6

Jak poradzić sobie z piratami? Dać im grę za darmo – GAMEINFORMATOR#42

Jeśli nie możesz czegoś pokonać, to naucz się z tym żyć. Ta jasna prawda dociera powoli do kolejnych twórców gier, którzy wcześniej zamiast skupiać się na jakości tytułu, troszczyli się o pisanie zabezpieczeń. Niestety przeważnie bardziej utrudniały one życie legalnym nabywcom, aniżeli piratom chwalącym się scrakowaniem gry jeszcze przed oficjalną premierą. Tym razem po rozum […]

Jeśli nie możesz czegoś pokonać, to naucz się z tym żyć. Ta jasna prawda dociera powoli do kolejnych twórców gier, którzy wcześniej zamiast skupiać się na jakości tytułu, troszczyli się o pisanie zabezpieczeń. Niestety przeważnie bardziej utrudniały one życie legalnym nabywcom, aniżeli piratom chwalącym się scrakowaniem gry jeszcze przed oficjalną premierą. Tym razem po rozum do głowy poszli twórcy Pixel Piracy i udostępnilia swoją grę na torrentach, odsyłając jednocześnie do strony umożliwiającej dokonanie zakupu. Czy jednak właśnie tędy biegnie właściwa droga?

Vitali Kirpu i Alex Poyski to niezależni twórcy gier zwanych popularnie indykami. Nie mając za sobą ogromnej korporacji, która mogłaby dyktować im warunki, zdecydowali się na krok, który na pierwszy rzut oka może wyglądać jak strzał w kolano, tudzież stopę. Mają oni świadomość, że ktoś, kto tak czy siak chciałby ściągnąć sobie ich grę, to by tego bez problemu dokonał. Dlatego też zdjęli oni praktycznie wszystkie ograniczenia w dostępności swojej produkcji, ale jednocześnie odwołali się do moralności graczy, podając na każdym kroku adres do strony internetowej, gdzie można „bardziej oficjalnie” zakupić Pixel Piracy za 8 euro.

To nie pierwszy taki przypadek postępowania developerów. Niektórzy z nich traktują wręcz tego typu praktykę jako formę promocji. Przecież gdyby nie ich akcja na torrentach, to na pewno nie wspomniałbym o nich w tym artykule ;) Podobną praktykę stosują także ludzie odpowiedzialni za największą na świecie piracką przystań, czyli The Pirate Bay. Kilka tygodni temu pisałem o The Pirat Promo, w którym niezależni muzycy mogą udostępniać swoją twórczość w zamian za promocję najlepszych kawałków przez stronę, którą dziennie odwiedzają tysiące internautów.

Taka praktyka wydaje mi się dość jasną reakcją szeroko krytykowane niegdyś DRMy UbiSoft, które powodowały m.in. niemożność odpalenia tytułu przy szwankującym połączeniu internetowym. Nie muszę chyba dodawać, że takie przeszkody piraci kwitowali tylko śmiechem. Inną politykę w pirackiej kwestii prezentują np. twórcy Batman Arkham Asylum. Zaszyli oni w kodzie gry algorytm, który aktywując się po kilku dniach i wykrywając nielegalną kopię blokował niektóre ruchy człowieka-nietoperza, czyniąc grę praktycznie niegrywalną. W tym czasie crakerzy zastanawiali się intensywnie czy to ich przeoczenie czy faktyczny bug.

Nieco mniej subtelną metodą było na wprowadzenie na przestrzeni kolejnych odsłon serii Seriuos Sama nieśmiertelnych przeciwników czyniących rozgrywkę niegrywalną. Tym razem jednak piraci w mig rozgryzali, że to sami twórcy bawią się z nimi w kotka i myszkę. A w całym tym postępowaniu chodzi przecież o to, żeby osoby, które zamówiły pre-order mogły rzeczywiście jako pierwsze cieszyć się swoim wymarzonym tytułem.

Twórca Duke Nukem powraca z kolejną grą

Jest kilka takich klasycznych tytułów powstałych na przestrzeni lat, które zapewniają swoim twórcom niemal nieśmiertelność w pamięci graczy. Jednym z takich ludzi jest z pewnością Scott Miller, powszechnie nazywany ojcem serii Duke Nukem i prekursorem nowych rozwiązań w gatunku FPS.

Pracuje on teraz w studio Interceptor Entertainment, które poznaliśmy już w tym roku dzięki remakeowi strzelanki Rise of the Triad z połowy ostatniej dekady ubiegłego wieku. Odświeżenia przykurzonych już pozycji staja się zresztą niejako wizytówką developera, który na swoim koncie ma także nowe edycje starszych części Duke Nukem przeznaczone m.in. na platformę Steam i iOS. Nie zdobyły one sobie jednak dużej popularności wśród graczy.

Podejrzewam, że może mieć to związek z niebyt dobrą opinią jaką obecnie wśród graczy cieszy się marka Księcia. Kiedyś lśniąca solidną rozrywką, a teraz przeważnie kojarzona z (niemal) niekończącą się arią „Forever”.

Niemniej jednak biorąc pod uwagę nazwiska stojące za Project Ascender, bo tak zatytułowana jest nowa gra Millera należy niewątpliwie poświęcić jej chwilkę uwagi. Niestety na jej niekorzyść przemawia dość krótki okres produkcyjny zamykający się w 4 miesiącach. Prezes Interceptor Entertainment poinformował na swoim profilu w serwisie LinkedIn, że prace nad tytułem ruszyły we wrześniu, natomiast do posiadaczy PC i konsol PS4 ma on trafić jeszcze przed końcem tego roku.

Nad projektem pracuje niewielka, bo 19-osbowa ekipa i tylko w jej niebywałych umiejętnościach możemy wypatrywać nadziei na końcowy sukces Project Ascender, o którym do tej pory nie wiemy praktycznie nic, a do Gwiazdki pozostało już przecież tak niewiele czasu…

Steam ma się bardzo dobrze

Granie na PC nie umarło, a mimo premier nowych konsol ma się bardzo dobrze. Takie wnioski można przynajmniej wyciągnąć ze statystyk jakie na temat swojej platformy cyfrowej dystrybucji udostępnia Valve. Wynika z nich, że pobity został rekord liczby jednocześnie zalogowanych użytkowników, który wynosi obecnie 7 milionów.

Największy wkład w podniesienie o 400 tys. dotychczasowej poprzeczki miała Dota 2, w którą w kulminacyjnym momencie grało 0,5 mln osób. Niestety jednak Valve nie udostępnia żadnych danych źródłowych zewnętrznym podmiotom, także pozostaje nam jedynie wierzyć Newellowi i spółce w te statystyki na słowo.

Nie ulega raczej wątpliwości, że główną przyczyną sukcesu Steama jest bogactwo promocji jakie oferuje. Co i rusz pojawiają się na nim kolosalne przeceny i wyprzedaże, takie zresztą jak obecna jesienna.

Moder dostaje pracę

Na koniec jeszcze bardzo pozytywna historia, adekwatna zwłaszcza do coraz częstszych informacji kłopotach na rynku pracy. Pokazuje ona, że jeśli masz talent i odrobinę samozaparcia w dążeniu do celu, to praktycznie nic nie jest niemożliwe, a tym bardziej znalezienie pracy w studio tworzącym gry.

the-elder-scrolls-v-skyrim-129-entrega-15-mint-shopgamesmx-6838-MLM5109851599_092013-F

Przyjrzyjmy się więc ścieżce kariery Jona Shefera. Zajmował się on tworzeniem modów do najsłynniejszych RPG Bethesdy ze Skyrimem i Falloutem na czele. Postanowił w końcu postarać się o pracę związaną z jego zainteresowaniami i wysłał podanie wraz z dołączonym portfolio do Bethesdy. Ta jednak nie uznała jego dokonań za wystarczające do zatrudniania.

Shefer jednak nie porzucił nadziei o pracy w ulubionej branży i dalej rozsyłał CV. W końcu zainteresowało się nim Bungie, które po rozmowie wstępnej zaoferowało mu pracę projektanta przy grze Destiny. Myślę, że ta posada osłodzi mu czarną polewkę podaną przez Bethesdę.

Foto 1, 2