64

Drogie dzieci neo. Dziennikarz to nie VIP!

Maturzyści uparli się, by strzelać sobie w stopy. Jak? Wybierając kierunki dziennikarskie. Czy to pogoń za możliwością realizowania misji? Nic bardziej mylnego. To tylko kolejna fala wezbranej głupoty, która za pięć lat zamieni się w ocean łez. – Wszystko wskazuje na to, że w tym roku na Uniwersytecie Łódzkim dziennikarstwo zajmie pierwsze miejsce na podium […]

Maturzyści uparli się, by strzelać sobie w stopy. Jak? Wybierając kierunki dziennikarskie. Czy to pogoń za możliwością realizowania misji? Nic bardziej mylnego. To tylko kolejna fala wezbranej głupoty, która za pięć lat zamieni się w ocean łez.

– Wszystko wskazuje na to, że w tym roku na Uniwersytecie Łódzkim dziennikarstwo zajmie pierwsze miejsce na podium popularności, skoro do 3 lipca zapisało się na nie 537 chętnych, co daje średnio 10,7 osoby na jedno miejsce limitowe – stwierdza Tomasz Boruszczak, rzecznik prasowy Uniwersytetu Łódzkiego. (źródło)

Kryzys w mediach przyszedł już dawno – o wiele lat wcześniej niż ten ogólnoświatowy, gospodarczy. Już na początku XXI wieku rynek polski był tak niemiłosiernie zarzucony tytułami prasowymi, że walka o reklamodawców przybierała formy kuriozalne. Rozbuchane redakcje poczęły padać jedna za drugą. Wydawnictwa zaczęły się łączyć, wzajemnie pożerać lub podkładać sobie przysłowiowe świnie. Dziennikarze poszli w sukurs szefom, by ocalić stołki, a sprawa była tak głośna, że pisał o niej nawet pornograficzny magazyn Hustler.

Donosicielstwo, szczucie jednych na drugich, korne znoszenie bezprawia w imię coraz nędzniejszego zarobku – oto wolni polscy dziennikarze (…). Napiszą każdą bzdurę, sprzedadzą kolegę dla 100 zł, na polecenie kierownika zachwycą się tematem o damskiej bieliźnie – nie znają pojęcia godności. I redaktorzy – nowa kasta bezosobowych, bezmózgich poganiaczy bydła. Nie posiedli sztuki adjustacji tekstów, tworzenia błyskotliwych tytułów i kreowania tematów. Do perfekcji za to opanowali umiejętność bycia echem swoich przełożonych – zniszczą każdego, kogo każą im zniszczyć.” (Kowalska Beata, Nowak Adam, Wolna prasa w niewoli [w:] Media i władza pod red. Piotra Żuka, Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR, Warszawa 2006 r.)

Kryzys w mediach się nie skończył, ale spektakularnych, grupowych zwolnień coraz mniej. Dlaczego? Sprawę rozwiązał z powodzeniem Internet.

Po pierwsze, wszystkich dobrych pismaków, którym trzeba było płacić, wymieniono już na ofiary losu, które za stawki rodem z chińskich fabryk będą kopiować z sieci niusy na akord.

Po drugie, co sprytniejsze wydawnictwa zainwestowały w tzw. media obywatelskie, czyli farming materiałów, za które nie trzeba płacić w ogóle. Biedni, żądni praktyk studenci piszą za darmo, a w nagrodę najlepszy z nich może dostać w miesiącu 100 złotych. Paranoja? Być może, ale to przykład wzięty z życia.

Po trzecie, czytelnictwo jest tak słabe, że media można uratować tylko tabloidyzacją, ergo nastał czas „dziennikarstwa grozy”. Nie jest już ważne, jak piszesz. Ważne, by było źle, niesmacznie, skandalicznie, grubiańsko, obrzydliwie. Bo to smakuje dziś najbardziej.

Dziennikarstwo było zawodem misyjnym, zawodem zaufania społecznego. Był czas, że przeciętny pismak wiedzą i erudycją kasował polonistę. Dziś jeden i drugi to… powiedzmy, ludzie niedouczeni. Obaj też zapomnieli o jakiejkolwiek misji. Bo przecież, skoro w kraju jest źle, czy odmówisz trzydziestu srebrników?

I nagle, w obliczu tej smutnej jak zafajdany odbyt bezdomnego psa rzeczywistości następuje jakiś dziwaczny owczy pęd – dzieciaki szturmują uczelnie dziennikarskie i PR! Ki diabeł? Odpowiedź jest prosta.

Po pierwsze, polecam zmierzyć IQ kandydatów na te studia – tam czai się odpowiedź.

Po drugie, co z pierwszym jest związane, wciąż panuje mit mówiący, że dziennikarz to VIP. Że kiedy masz glejt, wchodzisz na darmowe wyżerki, łapiesz za tyłek Beatę Tadlę, zaglądasz w dekolt Karolinie Szostak, w samolocie stewardessa siada Ci na kolanach, a prezydent Komorowski zaprasza Cię na polowania.

Po trzecie, co z drugim i pierwszym związane, wciąż panuje kolejny mit mówiący o zarobkach. Drodzy studenci, media to wyścig szczurów, a nie każdy szczur może być… Lisem.

– Wyobrażenia absolwentów specjalizacji PR i marketing medialny na temat pracy w PR najczęściej rozmijają się rzeczywistością – mówi Agnieszka Bajur, prezes zarządu Marketing & Communications Consultants. – Wielu z nich uważa, że dyplom renomowanej uczelni i znajomość kilku języków daje gwarancje pracy co najmniej za 4 tys. netto od momentu startu. Tymczasem dopiero podczas pracy w agencji PR okazuje się, czy dana osoba nadaje się do tego zawodu. A za pierwszą pracę można zarobić od 1,5 do 2 tys. zł, niektóre agencje PR nie płacą nic praktykantom – dodaje. (źródło)

Nigdy nie zapomnę dialogu między wykładowcą a pewną tlenioną blondynką z tipsami długości kija golfowego. Był to I rok politologii i dziennikarstwa w Wyższej Szkole Humanistycznej im. Gieysztora w Pułtusku.

– Dlaczego wybrała pani ten kierunek?
– A bo chcę zostać rzeczniczką prezydenta RP, hi hi…

Moja droga blondynko. Łatwiejszą i szybszą drogą kariery będzie jednak stołeczna agencja towarzyska, wierz mi…

Drodzy młodzi uczniowie i studenci. Ogarnijcie się! Po pierwsze, wybraliście studia bez przyszłości. Po drugie, na studiach tych nauczycie się wszystkiego poza zawodem. Po trzecie, zawód dziennikarski to ciężka, niewdzięczna orka, przepychanie zatkanego kibla, babranie się w cudzych odchodach i nieustanny wybór – prawda i pusty portfel czy polityczna służba i ochłapy z pańskiego stołu.

A jeśli liczycie na łapówki, to albo się zapiszcie do partii (wtedy żadne studia nie są Wam potrzebne), albo wstąpcie do policji. Bo dziennikarzom w łapę się już nie daje, chyba że tym kilku najważniejszym (ostatnio pewna partia opłacała pewnych dziennikarzy, ale sza – sami to wygooglujcie).

Jest tyle pięknych zawodów, tyle wspaniałych kierunków na renomowanych polskich uczelniach. Chcecie budować lepsze jutro? Uczcie się stawiać mosty, domy. Uczcie się negocjacji, by skin podał kiedyś rękę gejowi. Uczcie się leczyć ludzi, ratować dzieci, konstruować bezpieczne samochody i samoloty. Dziennikarstwo to przeżytek, relikt systemu, który nie znał sieci. Nie marnujcie się, bo potem nie stać Was już będzie nawet na to, by kupić gazetę, a jakoś trzeba zabić czas, gdy stoi się w długiej kolejce do pośredniaka…

Amen!

 

Fot. w nagłówku: sxc.hu