4

Amazon nie porzuca swoich dronów – kolejny pomysł przybliża realizację projektu

Pamiętam szał, jaki wywołała w mediach informacja, iż Amazon zamierza dostarczać do klientów towary wykorzystując w tym celu drony - temat nie był omawiany wyłącznie na technologicznym poletku, wyszedł znacznie dalej. Możliwe, że spora część Polaków przy okazji tych doniesień dowiedziała się, że istnieje taka firma, inni przekonali się, że drony nie są mitycznymi obiektami z filmów. Było wielkie wow, były pytania o termin realizacji projektu, o działania konkurencji itd. Wszystko to działo się jednak kilka lat temu, od tego czasu niewiele się zmieniło, korporacja nadal nie ma takiej usługi w swoje ofercie. Pomysłu jednak nie zarzuciła, a świadczą o tym kolejne wnioski patentowe.

Drony Amazona – to hasło w oczach niektórych stało się synonimem niespełnionej obietnicy, chwytu marketingowego. Przypominam, że ogłoszenie amerykańskiej korporacji pojawiło się w gorącym okresie sprzedażowym, nie brakowało głosów, że firma po prostu chce narobić szumu wokół swojej marki, że z realnymi planami ma to niewiele wspólnego. Jeff Bezos mógł rzucić hasło, zaczarować świat na chwilę, lecz potem przyszedł czas trzeźwego spojrzenia na sprawę. I okazało się, że zrealizowanie tego pomysłu jest na razie niemożliwe. Jeśli jednak był to wyłącznie zabieg marketingowy, to po co firma wydaje pieniądze na dalsze badania?

Infrastruktura dla latających maszyn

W Sieci omawiany jest wniosek patentowy amerykańskiej korporacji, w którym opisywane jest rozwiązanie umożliwiające działanie dronów. Chodzi o tworzenie infrastruktury dla tych maszyn: miejsc, w których mogłyby ładować baterię, przeczekać kiepską pogodę, zostawić paczkę, wymienić się danymi. Zostało to porównane do domków dla ptaków. Tyle, że w tym przypadku ptak jest sztuczny i służy Amazonowi. Te swoiste pitstopy pojawiłyby się np. na lampach ulicznych, słupach ogłoszeniowych czy budkach telefonicznych (o ile te będą jeszcze istnieć). Dobre jest praktycznie każde miejsce, w którym można zainstalować niewielką platformę bez większego wpływu na funkcjonowanie miasta.

Czy takie miejsca mogą coś zmienić, czynią projekt bardziej realnym? Tak. Nadal dużym utrudnieniem w realizowaniu pomysłu jest kwestia czasu lotu: drony Amazona nie mogłyby pokonywać większych dystansów, bo akumulator byłby szybko drenowany z energii – zwłaszcza przy większym obciążeniu. Takie przystanki pomogą w uzupełnianiu energii po dostarczeniu paczki, dron z pustym akumulatorem mógłby przekazywać paczkę maszynie z naładowanymi bateriami. W przypadku gorszych warunków atmosferycznych, np. burzy i silnego wiatru, drony mogłyby lądować, by ochronić siebie, przesyłkę i przede wszystkim ludzi. Jeżeli ten pomysł ma wypalić, to właśnie za sprawą prezentowanego rozwiązania. Pisałem kiedyś, że amerykańska korporacja podchodzi do handlu w sposób totalny, najwyraźniej te same zasady chce wdrożyć na nowym polu usług.

Czy drony Amazona zaczną pracować?

Z jednej strony nie brakuje głosów, że to rozwiązanie nie wypali, mówił o tym chociażby Rafał Brzoska, który na temat dostarczania przesyłek wie całkiem sporo. Problem stanowią nie tylko kwestie techniczne czy ekonomiczne, ale też legislacyjne – w Stanach Zjednoczonych ten pomysł na razie nie ma szans na realizację. Czy prawo ulegnie zmianie? Wiele pewnie zależy od tego, co ostatecznie zaproponuje Amazon i czy uda mu się przekonać polityków do swoich racji. Jest też druga strona medalu: nad podobnymi rozwiązaniami pracuje konkurencja, a firma Bezosa wciąż wierzy – w przeciwnym razie nie wydawałaby pieniędzy na eksperymenty i nie chwaliłaby się postępami. Nawet jeśli to ułuda, wciąż trudno stwierdzić to jednoznacznie. Drony Amazona pewnie jeszcze nie raz dadzą o sobie znać…