Świat

Hacktivism. Jeśli jesteś Białorusinen przed trzydziestką, Łukaszenka rządzi krajem przez całe twoje życie

MG
Maciej Gorczyński
6

Film na YouTube, na którym można odsłuchać rozmowę Igora Podwojskiego z Witalijem Kozłowem, szefami mińskiej policji, poprzedza wstęp znany z Matrixa.

Oficerowie najwyraźniej nie mają planu – jest 17 sierpnia 2020, dwa tygodnie po rozpoczęciu protestów – i chcą sprawę przeczekać (niedługo później zaczęły się aresztowania, w ciągu następnych 7 miesięcy aresztowano ponad 30 tysięcy ludzi). Co ciekawe, Podwojski jest zaniepokojony, że protestanci zwykle wiedzą z wyprzedzeniem, gdzie pojawi się policja. Jest w tym rodzaj podziwu: „Nie mam [słowo niecenzuralne] pojęcia jak oni to zorganizowali. Tak wiele szczegółów. Przygotowania musiały zająć miesiąc albo dwa. To niewiarygodne (…)”. W rozmowie niemal rok późniejszej ten sam policjant stwierdza, że za problemami stoją profesjonaliści od IT, których tysiące uciekło z kraju - jak Stsiapan Putsila, bloger mieszkający w Warszawie, który przekazywał na Telegramie (kanał Nexta) informacje o przebiegu i lokalizacjach protestów.Putsila ma 22 lata, co oznacza, że kiedy się urodził, Łukaszenka był prezydentem już od 5 lat.

Opozycja, która przegrała nieuczciwe wybory, była świadoma, że oprócz protestów na ulicy, należy wykorzystać internet. Główny kandydat opozycyjny, Viktor Babariko zgromadził wokół siebie odpowiednich specjalistów, którzy właściwie nie zdążyli nic zrobić – Babariko został zaraz po wyborach aresztowany i skazany na 14 lat więzienia za „korupcję”. Białoruscy hakerzy zaczęli działać we wrześniu 2020 roku, zaraz po wyborach prezydenckich, od zwykłego zamazywania stron państwowych, na której umieszczali flagę czerwono-białą zamiast preferowanej przez reżim czerwono-zielonej, i innych działań, raczej symbolicznych niż rzeczywiście szkodliwych, m. in. na oficjalną listę osób poszukiwanych wpisali Jurija Karayeu, ministra spraw wewnętrznych. Dane, które teraz upubliczniają, są efektem niedawnego, przypuszczalnie największego włamania w historii, w którym pozyskano 5 terabajtów danych z zasobów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych

To, co znajdują, publikują na Telegramie, na którym mają 77 tysięcy subskrybentów. Ich rzecznik powiedział „Tech Review”, że właściwie nie są profesjonalnymi hakerami, ale sprawnymi pracownikami i ekspertami od IT. Niektórzy to byli pracownicy administracji białoruskiej, niektórzy, pewnie bardziej cenni, dalej tam pracują. Jest ich zaledwie 15, ale lista osiągnięć jest niemała: zdobyli nagrania rozmów służby bezpieczeństwa, policyjne nagrania z dronów, filmy z kamer bezpieczeństwa z więzień, listy informatorów policji. Korzystają z pomocy i porad innej grupy, BYPOL, składającej się z byłych pracowników białoruskiej policji. Jeden z nich, Aleksander Azarau, który kierował jednostką zwalczającą zorganizowaną przestępczość, a teraz mieszka w Polsce, podkreśla, że wszystkie informacje są autentyczne, że pokazują skalę szpiegowania, które obejmuje nie tylko obywateli, ale również samych pracowników policji i służb bezpieczeństwa.Swoją działalność określają jako „ethical hacking”, który walczy o wolność, prawa człowieka, ujawnia prawdę o sfałszowanych wyborach i w miarę możliwości chroni zwykłych obywateli.Udało im się, jak twierdzą, uszkodzić 240 kamer bezpieczeństwa i zapowiadają większy atak na komputery rządowe z użyciem wirusa X-App. Niemal przy okazji ujawnili prawdziwe dane dotyczące zakażeń Covid-19 i śmiertelności na Białorusi, które przekazali zachodnim dziennikarzom (32 tysiące ofiar od marca 2020 do marca 2021 zamiast oficjalnych 2,247). Jak można się spodziewać, dyrektor białoruskiego KGB Ivan Tertel, zapewnia że pracują dla zachodnich wywiadów, które mają swój interes w destabilizacji kraju i wykradaniu osobistych danych obywateli.

Dziennikarze i strony zachodnie, które komentują działalność grupy Cyber Partisans, zwykle dodają „rzekomo”, „przypuszczalnie”, „jak sami twierdzą” – ponieważ niektóre informacje trudno potwierdzić, ale jednocześnie te same dane z przecieków były wykorzystane w czasie przesłuchań w Senacie USA przygotowujących sankcje wobec Białorusi i jej przedstawicieli, prawdopodobieństwo jest zatem wysokie. Eksperci mówią, że jeżeli kiedykolwiek Łukaszenko stanie przed sądem, nagrania i dane będą podstawowym dowodem. Zwłaszcza że, jak podkreśla Ryan Gallagher z „Independent”, nagrania pokazują, że białoruskie władze wydają bezpośrednie rozkazy użycia przemocy wobec ludzi na ulicach.

Stale uzupełniają też blackmap.org, mapę na której umieszczają skradzione dane teleadresowe pracowników i współpracowników reżimu – wśród wykradzionych danych była baza danych paszportowych. Jak mówi Franak Viacorka, doradca Swietłany Cichanouskiej, chodzi pozbawienie tych ludzi poczucia bezpieczeństwa oraz wywołanie podziałów w szeregach samych służb. Eksperci od cyberbezpieczeństwa podkreślają, że w przypadku Cyber Partisans „hacktivism”, jak go nazywają, osiągnął nowy poziom. Hakerzy z Anonymus, którzy w 2011 roku wspierali Arabską Wiosnę (Tunezja, Egipt), dwunastu marksistów-leninistów z tureckiego Redhack, atakujący przede wszystkim rządowe bazy danych, czy Ukrainian Cyber Alliance, prowadzący regularną wojnę z hakerami rosyjskimi, wspierającymi aneksję Krymu, reagują przede wszystkim na to, co się dzieje. Natomiast aktywiści z Cyber Partisans mają plan: przygotowują, jak to nazywają, „Moment X”, w którym nastąpi jednoczesny atak cybernetyczny i fizyczny – ten drugi oparty na siłach „undercover Belarusian army” (według słów Azarau).

Źródła: 1, 2, 3, 4

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: