Google

Odwiedziłem nowojorski sklep Google. Co czekało na mnie w środku?

Kamil Świtalski
8

Wiosną ubiegłego roku wspominałem, że Google otwiera swój pierwszy retailowy sklep w Nowym Jorku. Podczas urlopu miałem okazję odwiedzić ten przybytek i sprawdzić co dla klientów przygotował internetowy gigant.

Wszyscy wiemy czego spodziewać się po Apple Store'ach. Portfolio urządzeń ekipy z Cupertino jest na tyle pokaźne, że załadowanie charakterystycznych stołów ich produktami nie stanowi większego wyzwania. Niezależnie od szerokości geograficznej — wyglądają one z grubsza tak samo, oferują to samo, utrzymane są w tej samej estetyce. Google dopiero rozpoczyna przygodę w takiej formie — dlatego byłem niezwykle zaintrygowany tym, co amerykański koncern oferuje w swoim sklepie.

Sklep Google w Nowym Jorku. Jak na firmę której rdzeniem działalności są usługi, na brak sprzętu naprawdę trudno tam narzekać

Główny trzon działalności Google to usługi. Wszyscy znamy wyszukiwarkę, pocztę Gmail czy YouTube'a. No ale ogromna powierzchnia przy Dziewiątej Alei wypełniona jest w dużej mierze fizycznymi dobrami, a nie kartami podarunkowymi do YouTube Premium czy subskrypcjami dla płatnych wariantów tego, co mają w swoim portfolio.

Ale właśnie — to GŁÓWNY trzon. Bo z każdym rokiem Google przybywa nowych produktów — mają swoje przystawki do telewizorów, system grania w chmurze, smartfony i komputery. Kilka miesięcy temu przejęli firmę Fitbit, wcześniej pod ich skrzydła trafił Nest. Trochę się zatem tego zebrało. A Google, jak to Google, chce zaoferować klientom coś więcej. Znalazło się zatem miejsce na gadżety brandowane kolorami i logiem giganta, a także doświadczenia przy których dobrze bawią się duzi i mali.

Dla wszystkich fanów marki, regał z gadżetami okaże się niewątpliwie najciekawszym miejscem. Są czapki, kubki, ołówki, karty do gry, koszulki... a nawet piłka do koszykówki. Chociaż ta ostatnia to chyba bardziej jako trofeum i gadżet, bo w tych kolorach raczej za długo na boisku nie przetrwa ;).

Dalej czeka na nas wspomniane doświadczenie, w ramach którego możemy ruchem dyrygować operowej ekipie. Wchodząc do specjalnej konstrukcji, stając przed tamtejszą kamerką, wymachujemy rękami wskazując kto ma śpiewać wyżej, kto niżej. Fajna sprawa, ale nie ukrywam, że nie sprawiła mi nawet odsetki radości, którą przeżywały dzieciaki odwiedzające sklep :)

 

Nie mogło też zabraknąć specjalnych stanowisk dla Google Stadia. Zamiast jednak rozkładać je we wspólnej przestrzeni, doczekały się specjalnego, ociekającego spokojem, stanowiska w oddzielnym pomieszczeniu.

Dalej zaś czeka na klientów jeszcze wystawa fotografii zrobionych smartfonami z linii Pixel oraz dodatkowe regały z elektroniką do kupienia — głównie produktami firmy FitBit. Zakładam że niebawem, po oficjalnym przejęciu, będzie ich więcej i będą wkrótce nieco lepiej wyeksponowane.

Jak na firmę która nie specjalizuje się (jeszcze) w produktach fizycznych, trudno narzekać na nudę

Sklep Google to miejsce, w którym nareszcie na spokojnie miałem szansę sprawdzić część urządzeń i usług o których wcześniej wyłącznie czytałem. Mam wrażenie, że Apple Store'y wykreowały pewne standardy, którymi reszta zaczyna podążać (bliźniaczo podobny wygląd sklepów Xiaomi nie rozpatruję w kategorii przypadków). Google poza estetycznymi stołami z ekspozycją sprzętu oferuje też coś ekstra — sporo miejsca by usiąść i odpocząć, unikalny zestaw gadżetów, no i fajne salki gdzie na spokojnie można sprawdzić jak działa Google Stadia (podpowiedź: tak się składa, że tam działała... wzorowo). Czy to jednorazowy, wizerunkowy, wyskok czy takich sklepów pojawi się więcej na całym świecie? Tego jeszcze nie wiadomo, ale trzymam kciuki za drugą z opcji!

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu