Felietony

Internet pamięta zawsze. Straszyli "nuklearnym kontratakiem", teraz głupio się tłumaczą

JS
Jakub Szczęsny
7

COKOLWIEK i to KIEDYKOLWIEK wrzucisz do Internetu, jest Ci na zawsze zapamiętane. O tym pamięta już niemal każdy użytkownik Internetu, ale w dalszym ciągu tak prostej, elementarnej rzeczy wręcz nie ogarniają... Rosjanie. Wygląda na to, że chcieli Zachód w swoim stylu postraszyć, a potem nagle użyli najdurniejszego możliwego tłumaczenia, czyli "atak hakerski". Rosyjskie dane operacyjne miały wskazywać na zagrożenie "odwetowym atakiem atomowym" ze strony NATO.

Jestem generalnie prostym człowiekiem i pewne rzeczy pojmuję zerojedynkowo. Dla mnie kontratak następuje wtedy, gdy następuje atak ze strony... przeciwnika. Sprawcą "kontrataku" miał być Sojusz Północnoatlantycki - wygląda to tak, jakby Rosjanie chcieli nas postraszyć użyciem strategicznej broni jądrowej (de facto atak na państwo NATO), albo taktycznej broni jądrowej (tutaj w grę wchodzi Ukraina i eksperci nie są zgodni co do tego, czy rzeczywiście Rosja nie byłaby zdolna do takiego kroku). Już na wstępie zarysowano ciekawy scenariusz. Taki kontratak miałby odbyć się w trakcie masowych uroczystości Świąt Wielkanocnych, które w krajach prawosławnych wypadają na 24 kwietnia. Autorem materiału był portal rosyjskiego resortu koordynacji spraw nadzwyczajnych, a sygnał w tej sprawie znalazł dziennikarz Michał Potocki - uznany autor w Dzienniku Gazecie Prawnej, laureat nagrody Grand Press z roku 2018.

Jak wykazuje Pan Michał - rosyjski resort zreflektował się po 5 godzinach i podał informację, wedle której strona miała zostać zhakowana. To prawdopodobnie dobra cecha: ja Rosjanom za nic nie wierzę. Rosjanie przecież mówili ustami swoich polityków, że do wojny w Ukrainie nie dojdzie, a jednak doszło do zbrodniczej inwazji, w trakcie której Rosjanie dopuścili się zbrodni wojennych.

Udostępniajcie piwnice domów, róbcie przegląd schronów!

Skierowano się bezpośrednio do obywateli o udostępnienie piwnic, które mogłyby być przydatne po "nuklearnym ataku odwetowym państw NATO". Natomiast termin inspekcji schronów miał przez resort być podany w oddzielnym komunikacje. Obywatelom wskazano nawet, co powinni mieć ze sobą, a nawet opisano schemat profilaktyki jodowej w różnych grupach wiekowych.

Obywatele powinni również zaopatrzyć się w paliwo w ilości 80 litrów na pojazd, wodę pitną i techniczną, łatwo zbywalne produkty żywnościowe (płatki zbożowe, makaron, konserwy mięsne i rybne, cukier, sól) oraz podstawowe leki.

Gdyby mój resort obrony lub dowolna instytucja powiązana z rządem podały takie informacje i zostałyby one potwierdzone jako obowiązujące, to w samochodzie miałbym zalany bak pod kurek, kanistry w bagażniku oraz napełnioną do końca butlę. I najpewniej odrobinę bym spanikował: to już nie są przelewki, zagrożenie atakiem jądrowym w moim przypadku będzie równać się albo ciężkiej chorobie popromiennej albo natychmiastowej śmierci. Nie jest tajemnicą, że Jasionka k/Rzeszowa spokojnie byłaby jednym z celów ataku "wojsk Z" ze względu na fakt, iż jest to bardzo istotny punkt transportowy dla wojsk amerykańskich, a także lokalizacja rozmieszczenia systemu typu Patriot.

Rosjanie opisali procedurę nie tylko postępowania z jodkiem potasu w tabletkach, ale nawet opisano instrukcję sporządzenia płynu Lugola - ten podawano kobietom w ciąży oraz dzieciom po katastrofie nuklearnej w Czarnobylu (Ukraina), kiedy to czwarty blok reaktora typu RBMK-1000, z powodu przeprowadzanego eksperymentu z wyłączonymi systemami bezpieczeństwa wpadł w tzw. "zatrucie ksenonowe" i jego praca stała się niestabilna. Gwałtowny wzrost mocy ostatecznie spowodował dwie eksplozje, które doprowadziły do emisji na ogromnym terenie niebezpiecznych radionuklidów. Z tego powodu, po dziś dzień - tereny wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, miasta Prypeć, Czarnobyla oraz sporządzonej po katastrofie "Strefie Wykluczenia" nie nadają się do zamieszkania przez ludzi. Jak wskazuje praktyka wojenna - niektóre miejsca w dalszym ciągu są tam zabójcze: stacjonujący w rejonie elektrowni (Czerwony Las) żołnierze rosyjscy, nieświadomi niebezpieczeństwa postanowili się tam okopać. Ostatecznie trafili na Białoruś z objawami choroby popromiennej.

W tym samym materiał, rosyjski resort spraw nadzwyczajnych postanowił - nieco cynicznie, znając Rosjan - napisać:

Prosimy o zachowanie spokoju i nie wpadanie w panikę.

Spokojnie, tym razem nie udało się. Rosja ma to do siebie, że kompletnie nie przejmuje się losem swoich obywateli. Tam żyje się według zasady "Ludiej u nas mnogo" (U nas jest dużo ludzi), co jasno wskazuje na podejście do ponoszenia osobistej ofiary i własnego bezpieczeństwa ogółem. Tam wychodzi się z założenia, że Rosjanie każdego biją na głowę pod kątem ludności. Całemu NATO rady nie dadzą.

Jak dobrze, że Internet pamięta zawsze

Internet - dzięki takim stronom jak Wayback Machine - pamięta niemal zawsze. Jeżeli zostawiliśmy coś w Sieci na niewielką chwilę, to albo boty, albo ktoś za nas zrobił tzw. "mirrora" i nawet, jeżeli oryginalna treść wyparuje, zwyczajnie da się to odzyskać. A wtedy jest głupio.

Natomiast powyższa akcja, najniższych możliwych lotów zresztą - była obliczona na wywołanie strachu w nas. Wiecie, ktoś by w końcu zacytował tamtejsze ministerstwo, wywołał panikę w Polsce lub w innym kraju Sojuszu Północnoatlantyckiego. A potem zajadał popcorn patrząc na to, jak kupujemy masowo benzynę i robimy zapasy. Przecież w ten sposób już nas "zrobiono", już był taki moment, że w bankomatach brakowało pieniędzy, a na stacjach - paliwa.

Ale po Rosjanach nie spodziewam się niczego szczególnie wyrafinowanego. To naród, który operuje jedynie na prostych lękach, wcale nie myśli zachodnimi kategoriami i jak widać - po prostu się nie popisał. Chociaż... nie zdziwiłbym się, gdyby takie właśnie zabiegi nie powodowały masowej histerii wśród społeczeństw zachodnich. A szczególnie, wśród ludności Ukrainy, która obawia się użycia taktycznej broni jądrowej. Jakkolwiek jest to nieprawdopodobne, to pamiętajmy iż pół roku temu wielu Ukraińców nie myślało o pełnoskalowej wojnie kinetycznej na własnym terenie.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu