Militaria

Chińsko-amerykański konflikt kończy się krwawym patem - gra wojenna o Tajwan

9

Choć uwagę większości przykuwa dziś wojna na Ukrainie, nie powinniśmy zapominać, że także w Azji rozpala się niebezpieczny z konflikt. Amerykańsko-chińskie zwarcie o dominację i Tajwan na szczęście wciąż ma „zimny” charakter, sprawdzono jednak, jak mógłby wyglądać gorący.

Gry wojenne

Żeby móc w jakiś sposób ocenić, jak taka wojna mogłaby przebiegać przeprowadza się, często bardzo rozbudowane, gry wojenne. W jej trakcie drużyny reprezentujące strony konfliktu kierują wirtualnymi armiami, maksymalnie zbliżonymi charakterem do tego, czym dysponują lub zakłada się, że będą dysponować obie strony.

Wszystko oczywiście pod czujnym okiem sędziów, którzy decydują o wyniku poszczególnych operacji i starć. W takiej rozgrywce odwzorowuje się nie tylko działania jednostek bojowych, ale też testuje się sprawność całego logistycznego zaplecza, tak często niedocenianego w grach rozrywkowych, jak i symuluje możliwe posunięcia polityczne.

Opisywaną tu grę zorganizował bardzo wpływowy amerykański think-tank CNAS* (Center for a New American Security). Punktem centralnym był oczywiście Tajwan, a datę konfliktu przesunięto w porównaniu do dotychczas prowadzonych gier z lat 30-tych do 2027 r. Gra była toczona na strategicznym i operacyjnym poziomie, w związku z czym nie oceniano wyników walk poszczególnych platform bojowych, ale rozstrzygano wynik na poziomie większych jednostek.

Wojna totalna

Cały konflikt rozpoczęła drużyna „Czerwona”, kierująca siłami chińskimi. Ku zaskoczeniu drużyny „Niebieskiej”, dowodzący tą stroną nie tylko zajęli zewnętrzny pas wysepek należących do Tajwanu (często położonych bardzo blisko wybrzeża Chin), ale jednocześnie zaatakowano amerykańskie bazy wojskowe w Japonii, na Guam i Marianach.

Na tym jednak nie koniec, kolejna fala nalotów objęła bazy na Hawajach i Alasce. Jednocześnie nad Tajwanem rozpętała się krwawa i ostatecznie nierozstrzygnięta bitwa powietrzna, w czasie której obie strony poniosły ciężkie straty. Po stronie amerykańskiej szybko pojawiły się też problemy logistyczne, szczególnie w zakresie najnowocześniejszej broni precyzyjnej.

W kolejnych rundach siły Chin kontynentalnych zdołały wylądować na wyspie, którą uważają za zbuntowaną prowincję, ale po zdobyciu przyczółka ich siły ugrzęzły. Tajpei nie zostało zdobyte, prezydent Tajwanu nie wpadł w chińskie ręce, a konflikt przemienił się w materiałową wojnę przynoszącą poważne straty obu stronom. Wszelkie podobieństwa do realnych wydarzeń są całkowicie przypadkowe.

Co ciekawe, strona „czerwona” zdecydowała się też przeprowadzić próbę atomową nad wschodnim Pacyfikiem, chcąc w ten sposób zastraszyć „niebieskich”. Grę zakończono po trzech turach odpowiadających kilku tygodniom walk, bez rozstrzygnięcia. Chiny poniosły bardzo ciężkie straty we flocie i infrastrukturze nabrzeżnej, na niszczeniu których skupili się „niebiescy”, prawie całkowicie odpuszczając ataki na chińskie zaplecze.

Nieprzewidywalność konfliktu

Równie ciekawe co sama rozgrywka, były komentarze uczestników i obserwatorów. Generalnie członkowie zespołu „niebieskich” uznali, że trudno uwierzyć w tak agresywne uderzenie Chin w Stany i jej sojuszników już na początku wojny. Strona „amerykańska” spodziewała się raczej zajęcia wysepek i prób wywierania politycznego nacisku na sojuszników Stanów, aby Ci trzymali się z dala od konfliktu.

Przedstawiciele strony „czerwonej” dowodzili, że wszelkie analizy wskazują, że sojusznicy tacy jak Japonia i tak weszłyby do wojny. Zniszczenie potencjału amerykańskiego na tych wyspach jest więc jak najbardziej wskazane i trzeba brać je pod uwagę w planowaniu obrony. Bardzo spolaryzowane opinie wywołało też użycie, choć tylko pokazowe, broni atomowej.

Z jednej strony trzeba „niebieskim” przyznać rację, „czerwoni” grali Chinami wbrew temu, jak dotychczas postrzegana była doktryna wojenna tego kraju. Z drugiej strony „niebiescy” zostali zaskoczeni i utrzymanie się „w grze” wymagało ogromnych poświęceń. W dalszej części konfliktu te straty z pewnością mocno obciążałoby rozciągniętą logistykę „Amerykanów”.

Niezależnie od tego, jak ocenimy realność decyzji podejmowanych przez stronę grającą Chińczyków, zwracają uwagę konkluzje ogłoszone przez organizatorów. Podnosi się w nich konieczność organizacji pacyficznego odpowiednika NATO oraz wystawienie jednoznacznych gwarancji przez Stany Zjednoczone dla Tajwanu. Duży nacisk postawiono też na konieczność poprawy logistyki w tamtym regionie.

Ukraińska lekcja dla Chin

Choć ćwiczenie było bardzo ciekawe, odnoszę wrażenie że czasowo organizatorów nieco poniosło. Konflikt na Ukrainie zapewnił w mojej ocenie Tajwanowi przynajmniej kilkanaście lat realnego (niekoniecznie retorycznego) spokoju. Chiny z uwagą obserwują aktualnie toczącą się wojnę i fakt, że ta nie zakończyła się szybkim sukcesem Rosji, ale katastrofalnymi stratami musi dawać im sporo do myślenia.

Armia Państwa Środka tak z techniki, jak i rosyjskich doświadczeń militarnych sporo korzystała. Wydaje się, że Chiny nie brały dotychczas pod uwagę determinacji obywateli Tajwanu jako ważnego czynnika, co po ukraińskiej lekcji może się zmienić. Z Tajwanu już dziś dochodzą głosy, że ta wojna sporo ich w podejściu do obronności może nauczyć.

Stawiałbym więc, że agresywna ostatnio chińska retoryka zostanie teraz nieco wyciszona, a jednocześnie armia i przemysł zakaszą ręce do roboty. Wiele z dotychczasowych chińskich programów militarnych jest już zapewne dziś rewidowane lub pisanych na nowo. A ramy czasowe narzucone przez CNAS to zapewne efekt jakiejś politycznej, czy lobbyingowej gry na rynku wewnętrznym.

Tic-tac-toe

Sam Tajwan bez wątpienia pozostanie przez lata, a pewnie dekady, jednym z najbardziej gorących punktów na mapie świata. Chin mają z nim problemem ambicjonalny, a Stany Zjednoczone choćby ze względu na znajdujący się tam przemysł półprzewodnikowy muszą go bronić do upadłego, nawet jeśli oficjalnie tego nie wyartykułują. Dla Chin TSMC też zresztą byłoby bezcennym, strategicznie ważnym aktywem, półprzewodniki to wciąż pięta achillesowa Państwa Środka.

Pytanie pozostaje, czy któraś ze stron będzie w stanie przygotować swoje wojska tak, aby opisany powyżej krwawy i nie dający nic nikomu pat stał się mało prawdopodobny. Mam co do tego spore wątpliwości... i jednocześnie nadzieję. Oby takie gry, które Chiny również rozgrywają, pokazały im to, czego gra w kółko i krzyżyk nauczyła „sztuczną inteligencję” w filmie „Wargames”. Że w wojnie Chin ze Stanami zwycięzców nie będzie po żadnej ze stron...

* Trzeba tu zaznaczyć, że sama gra z pewnością ma też i inne cele, niż tylko zwrócenie uwagi na niedostatki amerykańskiej armii w tamtym rejonie. Think-tank CNAS jest znany z powiązań z Tajwanem, amerykańską zbrojeniówką itp. i z pewnością na wielu płaszczyznach gra na korzyść swoich współtwórców i darczyńców. Ot, uroki wielkiej polityki.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu