8

To godny następca P20 Lite i też będzie hitem u operatorów. Recenzja Huawei P30 Lite

Serii P od Huawei (kiedyś z dopiskiem Ascend) przyglądam się bacznie tak naprawdę dopiero od modelu P8. Właśnie wtedy firma zaczynała powoli zadomawiać się w Polsce, później władowała ogromne pieniądze w promocję marki żeby jak najwięcej osób miało swój “telefon Lewandowskiego”. Taka agresywna i droga kampania może się podobać lub nie, natomiast postęp jaki dokonał się w serii Huawei P jest naprawdę imponujący. Mieliśmy już u siebie świetnego Huawei P30 Pro, bardzo dobrego Huawei P30, przyszła więc pora na najmniejszego, najsłabszego i najtańszego brata, czyli Hauwei P30 Lite.

Zanim zacznę, muszę się do czegoś przyznać. Przy swojej recenzji Huawei Mate 10 Lite dodałem w tytule “To nie jest prawdziwy Mate” z dwóch powodów. Po pierwsze żeby widzowie się nie nabrali kiedy pójdą po ten telefon do sklepu lub do operatora, po drugie chciałem zobaczyć ich reakcje. W komentarzach wylało się na mnie za to mnóstwo jadu, choć tak naprawdę ocena smartfona była przecież pozytywna. Minęło trochę czasu, ja natomiast zdania nie zmieniłem. Nie podobały mi się takie zagrywki u “dawnego” Samsunga, nie podobają teraz u Huawei. Mate to seria premium, modele Lite mają z nią niewiele wspólnego. Trochę lepiej jest przy serii P, choć używanie tej samej nazwy przy modelu za 3,5 tysiąca złotych i modelu za 1,5 tysiąca złotych wprowadza klientów w błąd. Naoglądają się fantastycznych zdjęć robionych sprzętami z wyższej półki i wierzą w to, że ich Lite będzie taki sam. W ubiegłym roku znajomy z maty zapytał jaki smartfon kupić, określił cenę, priorytetem miały być zdjęcia, był chwilę przed ważnym dla niego wyjazdem i chciał go uwiecznić. Poleciłem P20 Pro lub ewentualnie P20. Wiecie na czym się skończyło? Na modelu Lite, bo “pan w sklepie powiedział, że to przecież to samo co polecał kolega, tylko dużo taniej”. Wspomniany znajomy obejrzał zrobione zdjęcia i dziwił się, że nie wyglądają jak te z testów droższych P. No cóż, podejrzewam, że niejedna osoba skończyła z takim samym rozczarowaniem.

Przydługi wstęp mamy już za sobą, przejdźmy więc do Huawei P30 Lite, naprawdę udanego następcy modelu P20 Lite, który ponownie – zgodnie z ceną – jest słabszy i gorszy od droższych braci.

Wygląd i wykonanie Huawei P30 Lite

Na pierwszy rzut oka Huawei P30 Lite nie różni się specjalnie wykonaniem od swoich większych braci, i choć po złapaniu go w dłoń czuć, że to sprzęt z niższej półki, to jednak jak na smartfon za takie pieniądze, prezentuje się naprawdę dobrze. Bardzo żałuję, że do testów dostałem chyba najbrzydszy, czarny egzemplarz. Zabawne jest natomiast to, że podobno to właśnie czarnych modeli smartfonów sprzedaje się najwięcej. Trudno jednak, patrząc oczywiście na półkę cenową, zarzucić P30 Lite niedoróbki. To solidna, dobrze spasowana konstrukcja, która dodatkowo świetnie leży w dłoni.

Boczny przycisk power i przycisk głośności osadzone są na odpowiedniej wysokości, podobnie jak umieszczony na pleckach klasyczny skaner linii papilarnych. Ten działa bardzo szybko i fajnie, że Huawei w przeciwieństwie do Samsunga w modelu A50 nie pokusił się o eksperymentowanie z czytnikiem w ekranie. P Lite też pewnie prędzej czy później to czeka, ale jeśli czytnik ma działać jak we wspomnianym A50, to lepiej niech się Chińczykom nie spieszy.

W sumie jedynym wizualnym minusem są moim zdaniem mocno wystające soczewki aparatów. Dodatkowo krawędzie są dziwnie ostre i drapiące. Ale jeśli Wam to w ogóle nie przeszkadza, pewnie nie zwrócicie na ten aspekt uwagi.

Ekran Huawei P30 Lite

Wspomniany już wcześniej Galaxy A50 pokazał, że w cenie około 1500 złotych (choć można go już kupić taniej) da się zainstalować Super AMOLED-a, który robi świetne wrażenie. P30 Lite posiada niestety tylko ekran IPS ze wszystkimi jego plusami i minusami – tych drugich jest oczywiście więcej. 6,15 cala, stosunek wyświetlacza do całego przodu to 84,2%, co jest wynikiem niezłym, ale nie rewelacyjnym. Rozdzielczość Full HD+ (1080 na 2312 pikseli), proporcje 19:9. Grubość ramek w normie dla tej półki cenowej, bródka jest trochę grubsza, choć delikatniejsza względem P20 Lite, w czarnej wersji kolorystycznej boczne ramki wydają się też dość smukłe – takie fajne złudzenie optyczne.

Ogólnie jednak ekran jak na IPS jest dobry, z charakterystycznym dla „Huawejowych” i „Honorowych” IPS-ów lekkim przepalaniem białych ikon. Kolory są w porządku, kąty widzenia również, czerń mogłaby być jednak głębsza.

Aparat do selfie skryto w notchu w kształcie łezki, czyli ostatnio standardowo. Na szczęście jest miejsce na ikony prawej i po lewej stronie, więc nie boli to tak bardzo jak w niektórych sprzętach konkurencji. Możliwe, że to ostatnia generacja z notchem, w końcu konkurencja nieźle poczyna sobie z różnego rodzaju sliderami, tego też spodziewałbym się więc po P40, pewnie wersji Lite również.

Podzespoły i wydajność Huawei P30 Lite

Jeśli ktoś spodziewa się, że Huawei P30 Lite będzie tak wydajny jak P30 Pro lub P30 to czeka go srogie rozczarowanie. Syntetyczne testy nie pozostawiają wątpliwości. Dostajemy tu znany z Mate 20 Lite procesor Kirin 710, który do demonów prędkości nie należy. Informacja prasowa mówi natomiast o “wydajnym procesorze oraz układzie graficznym”. No cóż, chyba autor tekstu ma inne niż ja pojęcie o wydajności. 4GB pamięci RAM, 128GB pamięci na dane, które rozbudujecie kartami pamięci microSD o pojemności do 512GB.

Nie zrozumcie mnie źle, jak na tę półkę cenową, jest dobrze. Smartfon działa sprawnie, nie “chrupie”, choć trudno nazwać go demonem prędkości. Jeśli cały czas siedzicie w tej półce cenowej, będziecie zadowoleni. Przesiadając się ze starszego flagowca lub któregoś z trochę droższych chińskich “flagowców”, poczujecie różnicę. Jest progres względem P20 Lite i to najważniejsze.

Sprzęt wyposażono również w GPU TURBO 2.0, co docenią gracze. Tu trzeba jednak pamiętać, że działanie gier na Androidzie w dużej mierze zależy od ich optymalizacji pod słabsze smartfony. Część produkcji będzie klatkować, inne obniżą ustawienia graficzne i dostosują je do podzespołów urządzenia. Jeśli więc zadowolicie się trochę słabszą oprawą, pogracie komfortowo w takiego dość wymagającego Apshalta 9.

Urządzenie działa pod kontrolą Androida 9 i autorskiej nakładki EMUI w wersji 9.0.2. Sam nie jestem jej wielkim fanem, ale część z Was pewnie doceni dodatki, które serwuje w niej Huawei. Dla mnie najważniejsze jest to, że EMUI jest w miarę lekkie i nie spowalnia Androida choć nie ukrywam, że w tej półce cenowej najchętniej widziałbym gołe systemy.

Zobacz też: Recenzja Huawei P30 Pro

Aparaty w Huawei P30 Lite

P30 Lite nie ma aparatów jak w P30 Pro i P30, nie zrobi też zdjęć jak wspomniane modele. Trzeba mieć tego świadomość jeszcze przed zakupem. Czy jednak fotki robione P30 Lite są złe? Nie.

Mamy tu aparat główny z 48 megapiskelową matrycę Sony IMX586, przy czym 48 Mpix uruchomicie dopiero w trybie profesjonalnym, automat będzie robił zdjęcia w 12 megapikselach. Tak też wygląda to w samej aplikacji, gdzie w trybie auto możemy wybrać najwyżej 12 Mpix w proporcjach 4:3. Dostajemy też 8 megapikselowy szeroki kąt i 2 megapiksele do rozmywania tła. Zdjęcia w dobrych warunkach oświetleniowych wychodzą dobre i ostre. Na plus na pewno trochę ciemniejszy szeroki kąt, którego bardzo lubiłem używać. Cieszę się tym samym, że takie obiektywy tak szybko trafiły również do niższej półki. Na minus natomiast brak dodatkowego obiektywu do zooma, z którego przecież słyną P30 i P30 Pro. Nie zrobicie więc kontrowersyjnych zdjęć Księżyca. Warto o tym pamiętać inwestując w najtańszy smartfon z rodziny P30.



hdr

W nocy aparat radzi sobie całkiem nieźle, dużo lepiej kiedy skorzystacie z trybu nocnego z wydłużonym czasem naświetlania. Ponownie jednak nie jest to poziom P30 Pro i P30, natomiast na pewno bardzo dobre efekty jak na tę półkę cenową, więc po zmroku zdecydowanie warto wykorzystać tryb nocny, serio. Czasem czas naświetlania automat ustawia na bardzo długi, ale na szczęście można go w każdym momencie przerwać. No i jednak radziłbym w takim wypadku używać nawet małego, najprostszego statywu.

bsh

bsh

bsh

Bateria w tym modelu ma pojemność 3340 mAh i naładujecie ją 18-watową ładowarką z Fast Charge przez port USB typu C (Huawei 9V2A Quick Charge). Prawie cały dzień pracy w moim przypadku był standardem, choć nie ukrywam, że trochę rozpieścił mnie Galaxy A50 swoimi 4000 mAh. Różnica w czasie pracy między tymi dwoma smartfonami jest zauważalna. Ale pamiętam, że nie każdy używa telefonu tak, jak ja – myślę więc, że niektórzy dadzą spokojnie radę pracować na jednym ładowaniu i półtora dnia

Mamy NFC do płatności zbliżeniowych jest też obsługa WiFi w 5 GHz, więc ta zmiana jak najbardziej na plus.

fbt

Huawei P30 Lite to godny następca modelu P20 Lite i różnice są jak najbardziej zauważalne. To rozwinięcie serii, choć trzeba pamiętać, że sprzęt jest takim mocno wykastrowanym bratem P30 Pro i P30, które uśmiechają się do nas z reklam, nie dajcie więc się sprzedawcom nabrać że to taki sam telefon.

Cena jak dla tego modelu standardowa, czyli 1599 złotych nie powinna nikogo zaskoczyć. Natomiast czy to jest najlepszy telefon w tej półce cenowej? Nie i mając na świeżo w pamięci test Galaxy A50, pomijając oczywiście bardzo kiepski czytnik linii papilarnych w ekranie, skłaniałbym się raczej w jego stronę. Ale trzeba też pamiętać, że do tej kwoty jest też kilka innych ciekawych alternatyw.

ark os aplikacje
huawei kirin
huawei mate 30 pro

To był przyjemny test, choć nie ukrywam, że telefon niczym mnie nie zaskoczył. Jest zachowawczy, ale może to dobra strategia i jeszcze przez długie lata będzie się w przypadku tej serii sprawdzać. P30 Lite to telefon ewidentnie do oferty abonamentowej i jestem więcej niż pewien, że będzie tam hitem. A nawet jeśli sam się nim nie stanie, to Huawei na pewno zrobi wszystko by tak było. Modele P Lite od lat cieszą się u operatorów ogromną popularnością i nie wierzę by to w najbliższych latach uległo zmianie. Ale żeby było jasne – jeśli dostaniecie ofertę na P30 Lite dobrej cenie, to będzie udany wybór. To solidny i dobry smartfon, w którego warto zainwestować. Pozostaje natomiast pytanie czy warto inwestować w telefony u operatorów – ale to już musicie ocenić sami.