24

Google i Apple nie uratują Polaków przed rządowymi aplikacjami

Google i Apple mieli fantastyczną wizję tego jak pomóc w walce z koronawirusem. Niestety tam, gdzie biznes miesza się z polityką trudno coś stworzyć i całe rozwiązanie zaczyna przypominać jedną, wielką farsę.

Sytuacja związana z aplikacjami typu conctact tracing zaczyna przypominać brazylijską telenowelę. Odcinki mnożą się bez opamiętania, wprowadzani są nowi-starzy bohaterowie, ojcowie stają się mężami, a synowie dziadkami. Oczywiście wszyscy chcą dobrze i nikt nie ma złych intencji bo to dla naszego dobra. Niestety z mojej perspektywy wygląda to tak, że mamy tu do czynienia z próbą sił. Poszczególne instytucje, rządy, a teraz nawet korporacje walczą o to czyje rozwiązanie jest najlepsze. Szkoda tylko, że to wszystko zaczyna wyglądać jak pokazówka, a nie realna walka o zdrowie i życie ludzi.

To wszystko już nawet ciężko ustawić chronologicznie, a Google i Apple wczoraj dolali oliwy do ognia. Ogłosili bowiem, że ze względu na troskę o bezpieczeństwo i prywatność użytkowników ich rozwiązanie do contract tracingu nie będzie wspierało gromadzenia danych o lokalizacji z modułu GPS. Dla przypomnienia, rozwiązanie o którym mowa będzie działać na naszych telefonach w tle. Docelowo będzie wykorzystywać Bluetooth Low Energy, aby delikatnie obchodzić się z baterią. Aplikacja będzie zbierać klucze użytkowników obok których przechodzimy i budować bazę napotkanych osób. Jeśli któraś z nich okaże się zarażona koronawirusem otrzymamy stosowne powiadomienie. Wszystko po to, aby jak najszybciej podjąć niezbędne środki zaradcze i wspierać walkę z szerzeniem się koronawirusa. Osobiście nie wierzę w te wszystkie rozwiązania o czym pisałem tutaj, jednak tym razem chcę pomówić o czymś innym.

Apple i Google forsują swoje rozwiązanie

Jednym z oczywistych problemów jest ogromna fragmentacja dostępnych rozwiązań. Rządy budują swoje, firmy prywatne swoje. W Stanach Zjednoczonych sprawa ma się jeszcze gorzej ponieważ tam własne stany posiadają osobne aplikacje. Jak to ma działać? Nie zadziała dalej niż własne podwórko, a przecież trwająca pandemia to zjawisko globalne, a nie lokalne.

Zdjęcie: Engin Akyurt

Zdjęcie: Engin Akyurt

Google i Apple próbują wyjść naprzeciw wszystkim problemom. Zacznijmy więc od fragmentacji. Chcą pozwolić, aby ich rozwiązanie było dostępne jedynie dla władz odpowiedzialnych za zdrowie publiczne. Brzmi sensownie. Zmniejszane jest ryzyko wykorzystania tego mechanizmu do nieuczciwych celów. Ogranicza fragmentację. Szkoda tylko, że jak zawsze nie każdemu się to podoba. Wiele firm/osób odpowiedzialnych za rozwój tych aplikacji dla poszczególnych stanów uważa, że dostęp do lokalizacji GPS jest kluczowa dla działania i nie zamierzają korzystać z nowego rozwiązania skoro tam tego nie otrzymają.

Obecne rozwiązania z reguły bazują na standardowym module Bluetooth, który jest szeroko dostępny i zamierzają przy nim zostać. Dlaczego? Bo według nich, wbrew temu co mówią Google i Apple, to podejście spisuje się bardzo dobrze. I jak tu walczyć z fragmentacją? Oczywiście nie możemy generalizować. Wykorzystanie rozwiązania dostarczonego przez dwóch gigantów rozwiązałoby kolejny problem dotyczący niedokładności odczytu z modułu BT działającego w tle oraz drenaż baterii.

Dla mnie to farsa

Możecie mi założyć brak obiektywności, ignorancję czy głupotę. Jednak dla mnie to farsa. Bezsensowna przepychanka, która spowoduje, żę to co finalnie dostaniemy będzie jedynie wydmuszką. Śledzę temat od początku i im więcej informacji wychodzi na światło dzienne tym bardziej żałośnie to wygląda. Poszczególne rządy, stany, firmy dbają o własny interes pod przykrywką walki z koronawirusem. Iran niemal otwarcie szpieguje ludzi, Polskie rozwiązanie zmieniło się conajmniej 3 razy, Google i Apple próbują wszystkich wziąć siłą i zmusić do stosowania swojego rozwiązania. Jedni chcą danych o lokalizacji, inni ich nie potrzebują, a Google i Apple chcą zabronić korzystania z nich w taki sposób, że zapewne pogłębią problem fragmentacji zamiast go zmniejszyć.

Już teraz są organizacje, które otwarcie mówią, że nie chcą / nie widzą potrzeby na implementację rozwiązania forsowanego przez parę G+A ponieważ to co mają im wystarczy. Czy naprawdę biznes i korzyści zawsze muszą być na pierwszym miejscu? Czy nawet w czasie trwającej pandemii nie umiemy się dogadać?