Moje przemyślenia

Facebook idzie w ślady Snapchat - chce uruchomić wiadomości ulegające samodestrukcji

JR
Jan Rybczyński
9

Jeszcze przed końcem roku Facebook powinien wypuścić nową, samodzielną aplikację. Zastanawiacie się do czego miałaby ona służyć? Facebook ostatnio kładzie duży nacisk na rozwijanie komunikacji prywatnej, realizowanej za pomocą komunikatora. Przymierzał się do zakupu WhatsApp, wypuścił aktualizację s...

Jeszcze przed końcem roku Facebook powinien wypuścić nową, samodzielną aplikację. Zastanawiacie się do czego miałaby ona służyć? Facebook ostatnio kładzie duży nacisk na rozwijanie komunikacji prywatnej, realizowanej za pomocą komunikatora. Przymierzał się do zakupu WhatsApp, wypuścił aktualizację swojego komunikatora na system Android. Otóż nowa aplikacja również jest ukierunkowana na komunikację prywatną, tak, prywatność w tym wypadku to nie pomyłka - Facebook chce uruchomić konkurencyjny dla Snapchat koln, pozwalający wysyłać zdjęcia ulegające samodestrukcji po upływie określonego czasu.

O Snapchat pisałem już na łamach AntyWeb. Pamiętacie pierwszą scenę z Mission Impossible 2, gdy Tom Cruise będący na urlopie dostaje wiadomość wideo, będącą tajną informacją od agencji odtwarzaną w specjalnych okularach? Po obejrzeniu i wysłuchaniu Tom odrzuca okulary, bo chwilę później ulegają one samodestrukcji - po prostu wybuchają. Snapchat działa na podobnej zasadzie, ale bez wybuchów. Można za jego pomocą wykonać zdjęcie i wysłać do swoich kontaktów, określając uprzednio przez ile sekund będzie ono widoczne. Po upływie tego czasu zdjęcie jest kasowane zarówno z telefonów nadawcy i odbiorcy, jak i z serwerów Snapchat.

W pierwszej chwili pomysł wydaje się słaby, ale nie inaczej było kiedyś z Twitterem. Mnie się od razu spodobał (Snapchat, nie Twitter). Wszystko co robimy w internecie pozostawia po sobie ślad, daje się później wyszukać i jest źródłem potencjalnych kłopotów. Snapchat ma przywrócić spontaniczność komunikacji, pozwalając dzielić się tym, co nie powinno zostać ponownie wyciągnięte za jakiś czas. Nie chodzi tylko o sexting czy wysyłanie fotek z pijackich imprez. Wystarczy pomyśleć o tych wszystkich fotkach, zarówno tych potencjalnych, jak i tych, które mamy na dysku, których nie chcemy wrzucać do galerii w internecie. Ja, dla przykładu, na Facebooku nie mam ani jednej galerii zdjęć, nic poza zdjęciem profilowym. Za to ze spotkań ze znajomymi mam pełno zdjęć, które przywołują wspomnienia, są autentyczne, ale nie umieszczę ich w internecie. Snapchat spełnia właśnie taką funkcję, tylko w roli komunikatora, nie galerii. Zamiast pisać wysyłamy zdjęcie, z resztą nie tylko. Niedawno Snapchat dodał możliwość nagrywania 10 sekundowych plików wideo.

Najwyraźniej nie tylko mi pomysł przypadł do gustu. Serwis Venture Beat podał informację, że Matt Cohler z Benchmark Capital, ten sam który wcześniej zainwestował w Instagram i przyczynił się do jego sukcesu, postanowił zainwestować również w Snapchat nie małą sumę 8 milionów dolarów, a obecna wycena serwisu oscyluje w okolicach 50 milionów dolarów.

To nie jedyny sygnał, że coś jest na rzeczy. Według serwisu All Things D, w ciągu najbliższych tygodni, być może przed końcem roku, Facebook pokaże własną aplikację, która będzie działała na tej samej zasadzie samokasujących się wiadomości i zdjęć. Tego rodzaju komunikator może być ciekawym uzupełnieniem dla Facebooka, który jak dotąd z prywatnością nie miał wiele wspólnego. Być może ma to dać użytkownikom szersze spektrum możliwej interakcji, również takiej poza ścianą i timeline. Biorąc pod uwagę, że Snapchat, który jest obecnie 5 osobowym zespołem pracującym z domu współzałożyciela, obsługuje 50 milionów zdjęci wysyłanych każdego dnia, jeśli przemnożymy to przez liczbę użytkowników najpopularniejszego portalu społecznościowego, to otrzymamy naprawdę bardzo popularną usługę, nawet zakładając, że nie każdy będzie chciał z tego korzystać.

I na tym można by w zasadzie zakończyć, ale nie byłbym sobą gdybym nie nawiązał do dwóch artykułów sprzed weekendu ("Dead Man… Liking? Czy Facebook sprzedaje nasze „lajki” bez naszej zgody? To musiało się kiedyś wydać" - [1] oraz "Jedno jest pewne – „Lubię to!” i inne mechanizmy na Facebooku to jeden wielki bałagan" - [2]), w których opisywałem bałagan jaki panuje w Facebooku, aktywność na kontach ludzi, którzy nie żyją, lajki pojawiające się znikąd i polecanie funkcji Facebooka "bo ten i ten Twój znajomy już z tego korzystają" podczas gdy faktycznie tego nie robią. Pytanie jakie się nasuwa - czy można Facebookowi zaufać z materiałami, które są na tyle prywatne, że docelowo mają ulec samodestrukcji?

Czy Facebook faktycznie będzie kasował wszystkie przesłane wiadomości również na swoich serwerach - tak jak robi to Snapchat? Czy nie będzie ich wykorzystywał do własnych celów np. reklamowych? A jeśli będzie je przechowywał, nawet zakładając najlepszą wolę po jego stronie, czy przez jakiś błąd programisty te materiały gdzieś kiedyś nie wypłyną? To są ważne pytania. Od tego ile osób je sobie zada może zależeć sukces nowej usługi. Jestem ciekaw czy Facebook tym razem zadba o bardziej dociekliwych użytkowników i wyłoży kawę na ławę, jak to będzie działać, czy jak zwykle informacje na temat prywatności w materiałach promocyjnych potraktuje jako coś mniej istotnego i niegodnego szczególnej uwagi. Pozostaje tylko zaczekać i się przekonać.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu