Mobile

Jolla wchodzi na duży rynek. W bliżej nieokreślonym celu

MS
Maciej Sikorski
19

Pamiętacie jeszcze firmę Jolla, ich kanciasty smartfon i platformę Sailfish OS? Ja powoli zaczynałem zapominać – od dawna nie widziałem w Sieci informacji na temat tego przedsięwzięcia, byłem przekonany, że projekt dogorywa i za jakiś czas usłyszymy, że już po wszystkim. Tymczasem ekipa, na którą sk...

Pamiętacie jeszcze firmę Jolla, ich kanciasty smartfon i platformę Sailfish OS? Ja powoli zaczynałem zapominać – od dawna nie widziałem w Sieci informacji na temat tego przedsięwzięcia, byłem przekonany, że projekt dogorywa i za jakiś czas usłyszymy, że już po wszystkim. Tymczasem ekipa, na którą składają się m.in. byli pracownicy Nokii, wchodzi ze swoim produktem na wielki azjatycki rynek.

Trwa odliczanie do rozpoczęcia sprzedaży smartfonów Jolla w Indiach. Zajmuje się tym sklep Snapdeal, który otrzymał wyłączność na wspomniany produkt. Mieć wyłączność na tym rynku to spory bonus – przecież mowa o drugim pod względem liczebności społeczeństwie na świecie. Za jakiś czas pierwszym. Rynek mobilny nadal prężnie się tam rozwija, do "zagospodarowania" jest mnóstwo klientów. O udziały walczą tam nie tylko rodzimi gracze, ale też Amerykanie, Chińczycy, Koreańczycy – każdy chciałby urwać kawałek tortu. Mogłoby się zatem wydawać, że Jolla zmierza we właściwym kierunku.

Czar pryska, gdy spojrzy się na cenę urządzenia: 349 euro. Taka widnieje na stronie producenta - prawdopodobnie w Indiach producent przy niej pozostanie, jeśli obniży to nie w drastyczny sposób. A przecież to sprzęt, który pod względem komponentów nie robi wielkiego wrażenia, można go nawet uznać za przestarzały. Za podobne pieniądze (albo i mniejsze) można kupić chińskie "rakiety". Co prawda produkty z Państwa Środka nie posiadają na pokładzie Sailfish OS umożliwiającego zarządzanie smartfonem przy pomocy gestów, ale podejrzewam, że klienci jakoś się bez tego obejdą – to za mały bonus, by znaleźli się chętni. Przynajmniej w liczbie, która zachęcałaby do zwracania uwagi na projekt i jego indyjską odsłonę.

Smartfony zapewniające solidną wydajność już teraz dostępne są w rozsądnych cenach. Za jakiś czas będzie to jeszcze bardziej widoczne – mocniejsze komponenty stanieją i za 100-150 dolarów kupi się naprawdę satysfakcjonujący model. Swoje zrobi tu platforma Android One, cegiełkę dorzuci Microsoft ze swoimi partnerami. Jak w takich warunkach sprzedawać szerzej nieznany produkt w cenie kilkuset euro? Jakaś grupa pasjonatów pewnie się znajdzie, ale będzie ich można upchnąć w jednym autobusie. Zwłaszcza, że rzecz dzieje się w Indiach.

Poświęcam uwagę sprawie, ponieważ wyjściowo projekt Jolla/Sailfish wydawał się racjonalny. Z pewnością nie należało w nim upatrywać pogromcy Androida, ale istniała szansa, że zaistnieje w branży. Nie tylko jako ciekawostka. Pewnie od początku była to nikła szansa, ale na rynku zdominowanym przez jeden system wypatrywana jest jakaś alternatywa, niekoniecznie w postaci drugiej silnej platformy - może być kilka mniejszych. Windows Phone nadal furory w tabelkach nie robi, Firefox OS spalił się na wstępie, najwyraźniej to samo spotkało Sailfish OS.

Przy okazji Jolli pojawia się oczywiście pytanie, czy byli pracownicy Nokii są aż tak oderwani od rzeczywistości? Czy nie zdają sobie sprawy z tego, że zaproponowane warunki były trudne do przyjęcia na rozwiniętych i dobrze im znanych rynkach, a w Indiach sprawa jeszcze bardziej się skomplikuje? Nawet jeśli zaproponują produkt w niskiej cenie, to klientów nie musi to przekonać, bo sprzęt nie ma wielkich atutów. Strategia trudna do zrozumienia, może za jakiś czas faktycznie usłyszymy o wygaszaniu tego projektu - przecież w nieskończoność nie można pakować w niego kasy. Pytanie, czy pojawi się nowy system, który spróbuje namieszać w tym biznesie? A jeśli tak, to czy skończy podobnie?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

IndieJollaSailfish OS