Smartfony

Huawei P30 Pro - 3 lata od premiery, która mogła zmienić rynek

Tomasz Szwast
41

Huawei P30 Pro zadebiutował równo 3 lata temu - w marcu 2019 roku. Jak pokazały wydarzenia następnych miesięcy, była to premiera, która mogła zmienić rynek na dobre. Niestety dla Huawei stało się coś, co praktycznie zrujnowało smartfonowe plany firmy. A robiło się ciekawie...

Huawei P30 Pro to smartfon absolutnie wyjątkowy. Smartfon, który zwiastował że nadchodzi wielka zmiana na rynku, która może trwale zmienić panujący tam od lat porządek. Oto bowiem ktoś inny niż Apple i Samsung udowodnił, że potrafi wyprodukować smartfon, który ciężko określić inaczej  niż wybitny. Smartfon, który w momencie rynkowego debiutu będzie, najprawdopodobniej, najlepszym tego typu urządzeniem na rynku. Ta premiera była wydarzeniem, obok którego nikt interesujący się tym, co dzieje się w branży mobilnej nie mógł przejść obojętnie.

Tak się składa, że właśnie mija równo trzy lata od wydarzeń z 2019 roku. Wydarzeń, które zapowiadały nadchodzące trzęsienie ziemi. Jak pokazały kolejne miesiące, żadnego trzęsienia nie było. Huawei, nie z własnej woli, musiał się zatrzymać w drodze na szczyt i rozpocząć walkę z przeszkodą, która mogła okazać się nie do pokonania. Dość powiedzieć, że walka wciąż trwa, a ostateczny wynik, przynajmniej w mojej opinii, wcale nie jest znany.

W niniejszym materiale chciałbym wspomnieć ten świetny smartfon, który urzekł mnie od pierwszego wejrzenia. Przyznam szczerze, wciąż uznaję go za jedno z najlepszych urządzeń, z jakich korzystałem. To jedyne tak drogie urządzenie, które po redakcyjnych testach kupiłem na własność i to razem z akcesorium towarzyszącym w postaci zegarka. Darzę Huawei P30 Pro niezwykłym sentymentem, oto dlaczego.

Huawei P30 Pro zachwycał wyglądem

Huawei P30 Pro nie gonił konkurencji. On ją wyprzedził

Do momentu premiery Huawei P30 Pro byliśmy przyzwyczajeni, że to dwie firmy definiują to, jak wygląda rynek smartfonów. To do Samsunga i Apple najczęściej należała palma pierwszeństwa we wprowadzaniu innowacji, zarówno od strony oprogramowania jak i sprzętu. To właśnie smartfony tych marek miały być tymi najlepszymi, najnowocześniejszymi, wzorami nie do powielenia dla innych. Naturalnie, konkurencja, zwłaszcza ta z Państwa Środka, ambitnie walczyła próbując gonić rynkowych potentatów. Gonić, ale nie wyprzedzić. Tymczasem, Huawei P30 Pro właśnie to zrobił. W momencie premiery pokazał liderom miejsce w szeregu.

Dlaczego to właśnie Huawei P30 Pro był moim (i nie tylko moim) zdaniem najlepszym smartfonem na rynku? Powodów jest mnóstwo, a zacznijmy od tego, co widoczne gołym okiem. Flagowy smartfon Huawei wykonany był po prostu perfekcyjnie. Dwie tafle szkła, aluminiowa ramka, a między nimi przepiękny wyświetlacz OLED o przekątnej 6,47 cala. Wewnątrz było równie ciekawie. Minimum 6 GB pamięci operacyjnej, minimum 128 GB pamięci na dane użytkownika, wydajny, a w dodatku autorski układ SoC HiSilicon Kirin 980 i Android w najnowszej wówczas wersji 9.0 Pie. Do tego norma odporności IP68 i bateria o pojemności 4200 mAh z szybkim ładowaniem przewodowym (40 W), szybkim ładowaniem bezprzewodowym (15 W) i ładowaniem zwrotnym.

Prawdziwą petardą było jednak to, co znajdowało się z tyłu P30 Pro, czyli zestaw aparatów, który na owe czasy, miażdżył dosłownie wszystko, co oferowała branża mobilna. Aparat podstawowy miał rozdzielczość 40 Mpix, przysłonę f/1,7 i optyczną stabilizację obrazu. Towarzyszyły mu trzy inne, z których każdy miał coś do zrobienia. Żadnych półśrodków. Aparat ultraszerokokątny miał rozdzielczość 20 Mpix, a teleobiektyw 8 Mpix. Co bardzo istotne, dzięki technologii peryskopowej, aparat ten oferował 5x zbliżenie optyczne. Całość uzupełniał czujnik ToF 3D, odpowiedzialny za rejestrowanie danych o głębi kadru.

Zestaw, który zdominował wszystkich

Tak mocny zestaw współpracował z równie potężną aplikacją, opracowaną we współpracy z marką Leica. Ta oferowała, między innymi, kontrowersyjny tryb astrofotografii, w którym zdjęcia księżyca były sprytnie uzupełniane o dane z biblioteki Huawei. Taka ciekawostka, która jednak utkwiła w pamięci.

Jak to wszystko spisywało się w praktyce? Najlepiej. Huawei P30 Pro bił możliwościami, zwłaszcza fotograficznymi, zarówno Samsunga Galaxy S10+ jak i iPhone'a Xs. Jakby tego było mało, był równie świetnie wykonany i... nieco tańszy. Smartfon idealny? Jak na 2019 rok, w mojej opinii, najlepszy, ale do ideału czegoś mu brakło. Huawei kombinował, kombinował aż przekombinował. Ktoś uparł się, że P30 Pro ma być maksymalnie innowacyjny niezależnie od tego, czy zastosowane rozwiązania mają sens, czy nie.

Z tego powodu producent zdecydował z tradycyjnej szczeliny nad ekranem, pod którą umieszczony jest głośnik do rozmów, w zamian za to znajdując mu miejsce pod ekranem. Jak skończył się ten eksperyment? Lekko mówiąc, fatalnie. Posiadacze P30 Pro (w tym ja) mocno narzekali na jakość rozmów, a z racji braku normalnego głośnika u góry, telefon nie potrafił odtwarzać dźwięku w trybie stereo. Dla kogoś, kto czasem lubi sobie obejrzeć w łóżku jakiś film z YouTube'a, to spory mankament. Zwłaszcza, że Samsung i Apple oferowali w swoich flagowcach bardzo dobrze grające głośniki stereo.

Możliwości fotograficzne - największy atut P30 Pro

Co w nim takiego dobrego?

Jak wspomniałem, w mojej opinii Huawei P30 Pro był smartfonem lepszym niż Samsung Galaxy S10+ i iPhone Xs, czyli ówczesne flagowce wiodących marek. Dlaczego tak uważam? Najpierw zestawmy jego atuty z produktem Koreańczyków. Choć Samsung oferował świetny zestaw aparatów, zdjęcia robione przez Huawei, w większości warunków oświetleniowych, wychodziły lepiej. Dodatkową atrakcją był peryskopowy obiektyw i pięciokrotne zbliżenie optyczne, czym konkurent nie mógł się poszczycić.

Na tym jednak wcale nie koniec przewag Huawei nad Samsungiem. Chińczycy zaoferowali szybsze ładowanie, a nakładka EMUI uchodziła za bardziej czytelną i przyjazną użytkownikowi niż ówczesne One UI. Również z powodu EMUI można było odnieść wrażenie, że Huawei P30 Pro pracuje nieco stabilniej. Swego czasu moją opinię potwierdziła znajoma pracująca w salonie jednego z operatorów - o ile zdarzały jej się zgłoszenia serwisowe z przyczyn oprogramowania, dotyczące Galaxy S10+, tak na P30 Pro skarg nie było.

Owszem, Kirin 980 nie był najszybszym SoC na rynku, jednak wciąż bardzo, bardzo szybkim. Na tyle, by o jakichkolwiek problemach z płynnością pracy można było zapomnieć.

Charakterystyczna łezka skrywała kamerkę do selfie

W czym dominował nad iPhonem Xs? Przede wszystkim w tym, że iPhone sprzedawany w pierwszej połowie 2019 roku wcale nie był innowacyjny - była to zaledwie ewolucja tego, co otrzymaliśmy w 2017 roku jako iPhone X. Obiektyw szerokokątny? Pojawił się dopiero w iPhonie 11. Zbliżenie optyczne? Tylko 2x. Szybkie ładowanie? Czy 15 W w ogóle można nazwać szybkim ładowaniem...?

Jakby tego było mało, na tym przewagi nad iPhonem wcale się nie kończyły. EMUI to nakładka mocno zbliżona do iOS, przez co ktoś, kto przesiadał się ze sprzętu Apple miał zdecydowanie łatwiej z odnalezieniem się w oprogramowaniu nowego urządzenia. Swoją drogą, nawet mój znajomy, zagorzały zwolennik Apple zwrócił uwagę na jedną rzecz. Po chwili zabawy Huawei P30 Pro w sklepie doszedł do wniosku, że jak najbardziej mógłby się przesiąść na ten smartfon. Powiedział mi wprost, że w jego opinii P30 Pro jest smartfonem zdecydowanie lepszym niż jego iPhone 8 Plus, czym wprawił mnie w zdumienie. Po kim, jak po kim, ale po nim takich słów na temat smartfona z Androidem się nie spodziewałem. Dość powiedzieć, że do dziś uważa, że P30 Pro był jedynym smartfonem z systemem od Google, dla którego mógłby porzucić dobrodziejstwa iOS.

W tamtym momencie rysował się scenariusz zmiany rynkowego lidera. Oto bowiem ktoś inny niż Samsung i Apple dysponował smartfonem, który można było nazwać najlepszym. Niestety, nie przekonaliśmy się co byłoby dalej. Rozwój smartfonów Huawei przerwała wojna. Wojna handlowa.

To były naprawdę fajne smartfony!

Gdyby nie ta cholerna polityka...

Coraz mocniejsze spięcia między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, wynikające chociażby z oskarżeń i podejrzeń o szpiegostwo, spowodowały nałożenie na amerykańskich przedsiębiorców, w tym Google, zakazu współpracy z Huawei. W praktyce oznaczało to, że Chińczycy nie mogli dłużej wykorzystywać oprogramowania licencjonowanego przez amerykańską korporację. Następca Huawei P30 Pro - P40 Pro, na światowe rynki trafił jako jeden z pierwszych smartfonów wykorzystujących Huawei Mobile Services. Choć również był znakomitym urządzeniem, z uwagi na brak usług Google nie mógł liczyć się na rynku.

Od tamtego czasu niewiele się zmieniło. Mimo że Oppo i Xiaomi usilnie próbują zagrozić pozycji rynkowych dominatorów, w segmencie smartfonów z najwyższej półki nijak nie są w stanie zagrozić amerykańskiej i koreańskiej konkurencji. Być może realną konkurencją okażą się smartfony Oppo Find, których przedstawiciel, po raz pierwszy, będzie sprzedawany w Polsce jeszcze w tym roku, jednak to wciąż tylko gdybanie o nieznanej i niepewnej przyszłości.

Tymczasem pozwolę sobie jeszcze na chwilę wrócić do bohatera niniejszego materiału. Huawei P30 Pro, mimo upływu lat, wciąż pozostaje bardzo, ale to bardzo dobrym smartfonem. Jeśli jesteście posiadaczami jednego z egzemplarzy, nie sprzedawajcie. Jeszcze długo będziecie z niego zadowoleni.

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu