gra o tron
36

Ależ cudownie jest oglądać Grę o Tron kiedy wszyscy mają już ten serial w nosie

Część z Was na pewno doskonale mnie rozumie - staram się omijać modę i ignorować ogólne poruszenie jakimś tematem. Szczególnie jeśli chodzi o muzykę, filmy czy seriale. W pewnym sensie znienawidziłem Grę o Tron, chociaż w ogóle jej nie oglądałem. I mogę za to podziękować swoim znajomym. Co też uczynię - wielkie dzięki za obrzydzenie mi serialu.

Gehenna osoby, która nie oglądała na bieżąco Gry o Tron trwała latami. Kiedy pojawiał się kolejny sezon, ludzie w internecie po prostu głupieli. Dziesiątki, jeśli nie setki memów, linków z analizą kolejnych odcinków, fotek, piosenek, fragmentów, gifów. Było naprawdę ciężko, szczególnie kiedy pojawiła się na FB aplikacja informująca z jakiego domu/rodziny pochodzi poszczególny facebookowicz. Ja rozumiem, że można lubić serial, interesować się nim, ale są pewne granice, których zwyczajnie nie wypada przekraczać. To już FaceApp wydaje się lepszym pomysłem.

Kurz opadł, Gra o Tron jest już tylko wspomnieniem

Ostatni, ósmy sezon serialu jest już za nami. To, co działo się wokół niego w sieci przebiło wszystko, co widziałem wcześniej. A może po prostu narzekanie ma w sieci większą siłę niż chwalenie? Dzień po premierze pierwszego odcinka miałem ochotę wyłączyć internet i gdybym tylko w nim nie pracował, pewnie bym się na ten krok zdecydował. Dodatkowo widziałem tyle spoilerów, że teoretycznie nie muszę niczego oglądać. Na szczęście – kompletnie nie znając opowieści i bohaterów, wszystkie informacje wleciały mi jednym, a wyleciały drugim uchem.

I kiedy tylko opadł już kurz po ekscytacji Grą o Tron podjąłem odważną, męską decyzję – obejrzę wreszcie ten serial. Zawsze zdawałem sobie sprawę z tego, że jest dobry ale czekałem. Cierpliwi zostaną nagrodzeni, przede mną niesamowita przygoda i niech fani serialu zazdroszczą mi, że oglądam wszystko na świeżo.

Nie wiem jednak co było odważniejszym krokiem – samo zabranie się za 8 sezonów Gry o Tron, czy zdecydowanie się na oglądanie serialu na platformie HBO Go. Po pewnej przerwie z opłacaniem abonamentu cicho liczyłem na to, że usługa wreszcie nie będzie kulawa – niestety przeliczyłem się. HBO Go nie dorasta Netfliksowi do pięt i choć ma naprawdę fajną bibliotekę, to jako serwis (a co za tym idzie aplikacja) jest po prostu fatalna. Ale zaciskam zęby i oglądam.

Zacząłem właśnie szósty sezon, jestem więc już bliżej końca niż początku. I potwierdzam, to co mówią znajomi – najlepsze za mną. Mniej więcej od piątego sezonu poziom spada, choć wciąż deklasuje wiele innych seriali jakie widziałem. Gra o Tron ma też w sobie coś, co nie pozwala przestać w połowie. Przez tych kilkadziesiąt godzin człowiek wsiąka w przedstawiony świat tak mocno, że najzwyczajniej w świecie chce zobaczyć, co wydarzy się dalej. Jak rozwiną się najważniejsze wątki, czy producenci mieli pomysł na urozmaicenia – no i kto tym razem zginie. Bo nie ma co przyzwyczajać się do bohaterów Gry o Tron. Nie będzie to chyba spoilerem, ale trup ściele się tu gęsto. Czasem nawet za gęsto, ale to też niezaprzeczalny urok tej produkcji.

Oglądanie po zakończeniu emisji, czyli coś tracę, a coś zyskuję

Gra o Tron nie jest tylko serialem – to zjawisko, które przy pomocy internetu urosło do rangi, którą nie może się poszczycić chyba żadna nadawana w ostatnich latach produkcja. To, co ja starałem się omijać szerokim łukiem, wiele osób traktowało jako wartość dodaną. Cała sieciowa otoczka, oczekiwanie na nowy odcinek, życie poprzednim. Fala memów, obrazków, animacji, analiz – gdyby nie te wszystkie dodatkowe “aktywności” związane z serialem, Gra o Tron nie byłaby tak ważnym elementem popkultury. Czy żałuję, że nie uczestniczyłem w tym całym cyrku? Absolutnie nie – tak, jak nie potrafię całkowicie oddać się jednej grze, tak nie umiałbym tego zrobić z serialem. Zwyczajnie szkoda mi czasu, który można przecież przeznaczyć na konsumpcję innych treści. A tych pojawia się codziennie dużo więcej niż jestem w stanie ogarnąć swoim wolnym czasem. Nowy tydzień to nowe odcinki innych seriali, całe serie, filmy których nie widziałem w kinie i tona – dosłownie tona nowej muzyki. Nie wiem jak to wygląda w bardziej popularnych gatunkach muzycznych, ale podziemny metal do dziś jakieś szaleństwo, szczególnie w dobie usług streamingowych i YouTube. A przecież doba nie jest z gumy.

Zabierając się za Grę o Tron po zakończeniu emisji serialu mam oczywiście pewną przewagę nad osobami, które musiały się dostosować do cyklu wydawniczego. Kiedy przychodzi weekend, robię sobie wieczorne maratony po 4-5 odcinków. Nie dałem rady wykręcić lepszego wyniku, ale pewnie znajdą się osoby, które włączą serial rano, a wyłączą późnym wieczorem. I tak naprawdę szkoda tylko, że nie mogę go zabrać w służbową podróż lub na urlop. W tym drugim przypadku pewnie miałbym już Grę o Tron zaliczoną – niestety HBO Go wciąż nie wprowadziło możliwości pobierania zawartości do pamięci urządzenia mobilnego. Trochę żenada.

A wśród Was są jeszcze osoby, które nie widziały Gry o Tron? Albo odpadły gdzieś w połowie i zamierzają nadrobić zaległości, żeby mieć ten popularny serial odhaczony? Ah – zupełnie był zapomniał. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi w ustach osoby, która przez tyle lat opierała się magii Gry o Tron – serial jest świetny, zdecydowanie warto go obejrzeć, nawet za kilka lat.