Recenzja

Zamiast trzech mógł powstać jeden film. Tajemnice Dumbledore'a - recenzja

KK
Konrad Kozłowski
0

Zaczarowany świat Harry'ego Pottera wraca już po raz trzeci w serii Fantastycznych Zwierząt. Tytuł to ewidentny sposób na przyciągnięcie widza ciekawego "Tajemnic Dumbledore'a". Czy warto je poznać?

Wielokrotnie powtarzałem, że mam ogromny problem z tym, co dzieje się z uniwersum Harry'ego Pottera. Po debiucie ostatniej książki i ostatniego filmu nie ukazało się nic, co mogłoby choć po części przywołać te same emocje i satysfakcję, jakie dawały wcześniejsze historie. Zacząłem nawet zadawać sobie pytanie, czy uniwersum Harry'ego Pottera ma więc sens istnieć bez Harry'ego Pottera w centrum wydarzeń, ale nawet jego obecność w "Przeklętym dziecku" nie zdołała uratować tego dzieła. Fantastyczne zwierzęta miały nam dać szansę na poznanie wydarzeń jeszcze zanim urodził się chłopiec, który przeżył, a także postaci i lokalizacji, o których do tej pory tylko czytaliśmy (albo i nie). Potencjał wydaje się wręcz przeogromny, ale już pierwsza część pokazała, że twórcy nie bardzo wiedzą, na jakie tory skierować tę historię. Po trzech filmach możemy być tego pewni, tym bardziej biorąc pod uwagę finał tej trylogii.

Tajemnice Dumbledore'a to te same, średnie Fantastyczne zwierzęta

"Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore'a" kontynuują wcześniej zapoczątkowane wątki i nie silą się na poważne zamieszanie w tej historii. Dumbledore staje naprzeciw Grindelwalda, ale jako że nie może mu się przeciwstawić osobiście, kieruje niedużym zespołem czarodziei i mugola, którzy mają pokrzyżować plany czarnemu charakterowi. Dość szybko wrzucani jesteśmy w środek akcji, a kolejne wydarzenia dzieją się po sobie bez większych spowolnień.

Pod tym względem film wypada nawet dobrze, bo zachowanie odpowiedniego balansu pomiędzy dynamicznymi scenami, a tymi na chwilę refleksji był nieco zaburzony w poprzedniej części. Szkoda jednak, że autorzy scenariusza, J. K. Rowling i Steve Kloves, nie zdołali napisać historii, która by nas rzeczywiście zaintrygowała, wzruszała czy zaskakiwała. Przez większość seansu pozostawałem niewzruszony tym, co widzę - film odgrywa wciąż te same nuty, które słyszeliśmy przy wcześniejszych produkcjach. Na nic zdają się tu starania Jude'a Law, Madsa Mikkelsena czy Eddiego Redmayne'a - z tak nijako napisanymi rolami nie byli oni w stanie zrobić zbyt wiele, choć nie można im odmówić, że nie próbowali.

Dlaczego Tajemnice Dumbledore'a trwają 2,5 godziny?

Albus Dumbledore grany przez Jude'a Law jest równie poczciwym, co zaskakującym, tajemniczym i sympatycznym facetem, co postać znana z książek i filmów. Owszem, można bez końca zadawać pytania o mnóstwo związanych z nim rzeczy, jak to, dlaczego jego garderoba uległa tak drastycznej zmiane w późniejszym czasie (tzn. po "Fantastycznych zwierzętach"), skoro eleganckie stroje zamienił na klasyczne szaty. Wierzę jednak, że J. K. Rowling byłaby w stanie szybko znaleźć odpowiedź na to pytanie, bo wraz ze Steve'em Klovesem zdołali rozpisać tak banalną i przewidywalną fabułę na prawie 2,5 godziny filmu. Niektóre wątki czy sceny wydają się być rozwleczone lub wręcz zbędne, co znacząco wpływa na to, jak postrzegamy cały (niezwykle ważny z punktu widzenia historii magii) przebieg zdarzeń.

Wyciszanie znaczenia niektórych postaci, wprowadzanie nowych lub przemilczenie niektórych wątków wprowadza niemały zamęt, bo całkowicie tracimy jakąkolwiek więź z bohaterami. Newt Scamander, który miał pełnić wiodącą rolę w tej serii filmów, musiał teraz ustąpić miejsca Albusowi Dumbledore'owi. Kto wie, czy w kolejnych filmach ponownie nie zostanie zepchnięty na boczny tor, gdy scenarzyści postanowią ponownie urozmacić tę historię czyjąś obecnością. Podbudowywanie znaczenia Credence'a nie miało do tej pory żadnego sensu, spoglądając na finał "Tajemnic Dumbledore'a", gdzie zawiodła także realizacja po stronie reżysera. David Yates wpadł chyba w rutynę i bez zastanowienia kręci, co podsuną mu pod nos. Owszem, wszystkie filmy są spójne pod względem wizualnym i kompozycyjnym, ale odbywa się to kosztem szeroko przyjętej atrakcyjności filmu.

Mads Mikkelsen jako Geralt Grindelwald

Mads Mikkelsen zastępujący Johnny'ego Deppa w roli Geralta Grindelwalda wypadł bardzo dobrze, ale nie wspiął się tu na wyżyny swoich możliwości. To kolejny czarny charakter zagrany przez aktora, który - przypomnijmy! -  z odpowiednim scenariuszem był w stanie na nowo namalować obraz Hannibala. Czy Johnny Depp byłby w tej roli lepszy? Wiem, że generalnie występ Mikkelsena oceniany jest przychylniej, ale Grindelwald grany przez Deppa miał ten pierwiastek szaleńca, którego u Duńczyka nie dostrzegam. Z drugiej strony Mikkelsen dodaje powagi znaczenia działaniom Grindelwalda.

Eddie Redmayne doskonale zna swoją postać i wolałbym, żeby jego bohater w swoich filmach faktycznie podróżował po świecie szukając fantastycznych zwierząt, zamiast ratować świat. Ten dziwny misz masz dwóch różnych konceptów na opowieść w świecie Harry'ego Pottera nie ma prawa dobrze wybrzmieć, dlatego nie dziwię się, że twórcy mają takie problemy z naprostowaniem tej historii. Kluczyliśmy i wędrowaliśmy po zakątkach tego świata tak daleko, że gdyby skupić się tylko na głównym wątku (takim lub innym), to do tej pory powstałby tylko jeden sensowny film.

Co dalej z serią Fantastyczne zwierzęta?

Ostatnie sceny "Tajemnic Dumbledore'a" udowadniają, że dotychczas opowiadana historia dobiegła niejako końca, bo twórcy ewidentnie przygotowali sobie czystą kartę w kontekście dwóch kolejnych filmów. Nie jestem w stanie w tym momencie uwierzyć, że zdołają one znacząco podnieść poprzeczkę serii, ale może ten restart i narzekania fanów dadzą wszystkim w Warner Bros. do myślenia. Kilka motywów muzycznych z Harry'ego Pottera w ścieżce dźwiękowej to zdecydowanie za mało, by poczuć tu magię.

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu