4

Dokumenty Google dodają nowe funkcje, by dogonić podstawowe możliwości MS Word. Lepiej późno, niż wcale

Jest promyk nadziei, że za kilka miesięcy edycja dokumentów z MS Worda i spółki będzie dużo przyjemniejsza!

Dokumenty Google to narzędzie idealne w swojej prostocie. Darmowe (ta kursywa nie jest dziełem przypadku ;), multiplatformowe, banalnie proste w obsłudze — i dla większości użytkowników w zupełności wystarczające. Prawda jest bowiem taka, że znaczna część sięgających po pakiet Microsoft Office nie wykorzystuje drzemiącego w MS Word potencjału — i poza wprowadzaniem tekstu korzysta z najprostszych narzędzi do jego formatowania. Dlatego Dokumenty Google są dla nich idealnym zastępstwem – tym bardziej, że bez problemu pozwolą odtworzyć i zapisać pliki w najpopularniejszych formatach. Jednak jak pokazuje ostatnia aktualizacja – nawet te najprostsze opcje, znane w komercyjnych narzędziach od zarania dziejów, potrafią dotrzeć tam z ogromnym opóźnieniem. Tak jest z ustalaniem pozycji tekstu względem obrazków!

Zobacz też: Darmowe i wystarczające dla większości osób. Dokumenty Google – co trzeba wiedzieć?

Dokumenty Google teraz pozwolą ustalić pozycję tekstu względem obrazków. Podstawowa funkcja trafia do pakietu

Dzięki możliwości ustalania pozycji tekstu względem grafiki, użytkownicy mogą liczyć na większą kompatybilność w obrębie najpopularniejszych edytorów tekstu. Bo choć zawijanie tekstu dostępne jest w Dokumentach Google od wielu lat, to ustalanie pozycji przed tekstem /pod tekstem jest kompletną nowością, którą internetowy gigant wprowadza do swojej platformy dopiero teraz. Prawda jest taka, że lepiej późno niż wcale, ale za każdym razem gdy mowa o takich funkcjach dodawanych z opóźnieniem zastanawia mnie jedno: dlaczego kazano nam na nie tak długo czekać?

Zobacz też: Moc nowości w Dokumentach Google, w tym wsparcie dla plików MS Office także na smartfonach!

Z jednej strony odpowiedź wydaje się najprostsza z możliwych – bo niewielu użytkowników i tak będzie z tego korzystać. Nie jest to tak ważne jak zmiana wielkości czcionki czy ustalanie nagłówków. Z drugiej strony – kluczowe w tym wszystkim wydaje się myślenie o niej w kontekście kompatybilności z innymi pakietami biurowymi, aby po otwarciu zaimportowanych plików nic się nie rozsypywało… albo rozsypywało możliwie jak najmniej.  Nowa opcja ma trafić do sekcji z zawijaniem tekstu — i choć u niektórych użytkowników jest już dostępna, u mnie wciąż próżno jej szukać. Ale w oficjalnej zapowiedzi tej opcji czytamy, że jej udostępnienie wszystkim użytkownikom może potrwać do dwóch tygodni — także warto uzbroić się jeszcze w odrobinę cierpliwości.

Niby szczegół, ale pokazuje ambicje tego pakietu

Nie wiem jaki procent użytkowników faktycznie zrobi użytek z nowej opcji, ale nie ukrywam, że bardzo mnie jej widok cieszy. Przede wszystkim ze względu na to, że wyraźnie pokazuje kierunek w którym zmierza cała platforma, a także ambicje Google. Jeszcze kilka takich aktualizacji i dla standardowego użytkownika ogólnodostępna platforma niczym nie będzie różniła się od komercyjnych narzędzi. Bo skoro po imporcie nie zauważy różnic, to… właściwie po co przepłacać?