33

Ja już nie chcę pieniędzy – bardziej interesuje mnie czas*

Podobno od przybytku głowa nie boli. Podobno. Przypominam sobie jednak odcinek Smerfów, w którym pojawiło się mnóstwo kopii Ważniaka. To chyba nie był efekt pracy chińskiej fabryki klonowania, o której pisałem jakiś czas temu – bardziej wskazywałbym na magię. Ta kwestia nie ma jednak większego znaczenia, ważniejsze było przesłanie, że czasem nadmiar szkodzi. Nie tylko […]

Podobno od przybytku głowa nie boli. Podobno. Przypominam sobie jednak odcinek Smerfów, w którym pojawiło się mnóstwo kopii Ważniaka. To chyba nie był efekt pracy chińskiej fabryki klonowania, o której pisałem jakiś czas temu – bardziej wskazywałbym na magię. Ta kwestia nie ma jednak większego znaczenia, ważniejsze było przesłanie, że czasem nadmiar szkodzi. Nie tylko nadmiar Ważniaków. Dzisiaj odnoszę to do szeroko pojętych dóbr kultury. Dóbr, do których mamy coraz lepszy dostęp, a których ceny coraz bardziej zachęcają do konsumpcji. To jednak tortura, bo nierozwiązywalna jest tu istotna kwestia: brak czasu…

Klęska urodzaju – tak można chyba w skrócie określić dzisiejszą dostępność dóbr kultury. Przypominam sobie teksty, które w ostatnim roku pojawiły się na AW, a które dotyczyły dystrybucji treści i stwierdzam, że żyjemy w pięknych czasach. Pięknych i strasznych zarazem. Za niewielkie pieniądze możecie kupić książki w formie papierowej i cyfrowej (plus audiobooki), które szybko trafią do Waszych rąk. Za grosze lub za darmo możecie słuchać muzyki, w pakietach można kupować gry. Internet aż pęka od ciekawych filmów czy programów, znajdziemy w nim miliony dobrych tekstów. Wszystko lub prawie wszystko na wyciągnięcie ręki.

pexels-photo-12627

Pomyślcie o tym, jak wyglądało to 20, a może nawet pięć lat temu. Jak wygląda to dzisiaj i jak może wyglądać za dziesięć lat. Tomasz pisze o abonamencie oferowanym przez kino, Konrad o YouTube, który może się stać wielką skarbnicą tanich, a przy tym dobrych treści. Moja lista artykułów, które odłożyłem „na później”, a za które nie muszę płacić ani grosza jest olbrzymia. Olbrzymi jest też stos książek, za które nie zapłaciłem dużo, czasem wręcz grosze. Niedaleko biurka rośnie stos filmów na płytach. Oryginalne, dodawane do gazet czy sprzedawane w jakichś promocjach – nie trzeba piracić, by tanio i dobrze się zabawić.

Problemem nie są dzisiaj pieniądze, jeśli ktoś chce korzystać z dóbr kultury. Nawet tej wysokiej – bilety do filharmonii czy teatru kupuję czasem za równowartość kanapki w sieci fastfood. Przyznam, że podnosi mi się ciśnienie, gdy czytam czasem w komentarzach, że ktoś nie kupuje książek albo nie płaci za oryginalne treści, bo go nie stać. Ale czy naprawdę trzeba zdobyć jakąś grę w chwili, gdy wchodzi ona na rynek i rzeczywiście jest droga? Czy w tym czasie nie można zająć się jakimś starszym tytułem? Czy w bibliotekach brakuje dobrych książek, po które nie ustawiają się kolejki? Czy na YT nie znajdziecie dobrych filmów udostępnianych za darmo?

controller-pad-afternoon-xbox

Prawdziwym problemem jest brak czasu. Treści jest tak dużo, że trudno się zdecydować. Nie chodzi już nawet o konkretny film czy książkę – najpierw pojawia się pytanie „co tu robić?” Można przecież zagrać, można obejrzeć film, wyjąć książkę z półki albo odpalić czytnik, złapać za gazetę. Na szczęście z muzyką jest mniejszy problem, bo zazwyczaj może tworzyć tło. Chociaż niektórzy stwierdzą, że i w tym przypadku trzeba się skupić, jeśli odbiór ma być pełny. Człowiek XXI wieku staje zatem przed dylematem, który nie dotykał tak mocno naszego gatunku w wieku XX. A wcześniej było jeszcze lepiej. Lepiej, bo łatwiej – mniejszy wybór nie wywoływał bólu głowy.

To nie jest narzekanie, to stwierdzenie faktu. Przynajmniej tak sprawa wygląda w moim przypadku. Nie powtarzam już, że nie mam kasy, by konsumować treści (jakkolwiek to brzmi). Dzisiaj nie mam czasu i to o niego najchętniej poprosiłbym św. Mikołaja. Gdy przysłuchuję się rozmowom znajomych, którzy są na bieżąco ze wszystkimi serialami, zastanawiam się, kiedy oni to wszystko oglądają? Albo nie śpią albo znaleźli jakiś magiczny sposób, który rozwiązał ten problem. Może trzeba wrócić do odcinka Smerfów, w którym kopiowano Ważniaka…

*Grzegorz, tytuł nie sugeruje, że rezygnuję z pensji ;)