Google

Google zagina unijnych urzędników: nasza usługa jest darmowa - sprawy nie ma. Ten spór potrwa lata...

MS
Maciej Sikorski
23

Kilka tygodni temu pisałem, że Google może mieć dość Europy - Stary Kontynent przysparza im sporo kłopotów. Dzisiaj czytałem o kolejnej odsłonie jednej ze spornych kwestii, a przeglądając archiwum AW w poszukiwaniu tekstu, do którego można nawiązać, zobaczyłem, że punktów zapalnych jest przynajmniej...

Kilka tygodni temu pisałem, że Google może mieć dość Europy - Stary Kontynent przysparza im sporo kłopotów. Dzisiaj czytałem o kolejnej odsłonie jednej ze spornych kwestii, a przeglądając archiwum AW w poszukiwaniu tekstu, do którego można nawiązać, zobaczyłem, że punktów zapalnych jest przynajmniej kilka i każdy dotyczy innej płaszczyzny. W Mountain View pewnie powtarzają, że nawet w Chinach nie było takich problemów... Czego dotyczą najświeższe doniesienia? Walki z dominacją Google Shopping. Tym razem piłeczkę odbił internetowy gigant.

Sprawa, do której wracam, dotyczy rzekomego wykorzystywania pozycji monopolisty przez Google. Chodzi o porównywarki cen i usługę Google Shopping. Unijni urzędnicy przekonują, że konkurencja jest dyskryminowana przez internetowego giganta, bo klient w pierwszej kolejności widzi wyniki faworyzujące porównywarkę Google. Strata konkurencji jest oczywista, przy tym traci także klient, bo nie jest pewne, że dostaje najlepszy produkt, to, o co rzeczywiście pytał. Komisja Europejska chce, by Google zmieniło reguły gry, poszło na rękę innym firmom, a jeśli tego nie zrobi, może się zderzyć z karą finansową. I nie mówimy tu o tysiącach czy milionach dolarów - w grę wchodzi grzywna o wartości kilku miliardów dolarów.

Unijni urzędnicy wytoczyli działa w kwietniu, latem odpowiedziało im Google, które przekonywało, że stawia w pierwszej kolejności na jakość usługi i w ten sposób pomaga konkurencji oraz klientom. Korporacja tłumaczyła, jak rozwinął się rynek dzięki jej usługom, zapewniała, że do klienta można dotrzeć nie tylko za sprawą ich wyszukiwarki, więc nie można tu mówić o monopolu. Jedni stwierdzą, że firma ma rację, drudzy, że tłumaczą się winni. Ale na tym temat się nie kończy - Google przechodzi do kontrofensywy i podrzuca urzędnikom twardy orzech do zgryzienia.

Korporacja przekazała odpowiednim organom swoją odpowiedź na zarzuty: oficjalną i rozbudowaną, ma aż 130 stron. Odnosi się w tym dokumencie do zarzutów i poczynań urzędników, ale najważniejsze jest to, że u podstaw uznaje spór za nieważny. Z prostego powodu: wyszukiwarka jest darmowa. Jakie to ma znacznie? Według Google, ma: aby prowadzić postępowanie w zakresie, jaki wytyczyli urzędnicy, między Google a użytkownikami musiałyby istnieć stosunki handlowe ("trading relationship"). A tych ostatnich brak, bo firma świadczy usługi za darmo. Proste? Google będzie próbowało przekonać, że tak. Prawnicy firm przestaną tłumaczyć firmę i przekonywać, że konkurencja rośnie i zarabia dzięki wyszukiwarce - zaczną dowodzić, że ta sprawa nie powinna być w ogóle rozpatrywana, bo ma chromy fundament.

Jestem ciekaw, jak na ten argument odpowiedzą urzędnicy. I kiedy to zrobią - przecież kolejne ruchy mogą mieć miejsce za kilka miesięcy. Jedno jest pewne: Google nie zamierza odpuszczać, co akurat nie powinno dziwić. Oznacza to, że ta batalia potrwa długo, może nawet bardzo długo. Korporacja będzie ją pewnie maksymalnie przeciągać, bo taki stan rzeczy jest jej na rękę. Lepsze to niż płacenie kary czy zmiany w usługach, które osłabią jej biznes. Google nie ma lekko z urzędnikami, ale ci ostatni pewnie narzekają na internetowego giganta...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu