Felietony

Elon Musk sika złotem i puszcza pachnące bąki

GM
Grzegorz Marczak
24

Wczoraj wieczorem negując biznesowy sens zakupu Twittera dowiedziałem się, że się nie znam. Dowiedziałem się również, że nie nadaje się na doradzanie miliarderom, bo to oni wiedzą co robią i dlatego są miliarderami.

Pamiętam jak w roku 2013 twierdziłem, że Twitter na giełdzie nie będzie szaleństwem, słabo rozwinięty biznes, bez rozsądnego i stabilnego modelu biznesowego. Wtedy wielu ludzi mówiło o mojej krótkowzroczności, braku wyobraźni i wielu innych rzeczach, których nie mam. Od 2013 roku, kiedy zaraz po starcie Twitter skoczył do 69 USD za akcję, następny taki wyczyny powtórzył dopiero w 2021 roku, kiedy przez chwilę ponownie uzyskał ten poziom tylko po to, aby zaraz spać do poziomu poniżej 40 USD. Teraz po ogłoszeniu sprzedaży Twitter akcje są na poziomie 54.2 USD, bo tyle zaoferował Musk.

Jeśli Twitter to dla kogoś dobrze prowadzony biznes, to może warto zajrzeć też do jego finansów. Otóż firma posiadająca ok. 400 mln użytkowników na świecie, wyciąga ledwie 5 miliardów przychodów. Przy ujemnym w 2021 zysku netto (strata).

To może Twitter osiąga duże przyrosty nowych użytkowników? Też nie bardzo. O ile bowiem liczba z 2021 robi wrażenie, o tyle od 2019 przestali raportować ją jako MAU, czyli liczba użytkowników aktywnych miesięcznie. I wtedy od 2019 roku, a głównie w 2020 i 2021 pojawiły się jakieś rozsądne wzrosty w liczbie użytkowników. Trzeba jednak na nie patrzeć przez palce, bo wcześniej raportowane liczby były jako MAU, a od 2019 jest to całkowita liczba użytkowników mających konta w serwisie.

Biznesowo więc Twitter nie jest wielkim sukcesem. Mimo, iż przychody w ostatnim roku urosły im o 37% (Facebookowi o 40%), to nadal kwota 5 miliardów dolarów, przy jak podają 400 milionach użytkowników, raczej mała.

I teraz na białym koniu wjeżdża na fotel prezesa Elon Musk, który twierdzi, że przywróci Twitterowi prawdziwą wolność słowa. Fani Muska twierdzą, że ponieważ jest on miliarderem to wie co robi i na pewno będzie to udana inwestycja, bo przecież miliarder zawsze ma udane inwestycje. Jako argument za tą tezą pada oczywiście Tesla i SpaceX. Choć trudno te dwie poprzednie inwestycje porównywać do Twittera, który w swojej blisko 10 letniej historii na giełdzie wykazał się dokładnie niczym, to jednak nikomu to nie przeszkadza.

Załóżmy jednak, że bąki Elona są pachnące

Jeśli nie jest to fanaberia miliardera i faktycznie chce z Twittera zrobić sensowny biznes z realną szansą na jakiś minimalny zwrot z inwestycji, to będzie musiał powalczyć z takimi gigantami jak Facebook czy Google (o Amazonie i innych nie wspominając). Tort reklamowy nie powiększa się bowiem na tyle dynamicznie, aby znalazło się tam dużo miejsca dla Twittera. Nawet gdyby tak było, to nikt mu za darmo większego kawałka ciastka nie odda.

No, ale wiadomo, że Musk sika złotem. I jak powie, że Twitter jest większy od Facebooka to tak się stanie. Zwiększy przychody x3 w ciągu roku, doda guzik edycji Tweetów i nagle w serwisie pojawi się kolejne 400 milionów użytkowników. Giełda oczywiście oszaleje, a inwestorzy wreszcie zarobią na swoich akcjach i doczekają się wypłat dywidendy. Wypalmy tego skręta razem z Elonem i poczujmy ten nadchodzący sukces.

Nie, Musk to ideowiec - nie robi tego dla pieniędzy

Po przeczytaniu takiej opinii trzymam się mocno krzesła, bo upadek może być bolesny. Jeśli nie wiecie dlaczego tak bardzo mnie to rozbawiło, to przypomnę historię, w której Elon Musk osobiście anulował zamówienie na Teslę blogerowi, który odważył się skrytykować konferencję jego firmy. To ten pan według was teraz będzie walczył o wolność słowa? Dla mnie miliarder, który głośno krzyczy o wolności wypowiedzi, w rzeczywistości ma zupełnie inne plany.

Osobiście nie znam miliarderów - nie znam też miliarderów, którzy inwestują dla idei. Owszem wielu bardzo mocno udziela się charytatywnie, powołuje fundację jak Gates, czy aktywnie wspiera finansowo walkę z różnego rodzaju problemami społecznymi. Nikt z nich jednak nie kupuje spółek za 44 miliardy dolarów dla idei, zaciągając przy tym kredyty na blisko połowę tej kwoty.

Twitterowi życzę jak najlepiej, bo to świetny serwis społecznościowy. Z Muskiem z pewnością będzie im lepiej, bo taka stagnacją jaką tej firmie zafundował poprzedni CEO powinna być karana.

Problemem Twittera i Facebook jest jednak demografia. Młodzi uciekają od miejsc, gdzie ich rodzice kłócą się o politykę. Dla nowych pokoleń Facebook to taka Nasza Klasa, fajny ale trochę obciach. Z tym w dłuższej perspektywie ani Twitter nie Facebook nie wygra. Nie bez powodu Mark szaleje dziś z pomysłem na Metaverse, szukając kolejnej drogi rozwoju dla swojej firmy.

Ps. Czekam na komentarze z których ponownie się dowiem, że się nie znam i nie rozumiem. Zapiszę je sobie do notesika i za rok czy dwa lata sprawdzę kondycję finansową Twittera i wrócę do tego wpisu.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu