyteczności u wielu osób wyprzeda on takie elementy jak samochód czy nawet komputer. Jest to naturalne, ponieważ coraz więcej naszych codziennych aktywności wymaga smartfona. W telefonie możemy dziś śledzić i zarządzać przesyłkami, opłacać rachunki, trzymać nasze dokumenty, robić zakupy - wiadomo, lista ciągnie się w nieskończoność i co roku dodawane są do niej kolejne pozycje. Jednak smartfon smartfonowi nie równy i dziś różnica cenowa pomiędzy najtańszymi i najdroższymi urządzeniami na rynku wynosi lekką ręką licząc około 9 tysięcy złotych. Wybierając telefon i patrząc na rosnące ceny, wiele osób zastanawia się więc "czy warto" sięgnąć po dużo droższy model.

Zacznijmy od argumentów na tak - dlaczego warto kupić flagowca?

Flagowce to urządzenia, które mają wszystko to, co najlepszego firma ma w obecnym momencie do zaoferowania. Mają więc najszybsze procesory, najlepsze aparaty czy ekrany. Główna różnica w kwestii korzystania z flagowców to więc doświadczenie, jakie są w stanie zapewnić użytkownikowi. Jest pewna przyjemność w tym, że wszystkie aplikacje uruchamiają się natychmiastowo, że ekran jest w stanie wyprodukować śliczne kolory i że zdjęcia z telefonu wyglądają fenomenalnie, szczególnie, jeżeli ktoś wie co robi i potrafi z nich korzystać. I tak - w tym kontekście wciąż jest zauważalna jest różnica pomiędzy flagowcem a np. średniakiem,  o którą z resztą podejrzewam dbają sami producenci.

Kolejną kwestią jest fakt, że flagowce bardzo często dostają szereg ekskluzywnych funkcji, których po prostu nie ma nigdzie indziej. Nie mówię tu już nawet o telefonach składanych, ale chociażby (zostając w ekosystemie Samsunga) najnowsze Galaxy Buds 2 Pro odbiorą dźwięk w najwyższej rozdzielczości tylko od flagowców marki. To właśnie flagowce mają aparaty i głośniki sygnowane znanymi markami ze świata audio/wideo, dodatkowe tryby fotografowania czy też posiadają na pokładzie specjalne software'owe sztuczki dedykowane tylko konkretnym modelom.

Finalnie - flagowce to też zakupy na lata, ponieważ dzięki zapasowi mocy i (nieco) lepszemu wsparciu (mówimy tu o smartfonach z Androidem) jest duża szansa na to, że urządzenia te po prostu "starczą" na dłużej. Wiadomo, że wraz ze wzrostem mocy SoC producenci aplikacji mogą pozwolić sobie na więcej i więcej, więc smartfony sprzed kilku lat dziś nie do końca radzą sobie z nawet podstawowymi rzeczami. W przypadku flagowców zapas mocy pozwala sądzić, że będą to urządzenia długowieczne, pozwalające cieszyć się szybkim działaniem znacznie dłużej niż w przypadku średniej półki.

Finalnie - nie można nie wspomnieć, że duża moc to realne korzyści tu i teraz. Chcemy odpalić najbardziej wymagającą grę bądź najcięższą możliwą aplikację - to właśnie flagowce są urządzeniami przeznaczonymi do takich zadań. Tak samo, jeżeli ktoś np. faktycznie potrzebuje korzystać ze smartfonu dla funkcji kamery czy aparatu - w takim wypadku na chwilę obecną zawsze flagowe modele będą tymi, które zapewnią najwyższą możliwą jakość.

Jednak  nie oszukujmy się - większości z nas dziś flagowiec potrzebny jest jak dziura w moście

Oczywiście - nie można nikomu zabronić tego, że chce mieć najlepszy telefon z możliwych i jeżeli jest w stanie za to zapłacić 5, 6 czy 10 tysięcy złotych, to jest to jego prywatna sprawa. Jednak mając w rękach przegląd rynku, od smartfonów za 1000 do takich za wielokrotność tej kwoty, wyraźnie widzę, że poza bardzo specyficzną grupą konsumentów dziś nikt tak naprawdę nie "potrzebuje" flagowca. Jako "potrzebuje" mam tu na myśli, że posiadanie takiego urządzenia faktycznie zmieni coś w jego życiu na plus, a jego funkcje faktycznie będą przydatne.

Dziś bowiem średnia półka posiada wystarczający zapas mocy by bez zająknięcia uciągnąć pewnie z 99,7 proc. aplikacji i patrząc to, jak te najpopularniejsze programy ewoluowały w ostatnim czasie, to dzisiejsze smartfony spokojnie pozostaną żwawe jeszcze przez lata. Fakt, że taka sytuacja nastąpi był przewidywany już lata temu, kiedy zauważono, że urządzenia przenośne mają nadwyżkę mocy względem codziennych zastosowań. Ta rozbieżność pomiędzy ilością dostępnej mocy a jej wykorzystaniem w codziennym użyciu będzie coraz bardziej zauważalna, ponieważ póki co twórcy oprogramowania nie za bardzo mają pomysł, co z tym dodatkowym potencjałem zrobić.

Kolejną kwestią jest to, że (jak to było od zawsze) średnia półka podbiera od flagowców część funkcji, a czasem nawet i wyprzedza je w niektórych kwestiach. Ba, w takich aspektach jak szybkie odświeżanie ekranu, szybkie ładowanie czy pojemność baterii średniaki potrafią zawstydzić niejednego flagowca. Podobnie tyczy się to wyglądu - czasy brzydkich, plastikowych mydelniczek minęły bezpowrotnie i dziś większość średniej półki jest pod tym kątem nieodróżnialna od flagowców.

Finalnie sprawa się oczywiście rozbija o cenę - a ta potrafi dziś wynosił ułamek tego, co kosztuje topowy model. I tak - różnicę pomiędzy telefonem za 2 tysiące a takim za 6 tysięcy będzie widać, ale moim zdaniem nie będzie to różnica jakkolwiek zbliżona do tej, którą widać w pojedynku telefonów za 1 tys. vs. 2 tys. Wracając - flagowiec będzie robił "delikatnie" lepsze zdjęcia i będzie chodził "delikatnie" szybciej, ale na obecnym poziomie różnicę tę zauważyć można albo przy bezpośrednim porównaniu, albo też - jeżeli ktoś jest obyty z modelami z wyższej półki. W innym wypadku ciężko mi sobie wyobrazić by ktokolwiek narzekał na to, jak dziś takie telefony działają.

Oczywiście - flagowce to nie tylko sprzęt

Nie jest tak, że średniopółkowce nie mają swoich minusów. Jeżeli miałbym wymienić te najważniejsze to fakt, że to właśnie ta półka najmocniej odczuwa kryzys na rynku półprzewodników i dziś możemy zaobserwować festyn przepakowywania tych samych komponentów do nowych obudów, choć patrząc po tym jak wyglądają nowe iPhone'y - flagowcom też się to udziela. Kolejna kwestia jest jednak zdecydowanie bardziej poważna, a chodzi tu o to, że średniaków jest zazwyczaj 500 modeli dla jednego producenta i dla przeciętnego konsumenta połapanie się w tym jaki model warto wybrać graniczy z cudem. Nie pomaga tu fakt, że najczęściej mają one nic nie mówiące nazwy, a o strategii nazewnictwa chociażby Qualcommu i ich SoC już nawet nie warto wspominać.

Dlatego też jestem przekonany, że jest wiele osób, które nie chcąc robić doktoratu z rynku mobile za każdym razem, kiedy wybierają smartfon i idą na skróty ze stwierdzeniem "flagowiec = na pewno dobry telefon". Nikt nie przekona mnie też, że nie istnieją ludzie, którzy są w stanie wydać każde pieniądze, żeby tylko mieć najnowszy sprzęt od Apple. Wśród kupujących są też z pewnością osoby, które robią to świadomie, bądź którym taki telefon jest zwyczajnie potrzebny. Jednak patrząc na to, że przed nami szykują się raczej trudne czasy, a inflacja raczej nie ma zamiaru zwolnić, myślę, że warto się zastanowić, czy kupno flagowego urządzenia faktycznie powinno się znaleźć na liście priorytetów.

Jestem przekonany, że dziś, bardziej niż kiedykolwiek, flagowce nie są aż tak potrzebne.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu