5

Gry Star Wars – historia wzlotów i upadków (1)

Gwiezdne Wojny to do dziś największy fenomen kultury popularnej. Zapoczątkowany w 1977 roku, zdobył miliony fanów na całym świecie i żyje obecnie na wszystkich możliwych frontach współczesnych mediów – także w formie interaktywnej. Najwyższy zatem czas przyjrzeć się grom spod znaku Star Wars, począwszy od czasów „starożytnych”. Tym bardziej, że mamy tu do czynienia wahaniami […]

Gwiezdne Wojny to do dziś największy fenomen kultury popularnej. Zapoczątkowany w 1977 roku, zdobył miliony fanów na całym świecie i żyje obecnie na wszystkich możliwych frontach współczesnych mediów – także w formie interaktywnej. Najwyższy zatem czas przyjrzeć się grom spod znaku Star Wars, począwszy od czasów „starożytnych”. Tym bardziej, że mamy tu do czynienia wahaniami poziomu o niezwykłym wręcz natężeniu.

Nim rozpoczniemy niemalże archeologiczną przygodę, dwa słowa wstępu. Próby odszukania wszystkich produkcji komputerowych spod znaku SW to zadanie równie fascynujące, co trudne. Źródła różnią się między sobą – dla przykładu według PC World pierwsza gra stworzona została dopiero w 1982 roku – a przy tym okazuje się, że powstało wiele produkcji niszowych (np. gra zręcznościowa wydana tylko w Japonii), o których dziś po prostu zapomniano. Niniejszy cykl na pewno nie będzie pełną historią gier Star Wars. Niektórych bowiem igieł w stogu siana znaleźć się po prostu nie da. Jeśli więc pominę tytuł, który jest Wam znany, będę niezmiernie wdzięczny za informację w komentarzu po tekstem!

Era dinozaurów

Według Wikipedii pierwsza gra pojawiła się już rok po premierze Nowej nadziei, czyli w 1978, z przeznaczeniem na platformy RCA Studio II (drugi na świecie programowalny system gier wideo po Fairchild Channel F) oraz Mustang 9016 Telespiel Computer. Nie udało mi się jednak dotrzeć do żadnej informacji, która potwierdzałaby, że gra była produkcją oficjalną, licencjonowaną. Można przypuszczać, że ledwie rok po premierze George Lucas nie zdążył zastrzec sobie wszelkich możliwych praw.

Na pewno natomiast rok wcześniej, ledwie trzy miesiące po premierze filmowej, niejaki Robert J. Bishop napisał fanowską grę na komputer Apple-II. Program stworzony został częściowo w Basicu, częściowo w kodzie maszynowym, a cały listing wydrukowano w czasopiśmie (do którego nazwy nie dotarłem, choć podejrzewam, że było to amerykańskie Micro lub Kilobaud Microcomputing). Udało mi się jednak zdobyć fatalnej jakości skany, w których wyczytać można:

W tej wersji Gwiezdnych Wojen jesteś jednym z pilotów myśliwców X-wing zaangażowanym w bitwę z myśliwcami Tie należącymi do Galaktycznego Imperium. Twoją misją jest zniszczyć jak najwięcej wrogich statków kosmicznych, nim skończy się czas.

Wiadomo też, że w 1979 roku kupić można było w cenie 15,95$ grę Super StarWars (najpewniej na wspomniany Apple-II) – tak przynajmniej wynika z informacji zamieszczonej w piśmie Micro z kwietnia ’79.

Kolejną ciekawostką, której jednak nie sposób dziś dokładnie umiejscowić w czasie, są dwie gry niejakiego Chrisa Freunda – X-Wing Fighter (prawdopodobnie 1978 rok) i X-Wing II (prawdopodobnie 1979 rok; screeny poniżej) wydane na mikrokomputer TRS-80.

Owszem, grafika na kolana nie powalała, jednak pamiętać należy, że wspomniany komputer miał tylko cztery kilobajty pamięci operacyjnej! Lepiej natomiast prezentowała się reklama gry, zamieszczona w piśmie SoftSide z października 1979 roku.

Być może nie powinienem wspominać, ale również w 1979 roku pojawiła się gra na automaty, której nie firmowano nazwą Star Wars, jednak produkcja ta – Star Fire – bezczelnie kopiowała z Gwiezdnych Wojen nie tylko logo, ale i wygląd wrogich myśliwców. Jak się potem okaże, to nie jedyny taki klon…

Wszystkie wspomniane gry były praszczurami dzisiejszych space shooterów – klasycznymi „celowniczkami”. Jedynym naszym zadaniem było strzelać do wrogich statków, co oczywiście w tamtych czasach stanowiło całkiem sporą atrakcję.

Lata osiemdziesiąte, wraz z postępem technologii, przyniosły nowe, choć niewiele ciekawsze firmy rozrywki. W 1982 roku świat ujrzał tytuł The Empire Strikes Back na konsolę Atari 2600 (rok później na Mattel Intellivision).  Gra była tak naprawdę niezbyt dynamicznym klonem kultowego Defendera (scrolling shooter), a jedynym naszym zadaniem było sterowanie kupką pikseli udającą snowspeeder podczas walki o Hoth i strzelanie do maszyn kroczących AT-AT. Co ciekawe, transportery po każdym trafieniu zmieniały kolor, a i potrafiły walić do nas, za przeproszeniem, z tyłka, co widać na załączonym filmie.

Rok 1983 to czas dobrych zbiorów. Oto pojawia się Star Wars (arcade) ze stajni Atari – bodaj najsłynniejszy w czasach 8-bitowych space shooter osadzony w realiach Gwiezdnych Wojen. To gra, która przez kilka najbliższych lat będzie przekładana na różne platformy, takie jak Amiga, Atari ST, Amstrad CPC, ZX Spectrum, Acorn Electron, BBC Micro czy Enterprise 64. To właśnie na ten tytuł natknął się na Polconie młody Adrian Chmielarz, co miało mieć niebanalny wpływ na jego przyszłość.

15-letni Adrian po raz pierwszy zetknął się z grami wideo w 1986 r. na Polconie, zjeździe fanów fantastyki. Nigdy wcześniej nawet nie dotknął komputera. Zupełnie przypadkiem trafił do sali, w której grano w „Star Wars”. – Okazało się, że to jest to. Doświadczeni gracze, których tam spotkałem, mieli problem z przejściem pierwszego etapu, ja doszedłem do trzeciego – wspomina. – Wtedy, po jednym razie, złapałem takiego bakcyla, że jeszcze pod koniec liceum zacząłem handlować grami. (źródło)

Gra urzekała wówczas modelami 3D, dynamiką rozrywki i możliwością przeżycia słynnej bitwy o Yavin, w której zniszczona została pierwsza Gwiazda Śmierci. Walczyć mogliśmy w trzech lokacjach – w przestrzeni kosmicznej, bezpośrednio nad powierzchnią stacji Imperium oraz w słynnym kanale, gdzie Luke Skywalker celnie odpalił torpedy protonowe. Śmiało można dziś uznać tę produkcję za wzorzec, wedle którego stworzono już w innej epoce tak kultowe tytuły, jak X-wing czy Tie Fighter. Sama gra z kolei doczekała się dwóch kontynuacji zbieżnych z tymi filmowymi (The Empire Strikes Back i Return of The Jedi), ale o tym opowiem Wam w kolejnej części już za tydzień…

Niech Moc będzie z Wami!