facebook
2

Zapowiada się „większa kontrola” nad Facebookiem. No, dobre sobie

Wyobraź sobie świat, w którym Facebook pozwala Ci od A do samiutkiego Z kontrolować to, co o Tobie wie, strony, do których logowałeś się za jego pomocą, edytować zainteresowania (które własnoręcznie wyłuskał na Twój temat Wielki Brat) i inne podobne. Wyobraziłeś sobie? Świetnie - to jest właśnie świat, w którym dla Facebooka miejsca nie ma.

Można łudzić się, że „clear history”, bardzo szumnie zapowiadana funkcja Facebooka będzie czymś w rodzaju katharsis dla tej platformy społecznościowej po nieudanym okresie pełnym afer związanych z prywatnością użytkowników. Jeśli mam być szczery – dziwię się, że one wypłynęły tak późno, już wcześniej było wiadomo, że potęga Facebooka zaczyna być co najmniej zastanawiająca. Wygląda na to, że jednak pojawi się możliwość uzyskania większej kontroli nad tym, co gigant o nas wie. Ale – hola, hola. To przecież funkcja skonstruowana przez samego Facebooka. Nikomu się z niej nie spowiadał, ani nie tworzył jej pod sztywne wytyczne. Tak na dobrą sprawę… Zuckerberg i tak będzie wiedział o Tobie naprawdę dużo. I żadna funkcja tego nie zmieni.

Ale wróćmy do „clear history”. Co to w ogóle oznacza?

Pracownicy Facebooka tworzą aurę „magii” wokół funkcji, która pozwoli nam na edytowanie stron, które odwiedzaliśmy / logowaliśmy się do nich za pomocą Facebooka itp. Taki David Wehner – CFO giganta twierdzi, że pojawienie się „clear history” może napytać mnóstwo biedy partnerom giganta, którzy uwielbiają mechanizm targetowania reklam. Może się okazać, że do niektórych odbiorców nie trafią, bo ci skorzystali z „clear history” i narobili tam takiego „bałaganu”, że treści sponsorowane nie są odpowiednio im dobierane.

Facebook Zuckerberg

Ten krok Facebooka ściśle powiązany jest z powolnym (i mozolnym) ocieplaniem wizerunku chociażby po aferze Cambridge Analytica. Coraz więcej osób zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, że Zuckerberg ma odrobinę za dużo kontroli nad naszymi danymi i otwarcie zaczyna się temu sprzeciwiać. Ale niestety, jak pokazało niedawne badanie – refleksja na temat wykorzystania naszych danych a realne działania zmierzające do tego, aby poprawić nasze bezpieczeństwo to dwie zupełnie różne sprawy i najprawdopodobniej – większość z tych, którzy uważają, że „martwią się o swoją prywatność” w praktyce ma to daleko w poważaniu.

Ciekaw jestem, czy Facebook kiedykolwiek pochwali się, ilu użytkowników rzeczywiście skorzystało z „clear history”, jak już tylko ten mechanizm zostanie wdrożony w platformie społecznościowej. Zastanawiam się także nad tym jak mocno ta sfera będzie eksponowana – tak, aby każdy użytkownik miał świadomość tego, że to istnieje i można się tam przenieść, by zobaczyć co „piszczy” w naszych danych. Tego najprawdopodobniej nie dowiemy się nigdy, bo tacy giganci jak Facebook najczęściej chwalą się jedynie rekordami, napływami użytkowników, zyskami. W kontrowersyjnych sprawach najczęściej zamyka się usta i nie mówi nic – bo tak bezpieczniej.

Co więcej, oddanie użytkownikom takiego mechanizmu nie oznacza, że Facebook „zapomni” co o nas rzeczywiście wie. Jestem absolutnie pewien, że mimo zmian wprowadzonych przez użytkownika, gigant zdecyduje się najpewniej na choćby czasowe „przytrzymanie” tych informacji. Na wypadek, gdyby mogły się przydać.