Moje przemyślenia

"Influencerzy" od lat stosują kryptoreklamę. Tak było, jest i będzie

KR
Krzysztof Rojek
7

UOKIK chce się wziąć za influencerów którzy stosują kryptoreklamę. Inicjatywa słuszna, ale szanse na powodzenie - znikome.

Nie wiem jak dla was, ale dla mnie słowo "influencer" dziś ma już tylko i wyłącznie negatywne konotacje. Owszem, rozumiem, że jest to praca tak jak każda inna, gdzie trzeba dbać o szereg rzeczy, których nie widać na pierwszy rzut oka - trzeba mieć na siebie pomysł, nieustannie przyciągać uwagę osób, które nas obserwują, dbać o aspekt biznesowy (bo rachunki same się nie opłacą) i nieustannie pilnować wykreowanego wizerunku. Ale influencerzy to też środowisko, które kojarzy mi się z nie przestrzeganiem nawet najprostszych zasad współpracy sponsorowanej (ile osób reklamujących telefony zostało przyłapane z iPhone'ami?), nieustannym podążaniem za jeszcze agresywniejszymi sposobami przyciągania uwagi (skądś się ci wszyscy patoinfluencerzy wzieli) i finalnie - niezbyt uczciwymi praktykami związanymi z zarabianiem, a mianowicie - kryptoreklamą.

UOKiK goni influencerów za kryptoreklamę. Powodzenia życzę

Jak możemy przeczytać na stronie WirtualneMedia.pl, UOKIK chce wziąć się za tych influencerów, którzy nie oznaczają treści, za które otrzymali jakąś formę wynagrodzenia. "Weźmiemy pod lupę social media i profile najpopularniejszych influencerów. Będziemy sprawdzać, czy treści reklamowe są w ogóle oznaczane, a jeśli tak – to czy wystarczająco jasno i wyraźnie, czy nie jest to widoczne np. dopiero po przewinięciu strony lub ukryte pod jakimś skrótem. Zamierzamy też weryfikować, z czego wynikają zaniedbania influencerów, np. czy nie jest to wymagane przez sponsorów" - można przeczytać w komunikacie.

O ile nie mam absolutnie problemów z tym, że influencerzy wchodzą we współprace (ba, nawet jestem zdania że dobrze rozwiązana współpraca może przynieść niesamowite benefity i twórcy i obiorcom), o tyle mam świadomość, że kryptoreklama jest istną plagą social mediów. W końcu ile razy widzieliście u kogoś, kogo obserwujecie produkt jakiejś marki w tle, albo też - ten ktoś był na jakiejś wycieczce, za którą (być może) sam nie zapłacił? Powodów może być kilka. Cześć biedniejszych marek rozlicza się z akcji marketingowych w barterach, dając influencerom swoje produkty. I jakby nie patrzeć - jest to już jakaś forma zapłaty za promocję. Oczywistym jest też to, że część influencerów ukrywa swoje współprace, bo boi się, że oznaczenie "reklama" albo "płatna promocja" może odstraszyć fanów.

Kto stosuje kryptoreklamę?

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Ilu w Polsce jest influencerów? Nie mam bladego pojęcia, bo jest to pojęcie bardzo szerokie. Stawiałbym jednak że są to liczby mierzone w setkach tysięcy. Tylko mały wierzchołek tej góry to najsławniejsi i najpopularniejsi ludzie, którym będzie się przyglądał UOKIK. Tyle że... tam nie za bardzo jest się moim zdaniem czemu przyglądać. Tacy ludzie jak Robert i Anna Lewandowscy czy Wojciech Szczęsny mają całe zastępy ludzi od tego, by każda współpraca była ustalona w nawet najmniejszym szczególe, bo mają świadomość, że błąd może ich po prostu dużo kosztować. Kryptoreklama byłaby zbyt dużym ryzykiem w porównaniu do zysku.

Kryptoreklama, albo właściwie - reklama źle oznaczona - to raczej domena mniejszych profili, które albo nie mają podstawowej wiedzy odnośnie tego, jak wygląda zaznaczenie współpracy komercyjnej, albo też z jakichś przyczyn nie chcą tego robić. I póki co - kryptoreklama raczej będzie im uchodzić na sucho. Nikt nie będzie przeglądał setek tysięcy zdjęć dziennie, nie mówiąc już o znikających stories. Jeżeli dodamy do tego, że jeden influencer działa często na kilku platformach (Facebook+Instagram+Tiktok) liczba materiałów do weryfikacji rośnie lawinowo.

Dlatego też nie pokładam wielu nadziei w śledztwie UOKIK. Oczywiście, jak to w tym przypadku zapewne uda im się kogoś "złapać za rękę" i ten ktoś otrzyma karę, która ma być przestrogą dla innych, ale wątpię, by wyeliminowało to problem. Niestety, ale kryptoreklama będzie z nami tak długo, jak będzie się opłacać. Mamy dziś coraz więcej narzędzi na Instagramie czy YouTube by oznaczać współprace komercyjne, ale taki TikTok to wciąż w tej kwestii Dziki Zachód. Dlatego do porządku musieliby to doprowadzić sami influencerzy.

A to trochę tak, jakby najsilniejszą bronią policji było trzymanie kciuków, żeby kierowcy jeździli przepisowo. Raczej się nie zdarzy.

Źródło

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: