Google

Jesteś gotowy na usługi totalne od Google?

Maciej Sikorski
29

Za nami konferencja Google - relacjonował ją Konrad, podsumował Jakub, podejrzewam, że jeszcze przez jakiś czas będziemy wracać do nowinek ogłoszonych podczas ostatniego I/O. Firma z Mountain View kolejny raz udowodniła, że nie stoi w miejscu i chce nam zaproponować usługi totalne. A my im kibicujem...

Za nami konferencja Google - relacjonował ją Konrad, podsumował Jakub, podejrzewam, że jeszcze przez jakiś czas będziemy wracać do nowinek ogłoszonych podczas ostatniego I/O. Firma z Mountain View kolejny raz udowodniła, że nie stoi w miejscu i chce nam zaproponować usługi totalne. A my im kibicujemy w tym projekcie. Nie wiem jednak, czy powinniśmy i czy rozwój technologicznego giganta powinien nas cieszyć.

Nie będę przywoływał kolejny raz nowości i zmian, jakie zaserwowało nam Google - pewnie już zdążyliście się z nimi zapoznać, jeśli nie, to odsyłam do tekstów kolegów. Może i nie ma rewolucji, co niektórych zmartwiło, ale z pewnością sporo dzieje się wokół produktów i usług wspomnianej korporacji: sięga coraz dalej i coraz głębiej. To może oczywiście cieszyć, jeśli pragniemy cyfrowego, nowoczesnego świata uszytego na miarę, bardzo wygodnych rozwiązań, które doskonale przewidzą nasze potrzeby i odpowiednio na nie zareagują. Coś, co niedawno wydawało się fantastyką naukową, staje się faktem, zyskujemy nieożywionego asystenta znającego nas na wylot. I tu pojawia się pory problem...

Patrząc na prezentację Google odnosi się wrażenie, że firma chce zagarnąć nasze życie w sposób całkowity. Kiedyś była wyszukiwarka, dzisiaj to zaledwie jeden z bardzo wielu elementów układanki: jest mail, są różne odmiany Androida, słabo rozpowszechniona, ale jednak, sieć społecznościowa (mowa o G+, jest też popularny YT), sklep z aplikacjami i multimediami, kalendarz, dokumenty, mapy, wirtualny dysk... To już jest dużo. A teraz dorzućcie do tego zdjęcia bez limitu, które oddacie tej samej firmie, pomyślcie, że jest ona zainteresowana przejęciem funkcji Waszego portfela, a w przyszłość może postanowi zostać i operatorem, bo przecież już wykonuje kroki w tym kierunku. Mało?

Dorzucę zatem coś jeszcze: Brillo. Internet rzeczy opanowany przez Google. Spodnie i buty, które w jakimś stopniu powierzycie korporacji, dostęp do kuchni, łazienki, garażu, samochodu oraz sypialni. Po prostu wszędzie. Dostrzegacie jeszcze przestrzeń, w którą Google mogłoby wejść i nie dało do zrozumienia, że prędzej czy później to zrobi? A nam najwyraźniej się to podoba, co więcej, ludzie piszą, że chcą więcej, sami zachęcają korporację do działania. Podoba nam się ta nowoczesność i upraszczanie życia, ale chyba coraz bardziej zapominamy o tym, że to wszystko ma swoją cenę - decydujemy się powierzenie naszego życia jednej firnie w sposób TOTALNY.

Gdyby kilka dekad temu ktoś opisał firmę taką jak Google, jej dostęp do danych, do naszego życia, nawet tego bardzo intymnego, to ludziom pewnie włos jeżyłby się na głowach. Antyutopia, ponura wizja, coś, co mogło przyjść do głowy tylko paranoikowi. Świat szybko się jednak zmienił. Dzisiaj nie tylko nie protestujemy, nie krzyczymy, że to zamach na naszą wolność - chcemy więcej i czekamy na kolejne premiery Google (to oczywiście dotyczy też innych firm). Kuba w podsumowaniu imprezy napisał:

Odpowiednie rezultaty w interakcji z Google Now będą osiągalne dzięki jeszcze lepszemu wykorzystywaniu kontekstu, a zatem odczytów z różnych sensorów w urządzeniu. Google Now dostosuje swoje odpowiedzi do tego, gdzie się znajdujemy, co aktualnie robimy, jaka jest pora dnia i nawet jaka jest aktualnie pogoda. Asystent ponadto będzie oferować odpowiednie informacje w zależności od tego, z jakich aplikacji korzystamy. Na ten przykład, gdy zapytamy w otwartym Spotify „jak on się nazywa”, Google Now wyszuka informacje na temat żądanego wykonawcy. I to mnie się podoba. Dostęp do niezliczonych pokładów informacji będzie jeszcze lepszy. Widać, że gigant zamierza w stu procentach skorzystać z ogromnego potencjału własnej wyszukiwarki.

Ważny i niepokojący jest cały ten opis, ale kluczowe wydaje się zdanie: Dostęp do niezliczonych pokładów informacji będzie jeszcze lepszy. To działa w obie strony - lepszy dostęp do informacji ma człowiek, ale Google ma lepszy dostęp do nas. Ameryki nie odkrywam, przecież o tym pisze i mówi się od lat. Odnoszę jednak wrażenie, że coraz mniej osób słucha i czyta, zwraca uwagę, na to, co się dzieje i w jakim kierunku to zmierza. Bardziej nadstawiamy ucha, by usłyszeć, co też nowego przygotowała dla nas firma z Doliny Krzemowej...

Google przekonuje, że powierzając im swoje dane, użytkownik może czuć się komfortowo - firma gwarantuje mu bezpieczeństwo w kwestii ochrony informacji. Polecam lekturę tego tekstu, bo można się sporo dowiedzieć, usprawnić ową ochronę. Czy to jednak przekreśla wcześniejsze akapity? Niech każdy sam sobie odpowie.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu