Felietony

Huawei P30 Pro po trzech latach. Powiedzieć, że daje radę, to za mało

MM
Mirosław Mazanec
109

To ostatni model tej firmy z usługami Googla. I tak naprawdę chyba ostatni, który warto brać pod uwagę, nawet po takim czasie od rynkowego debiutu.

W środę polską premierę ma seria P50. Kolejna bez usług Googla, którą chiński producent chce zainteresować użytkowników. Jak mu idzie? Jest cieniem samego siebie, ma jakieś 2 proc udziałów w światowym rynku. Choć to stan na koniec trzeciego kwartału 2021, więc…  W Polsce na razie jest lepiej, widać magia Roberta Lewandowskiego działa. Pytanie jak długo.

Ostatnim flagowym telefonem z usługami Googla jest P30 Pro, który trafił na rynek w 2019 r.  Zachwyty nad nocnymi zdjęciami robionymi Huawei P30 Pro nie są wcale przesadzone, ten smartfon wyznacza nowe standardy robienia fotek po ciemku – tak pisał o nim na naszych łamach Paweł Winiarski.

I rzeczywiście. W tamtym czasie telefon błyszczał na tle konkurencji. Rewelacyjne zdjęcia w dzień i w nocy, świetne działanie, fantastyczny ekran, doskonała bateria, dioda podczerwieni, ładowanie indukcyjne, wodoszczelność – zestaw atutów był przeolbrzymi. Tylko głośnik mono kompletnie do tego nie pasował, do dziś nie mogę zrozumieć braku stereo.

W smartfonach czas biegnie bardzo szybko, producenci, zwłaszcza Huawei, co roku a nawet co pół pokazywali jakieś innowacje. Jednak ostatnio z różnych przyczyn zwolnili. Kryzys to pierwszy powód. Drugim jest dojście do ściany – najzwyczajniej w świecie trudno jest wymyślić co kilka miesięcy coś przełomowego.

Dlatego z wielką ciekawością trzy tygodnie temu przełożyłem swoją kartę do modelu P30 Pro. Z czystej ciekawości – chciałem sprawdzić, jak telefon się zestarzał i czy czuć jakąś różnicę między nim a najnowszymi flagowcami. Oto garść moich przemyśleń.

Większość wciąż na tak

W budowie i wykonaniu jak dla mnie nie brakuje mu niczego. Ba, jest nawet lepiej niż dziś, bo nie ma kwadratowej albo prostokątnej wielkiej wyspy z aparatami, jest „pastylka” z trzema oczkami. Ja wolę takie rozwiązanie.

Przód również jest wciąż rewelacyjny, choć myszką trąci mały, centralnie umieszczony notch. Teraz rządzą dziury w ekranie. Natomiast jakość jest doskonała. Kolory wręcz atakują nas z wyświetlacza OLED. Czytnik linii papilarnych w ekranie – świetny. Odblokowanie twarzą – również. AoD – jest.

Nie ma za to wyższego niż 60 Hz odświeżania. I to jest coś, co widać i czuć. Jeśli ktoś choć raz spróbował 90 bądź 120 Hz, najlepiej w ustawieniu adaptacyjnym a nie na „sztywno”, będzie miał problem z powrotem do 60 Hz. Oczywiście, to nie jest jakiś gigantyczny problem, bardziej będzie boleć „tech maniaków” niż zwykłych użytkowników, ale nie można go nie zauważyć.

Procesor, czyli Kirin 980 wciąż sprawuje się świetnie, nie mamy kłopotów z żadną aplikacją i programem. Pamięć, jak to u Huaweia bywa, czyszczona jest dość szybko.

huawei p30 pro

Niesłychanie ciekaw byłem jak wyglądać będzie sprawa z oprogramowaniem. Huawei w nowych telefonach bez usług Googla bombarduje nas powiadomieniami, propozycjami ze sklepu, różnymi podpowiedziami. Ja byłem tą nadopiekuńczością firmy bardzo zmęczony. Ale oczywiście jestem w stanie ją zrozumieć.

W P30 Pro w oprogramowaniu panuje błoga, niczym niezmącona cisza. Ok., mam Androida 10 a nie najnowszą 12-kę, poprawki bezpieczeństwa są z października zeszłego roku. Czy z tego powodu cierpię? Absolutnie nie. Czy czegoś mi brakuje? Również nie. Są aplikacje bankowe, płatności zbliżeniowe, nawigacja Googla itp., itd.

Fakt, że Huawei w swoim HMS bardzo rozbudował te sekcje, ale wciąż można się natknąć na jakieś braki. Trzeba myśleć, sprawdzać, kombinować. Tu mam wszystko.

Zdjęcia? Flagowe

Chyba najbardziej upływający czas widać w zdjęciach. P30 Pro to wciąż doskonały fotograficzny smartfon. Ale trzy lata temu zrobione nim fotki były wyjątkowe. Dziś, jeśli mówimy o tych z głównego obiektywu i szerokiego kąta, podobne albo lepsze zrobimy większością smartfonów z wyższej półki. I w sumie to komplement dla Huaweia P30 Pro, bo postęp w martycach i obróbce zdjęć wciąż jest, a ten model ciągle się nie poddaje. A 5x optyczny zoom moim zdaniem nadal jest w ścisłej czołówce. Podobnie zresztą jest ze zdjęciami nocnymi czy portretowymi. Nie mam im nic do zarzucenia.

 

Bateria starcza na dwa dni, ładuje się szybko z mocą 40 W, jest ładowanie bezprzewodowe. To cały czas bardzo wysoki poziom.

Zresztą, żeby nie było że tylko ja mam pozytywne zdanie o smartfonie Huawei po trzech latach. Podobnie uważa mój redakcyjny kolega Kamil Pieczonka, którego żona używa model P30.

Za 2 miesiące minie 3 lata jak moja żona kupiła Huawei P30. Z perspektywy czasu mogę dzisiaj stwierdzić, że szkoda tego co spotkało Huawei, bo telefony robili wtedy naprawdę bardzo dobre. Przez te 3 lata P30 nadal dostawał aktualizacje bezpieczeństwa, choć zatrzymał się na Androidzie 10, cały czas wygląda nowocześnie i co najważniejsze, ciągle bardzo dobrze działa. Wyświetlacz, aparat czy procesor to nadal wysoka półka, a jedyne co można by już było wymienić to bateria, choć to będzie dotyczyło każdego, trzyletniego smartfona. Gdyby nie brak usług Google, to Huawei nadal byłby pewnie wysoko na liście kandydatów na nowego smartfona. A tak trzeba chyba spojrzeć w stronę Pixela od Google.

Tylko Googla żal…

Trzy tygodnie z P30 Pro w kieszeni uświadomiły mi kilka rzeczy.

Po pierwsze, że to wciąż bardzo dobry telefon. I zupełnie mnie nie dziwi, że ktoś używa go trzy lata po debiucie i jest z niego bardzo zadowolony. Ani to, że jakiś czas temu firma zrobiła reedycję tego modelu i sprzedała wszystkie egzemplarze. Dziś pozostaje tylko szukać na rynku wtórnym, zaletą takiego rozwiązania jest to, że można trafić na atrakcyjne ceny.

Po drugie, że brakuje mi smartfonów Huawei. Przez pewien czas to one pchały rozwój telefonów do przodu i to dzięki nim mamy teraz to co mamy, czyli np. nocne zdjęcia dobrej jakości w każdym aparacie nie tylko z wyższej ale i średniej półki. Wiem, że teraz o innowacje jest trudniej. Wiem, że firmy szukają innych dróg i stawiają na formę – czyli składaki. Ale mam wrażenie że żadna z nich nie ma takiego „parcia” do przodu jak swego czasu miał Huawei.

Po trzecie, że przekonanie klientów do urządzeń bez Googla na skalę w jakiej wcześniej działał Huawei po prostu nie będzie możliwe. Jakiś udział w światowym rynku – tak, ale raczej w śladowych ilościach. Trudno też myśleć o innowacjach, gdy w trzeba myśleć o przetrwaniu.

Po czwarte – że Huawei jest bardzo mobilną firmą. I dość szybko potrafił się przestawić na inne tory – smartwatche, laptopy, monitory, głośniki – to co kiedyś było dodatkiem, dziś jest miejscem szybkiej i skutecznej ekspansji.

Co dalej?

Rynek nie znosi próżni – na kłopotach giganta skorzystał nie tylko Samsung ale przede wszystkim inne chińskie firmy. Rośnie Xiaomi, nieźle radzi sobie OPPO, swój kawałek tortu agresywnie wygryza realme.

Huawei ma zacząć wytwarzać procesory we własnych, nowych fabrykach. Ale to nie będzie bułka z masłem, ograniczają go patenty, zagraniczne technologie, sprawa nie jest tak prosta jak mogłoby się wydawać.

Zresztą oddzielenie, czy też sprzedaż marki Honor – tak by nie była ona objęta restrykcjami USA i miała dostęp do wszystkich technologii pokazuje, że firma myśli wielotorowo. I stara się znaleźć rozwiązanie na każdej płaszczyźnie. Zawsze jest szansa, że któreś zaskoczy.  Zaś inne chińskie firmy raczej temat budowy sieci 5G będą obchodzić z daleka.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu