61

Dead Man… Liking? Czy Facebook sprzedaje nasze „lajki” bez naszej zgody? To musiało się kiedyś wydać

Co byście pomyśleli gdyby wasz znajomy, który zmarł kilka miesięcy wcześniej, nagle polubił na Facebooku jakąś stronę i zostalibyście o tym powiadomieni przez serwis społecznościowy? Że ktoś zalogował się na jego konto? Albo gdyby wasza znajoma wegetarianka nagle polubiła nowego hamburgera? Zwykła pomyłka, przypadkowe kliknięcie? A jeżeli takich przypadków byłoby więcej wśród waszych znajomych, a […]


Co byście pomyśleli gdyby wasz znajomy, który zmarł kilka miesięcy wcześniej, nagle polubił na Facebooku jakąś stronę i zostalibyście o tym powiadomieni przez serwis społecznościowy? Że ktoś zalogował się na jego konto? Albo gdyby wasza znajoma wegetarianka nagle polubiła nowego hamburgera? Zwykła pomyłka, przypadkowe kliknięcie? A jeżeli takich przypadków byłoby więcej wśród waszych znajomych, a w waszym profilu pojawiałby się strony, których nigdy nie polubiliście? Wtedy powoli zaczyna kształtować się obraz całej sytuacji. Może okazać się, że starania Facebooka aby przełożyć swoją ogromną bazę użytkowników na zyski są niewybredne, niewłaściwe, ale przede wszystkim po prostu bezczelne.

Cała sprawa zaczęła się, gdy Brendan O’Malley spostrzegł, że na jego ścianie na Facebooku pojawiła się informacja, że jego zmarły od pół roku przyjaciel Alex Gomez nagle polubił Discover. Jakby to było niewystarczająco dziwne, zmarły pogardzał korporacjami i było ekstremalnie mało prawdopodobne, żeby chciał polubić Discover. Cała sprawa dotarła do Bernarda Meislera, jednego z redaktorów Read Write, który przyjrzał się sprawie bliżej, a następnie opublikował swój artykuł. Wnioski z niego płynące, są naprawdę niepokojące. Ale po kolei.

Bernard poszukał więcej przykładów lubienia storn i produktów, które całkowicie nie pasowały do osób, które rzekomo coś polubiły. Jedna ze znajomych, Nicolala, polubiła sieć supermarketów WalMart i zostało to zaprezentowane, jako reklama sponsorowana. Sam Bernard, który wykupił promocję jednego ze swoich Fanpage, zaobserwował niepokojące efekty. Niby wykupiona reklama przynosiłą efekty, ale były one, mówiąc delikatnie, podejrzane. Jego strona została polubiona i komentowana w językach których nie znał, korzystając z niełacińskich alfabetów, tym dziwniejsze, że promował on czasopismo literackie w języku angielskim. Wyglądało to raczej na sztuczne pompowanie ruchu i „fejkowe lajki” tyle, że kupione na prawdziwe pieniądze.

Bernard wyszukał kilkanaście innych przykładów polubienia stron przez swoich znajomych, które były całkowicie nie na miejscu. Znajoma wegetarianka lubiąca reklamę McDonalda ze stertą McNuggets, znajomy który nigdy nie miał i nie chciał mieć samochodu lubiący Subaru, pojawił się kolejny przypadek zmarłego, który zza grobu nagle polubił Fanpage. Bernard uwiecznił wszystkie te informacje pojawienia się nowych lajków na tablicach, wraz z datami publikacji i następnie pytał tych osób, czy faktycznie polubili te strony. Za każdym razem zaprzeczali, wegetarianka stwierdziła, że rzekome polubienie przez nią reklamy McDonalda z kawałkami kurczaka jest ubliżające jej osobie.

Przykłady nie ograniczają się do zagranicznego podwórka. Gdy Emil Oppeln-Bronikowski wrzucił link do artykułu na swój profil na G+ (to dzięki niemu trafiłem na ten materiał), w komentarzu Piotr Mikołajski napisał, że ma dwa konta na Facebooku, z czego regularnie dostaje informacje, że jego drugie konto skorzystało z możliwości podłączenia skrzynki Gmail, w celu wyszukania znajomych, podczas gdy sam najlepiej wie, że tego nie zrobił.

Jak tłumaczy się Facebook?

Bernard Meisler nie omieszkał poprosić Facebooka o wyjaśnienie całej sytuacji. Tłumaczenia Facebooka są takie jak można się było spodziewać – prawdopodobnie polubienie wielu stron jest po prostu dziełem przypadku, niechcący osoby kliknęły w „Lubię to!” albo stało się to w aplikacji mobilnej. Oczywiście nie da się tego całkiem wykluczyć. A co z osobami, które nie mogły kliknąć nic przez pomyłkę, bo po prostu odeszły z tego świata? Otóż, jeśli nie zgłośmy Facebookowi, że dana osoba nie żyje, działa on dalej w tak jak gdyby nigdy nic się nie stało, a to oznacza „recykling” lajków. Po prostu Facebook ponownie wyświetli informację o polubieniu czegoś, co miało miejsce wiele miesięcy wcześniej.

Co ja o tym myślę?

Tłumaczenia nie obejmują przykładu z naszego podwórka z sugerowaniem, że dane konto skorzystało z wyszukiwarki znajomych, chociaż tego nie zrobiło. Oczywiście, że za część lajków mogą odpowiadać pomyłki, za inną część luki i błędy systemu, które wykorzystują bardziej cwane osoby chcące reklamować siebie lub jakąś firmę na zlecenie na Facebooku. Recycling lajków jest już trochę dyskusyjny, zwłaszcza, że Facebook sam się do nich przyznaje.

Mimo wszystko najbardziej podejrzane jest powiązanie rzekomo pomyłkowych lajków z płatnymi akcjami promocyjnymi, które można od jakiegoś czasu wykupić na Facebooku. Oczywiście nie mam żadnych dowodów, że Facebook macza w tym palce, ale ciężko tutaj uwierzyć w zwykły zbieg okoliczności. I byłbym w stanie już wydać surowy wyrok na najpopularniejszy serwis społecznościowy, tylko zastanawia mnie jedno…

Jaki sens ma podjęcie takich działań przez Facebooka? Czy ludzie stojący za tym serwisem wierzyli, że nikt się nigdy nie zorientuje, że pojawiają się fałszywe oznaczenia „Lubię to!”? Owszem, Facebook wie o nas wiele, jednak nie na tyle dużo, żeby bezbłędnie przewidzieć co polubimy a co jest zdecydowanie wbrew naszym przekonaniom. Nie ze wszystkim afiszujemy się publicznie, a niektórych rzeczach wiemy tylko my sami i nasi najbliżsi znajomi. Przy setkach milionów aktywnych użytkowników to była kwestia czasu aż ktoś zacznie o tym mówić. Co więcej, w niektórych szczególnych przypadkach takie przypisane cichaczem polubienie czegoś może mieć dla kogoś poważne konsekwencje, jeśli „polubi” coś czego z punktu widzenia swojej firmy, religii czy drugiej połówki nie powinien był polubić. Czyżby monetyzacja użytkowników była w świetle spadku wartości akcji aż takim problemem, żeby chwytać się tak radykalnych, niskich i nieetycznych sposobów jak fejkowe lajki? Być może, skoro nie od dziś wiadomo, że najbardziej liczymy się z opinią osób nam bliskich i wprowadzenie nas w błąd, że oni coś lubią może się po prostu opłacać.

Mam prośbę do czytelników AntyWeb, jeśli sami zetknęliście się z przypadkami manipulowania lajkami, zgłaszaniem aktywności kont, które tak naprawdę nie miały miejsca, dajcie znać w komentarzach. Zdecydowanie warto wyjaśnić tą sprawę. Może okazać się, że główną przyczyną ewentualnych problemów Facebooka będzie on sam i jego podejście do użytkowników.

Źródłem artykułu jest artykuł na Read Write, który podlinkował w swoim profilu Emil Oppeln-Bronikowski.