7

Kilka uwag na temat strategii wprowadzenia e-podręczników

Cyfrowa szkoła to bez wątpienia kolejny etap rozwoju edukacji. Konsumpcja treści cyfrowych jest czymś zupełnie naturalnym dla młodych ludzi. Już teraz można obserwować rosnącą przepaść w sposobach zdobywania i wykorzystania nowych informacji między uczniami, a nauczycielami. Uczniowie prawie na każde pytanie szukają odpowiedzi na Wikipedii, zaś wielu nauczycieli podchodzi wciąż nieufnie do rozmaitych źródeł wiedzy […]

Cyfrowa szkoła to bez wątpienia kolejny etap rozwoju edukacji. Konsumpcja treści cyfrowych jest czymś zupełnie naturalnym dla młodych ludzi. Już teraz można obserwować rosnącą przepaść w sposobach zdobywania i wykorzystania nowych informacji między uczniami, a nauczycielami. Uczniowie prawie na każde pytanie szukają odpowiedzi na Wikipedii, zaś wielu nauczycieli podchodzi wciąż nieufnie do rozmaitych źródeł wiedzy oferowanych przez internet.

Jeden z programów pilotażowych prowadzonych na terenie Ghany w 2011 roku, w którym badano, czy i jak można wykorzystać e-czytniki (Kindle) w trakcie nauki pokazał, że uczniowie mogący skorzystać z tego typu urządzeń zaczęli czytać nawet na przerwach i w czasie wakacji!

Dwa modele rozwoju cyfrowej szkoły – centralny i organiczny

Jednak e-podręczniki na świecie są nadal w fazie eksperymentu. Prawdopodobnie nigdzie nie ma obecnie gotowych, sprawdzonych rozwiązań, które można wprowadzać na masową skalę. „Cyfrowa szkoła” jest w fazie testów. Przeprowadzono już wiele prób, testowano rozmaite strategie i projekty jednak sukcesów jest jak na lekarstwo.

Można wyróżnić dwa modele wprowadzania e-podręczników. Pierwszy polega na odgórnych, zaplanowanych działaniach najczęściej realizowanych przez agendy rządowe. Drugi wykorzystuje naturalny wzrost zainteresowania urządzeniami mobilnymi wśród uczniów i nauczycieli. Pierwszy częściej można spotkać w krajach Europy Zachodniej, drugi w Stanach Zjednoczonych, czy Indiach.

Model wprowadzany odgórnie ma wiele wariantów. Obserwujemy zarówno rozwiązania, które proponuje polskie Ministerstwo Edukacji, jakim jest model „jednego podręcznika” dostępnego w modelu Open Access, jak i też współpraca agend rządowych ze środowiskiem wydawców. Zwykle w obu tych przypadkach najczęściej testuje się wybraną grupę szkół.

W przypadku odgórnego zarządzenia wprowadzającego w życie e-podręczniki mamy najczęściej do czynienia z niepowodzeniem (opór nauczycieli, wysokie koszty, brak serwisu urządzeń). Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia, na przykład w Korei Południowej. Kilka lat temu tamtejsze ministerstwo odpowiedzialne za edukację (przemianowano je zresztą na Ministerstwo Edukacji i Technologii), zadeklarowało całkowite zastąpienie tradycyjnych podręczników ich wersją elektroniczną do 2015 r. Obecnie działania prowadzące do zastąpienia wszystkich podręczników drukowanych ich wersjami elektronicznymi zostały wstrzymane.

fr2

Przykład e-podręcznika, Francja

Digitalizacja rozumiana, jako „ucyfrowienie” bez wsparcia technologii obiegu treści

Digitalizacja treści to nie tylko transformacja z jednego formatu do drugiego, z postaci analogowej do cyfrowej. To zastąpienie obecnego system zdobywania wiedzy (a zatem również wykorzystywane technologie i narzędzia) zupełnie nowym. Oznacza to przede wszystkim rozwój takiego modelu obiegu treści aby mogły być dostępne natychmiast w każdym miejscu, na każdym urządzeniu. Strategia ta musi odpowiadać na trzy wyzwania przed którymi obecnie stoi rynek treści w Polsce, ale również i na świecie.

/1/ Wzrost penetracji urządzeń mobilnych, jak tablety, e-czytniki, smartfony. Każde z tych urządzeń pozwala na mniej lub bardziej komfortowy dostęp do treści cyfrowych, przy czym nadal tych treści jest stosunkowo niedużo (mam tu na myśli przede wszystkim profesjonalnie przygotowane cyfrowe materiały edukacyjne).

/2/ Rosnąca różnorodność kanałów dostępu do treści: obok księgarni online (ale też coraz bardziej i księgarni offline) pojawiają się różne modele wypożyczalni, e-czytelnie, serwisy oferujące darmową treść. Uczeń teoretycznie może mieć dostęp do materiałów edukacyjnych przez cały czas i w różnorakiej formie.

/3/ Podręcznik może także występować w różnych odmianach: prezentacji multimedialnych, cyfrowych skryptów, dowolnie łączonych i modyfikowanych antologii (wykorzystujących tzw. remiks treści). Które rozwiązanie jest najbardziej optymalne dla systemu edukacyjnego?

Sukcesy oddolnej e-edukacji

W Stanach Zjednoczonych cyfrowa edukacja rozwija się „oddolnie”, na sposób wręcz organiczny. Obserwujemy naturalny wzrost zainteresowania wśród uczniów i nauczycieli wykorzystaniem urządzeń mobilnych w procesie uczenia i nauczania. Przy czym, proces ten wspierany jest przez wiele inicjatyw organizowanych przez uniwersytety, organizacje non-profit, prywatne firmy i lokalna administrację.

W ciągu roku liczba studentów posiadających własny tablet zwiększyła się trzykrotnie z 7% w 2011 roku do 25% w 2012. To ogromny skok, gdyż obecnie co czwarty uczeń ma tablet. Dodatkowo 46% obecnych posiadaczy tabletu planuje zakup nowego modelu w przeciągu najbliższych 6 miesięcy, 90% studentów i uczniów najwyższych klas liceów uważa, że tablety są przydatne w nauce, zaś 66% studentów wierzy, że tablety pozwalają im się uczyć bardziej efektywnie. Co więcej 70% studentów korzystało z e-podręczników.

Warto się zastanowić, jak to się dzieje, że tablety i e-podręczniki zmieniają edukację w Stanach Zjednoczonych. Pomijając samą dostępność do technologii, a więc tańsze niż na przykład w Polsce urządzenia, nie można zapomnieć o najważniejszym elemencie: ebookach, a właściwie cyfrowych podręcznikach.

W USA e-podręczniki, ale również różnego typu materiały i aplikacje edukacyjne, jak również wzbogacane książki, są na porządku dziennym i zaczynają mieć coraz większy udział w rynku podręczników szkolnych. Nie tylko nie brakuje e-podręczników, ale również są one tańsze, wiele z nich jest w modelu Open Access.

Dodatkowo uczniowie z USA nie muszą kupować cyfrowych podręczników, mogą je wypożyczać. Ponad 90% amerykańskich bibliotek uniwersyteckich posiada w swoich zbiorach e-bookową ofertę, dostępne są różne modele udostępniania, od całkowicie darmowych, po częściowo płatne, co więcej, podmioty komercyjne, takie, jak Amazon, czy Barnes and Noble same zaczęły wypożyczać studentom e-podręczniki. Silnie zainteresowany rynkiem e-podręczników jest również Apple. Firma oferuje oprogramowanie do tworzenia interaktywnych podręczników, iBooks Author. W łatwy sposób można w nim dodawać grafiki, audio i wideo. A ponieważ w erze cyfrowej podręcznik jest częścią większej synergicznej całości, Apple uruchomiło jednocześnie aplikację w iTunes dla nauczycieli, która pomaga im tworzyć projekty lekcji i dzielić się materiałami z uczniami.

Dostępność i relatywnie niska cena e-treści edukacyjnych oraz upowszechnianie się tabletów: wszystko to sprawia, że oświata w USA powoli staje się cyfrowa. Zresztą, same szkoły i uczelnie uczestniczą w tym procesie, szkoląc pracowników i nauczycieli i wprowadzając pogramy cyfrowej edukacji.

Koncentracja na technologii obiegu treści, a nie na urządzeniach

Na problemy z „ucyfrowieniem szkoły” można spojrzeć też jeszcze z innej strony. Warto zauważyć, że w przypadku większości projektów szuka się zawsze jakiegoś Świętego Grala” – wybiera się i decyduje o wprowadzeniu jednego tylko typu urządzenia (najczęściej jest to tablet), bądź też rozpisuje się przetarg na przygotowanie platformy internetowej, z której uczniowie mają pobierać treści.

Czy aby na pewno na tym powinna polegać właściwa digitalizacja materiałów edukacyjnych?  Moim zdaniem, tajemnica sukcesu nie polega jedynie na zastąpieniem tradycyjnych podręczników na te, które są dostępne na cyfrowych urządzeniach, ale na definitywnej zmianie technologii tworzenia, zarządzania i dostarczania treści.

ck12-czytniki

/1/ Treść powinna być, jak woda. Gdy wlejemy wodę do szklanki to ona „stanie się szklanką”, gdy wlejemy do kubka to będzie tym kubkiem, jeśli wlejemy do miski stanie się miską. Tak samo nasze treści powinny bez problemu być zawsze gotowe aby być dostępne w różnych formatach i na różnych urządzeniach. Szybko i wydajnie bez straty na jakości.

/2/ Sprawne zarządzaniem treścią. Świat cyfrowy oznacza prawdziwą „inflację” treści. Potrzebujemy zatem sprawnych narzędzi do gromadzenia, przeszukiwania i dzielenia się cyfrowymi dokumentami z uczniami i nauczycielami. Taką funkcję mogłyby pełnić sieć repozytoriów (działająca w modelu cloud computing), które pozwolą na swobodny dostęp i dystrybucję treści cyfrowych przy wykorzystaniu nowo powstałych formatów, czy urządzeń.

/3/ Treści powinny być wszędzie tam, gdzie czytelnicy. Należy nauczyć się móc wykorzystać szeroką gamę dostępnych kanałów dostępu do treści. Jeśli uczniowie chcą korzystać z materiałów edukacyjnych na smartfonie, czy wykorzystując w tym celu tablet to powinniśmy w stanie taką treść im zaoferować, jeśli chcą czytać ją za pomocą e-czytnika to również powinni być w stanie to zrobić.

Zatem może właśnie tu kryją się problemy z cyfrową szkołą? Świat cyfrowy jest zbyt złożony aby za pomocą jednego rozporządzenia efektywnie i szybko móc wprowadzić projekt cyfrowej szkoły w życie. Mamy z tym problem i pewnie będziemy go mieć jeszcze jakiś czas ponieważ rozwój technologii następuje znacznie szybciej niż nasze wyobrażenia, nawyki, czy umiejętności.

Fot. [1] [2]