325

Socjalizm wraca i dobrze, bo jeśli SI przejmie 1/3 miejsc pracy to DG będzie jedyną sensowną opcją

Tak, to okropne. Socjalizm nie sprawdził się nigdzie. Zasiłki to pomyłka, zniechęca się ludzi do pracy, a ci pracujący muszą utrzymywać nierobów! Kto nie pracuje, niech nie je! Cholerni lewacy znowu chcą psuć gospodarki i wdrażać swoje mokre sny o dochodzie bez wysiłku! Znamy to. Pod tekstami o tej tematyce aż wre. Między innymi dlatego ten temat zasługuje na to, żeby zostać trochę głębiej potraktowany. A jest okazja - właśnie dziś (5 czerwca 2016) Szwajcarzy zdecydują w referendum, czy w ich kraju ma zostać wprowadzony Dochód Gwarantowany w wysokości 2500 CHF.

Z dyskusją o Dochodzie Gwarantowanym jest jeden konkretny problem. Patrzy się na niego głównie z perspektywy gospodarki, do jakiej przywykliśmy i w jakiej funkcjonujemy dziś. Bezrobocie oficjalnie wynosi w Polsce 10% (a faktycznie mniej), w Szwajcarii 3.5%. Pracownicy są potrzebni, żeby tą gospodarkę tworzyć i napędzać. Zasoby ludzkie to wciąż główny zasób i ważna zmienna w całym systemie. To się jednak wkrótce zmieni. Dzisiaj nie ma miejsc pracy dla kilku procent osób w tak (niezbyt ładnie) zwanym wieku produkcyjnym. Za 20 lat nie będzie ich dla kilkudziesięciu procent.

Czym jest DG?

Źródło: futurism.com

Stałym, miesięcznym dochodem, który dostaje obywatel danego kraju bez względu na to, czy pracuje czy nie, czy kiedykolwiek pracował, jaki ma majątek. Bez względu na wszystko. Ma to zapewnić możliwość życia na przyzwoitym poziomie, likwidację biedy, ma zredukować do minimum sytuacje, kiedy pracownik musi wykonywać bardzo nisko płatne zajęcie, żeby przetrwać. Ma też wyzwalać kreatywność i dawać poczucie wolności i bezpieczeństwa. Jednocześnie zlikwidowany zostaje cały system ubezpieczeń społecznych, który samym swoim istnieniem pochłania wielkie kwoty. Ciekawa wizja. Czy się sprawdzi?

Krótki kurs ekonomii

Nie ma większych wątpliwości, że w gospodarce, w której na 100 zatrudnionych osób przypada raptem do 5 maszyn, a stopa bezrobocia wynosi kilka procent wprowadzenie DG przyniesie więcej szkody niż pożytku.

Źródło: futurism.com

To z kolei oznacza, że zarobki najniższej opłacanych pracowników będą musiały wzrosnąć powyżej DG.

Z pracy odejdzie bowiem duża część osób, które dziś zarabiają mniej, niż miałoby wynosić DG. Doskonale to rozumiem. Kto chciałby przez 8 godzin dziennie siedzieć na kasie w supermarkecie albo stać przy taśmie produkcyjnej, jeśli mógłby te pieniądze dostać bezwarunkowo i w wolnym czasie uczyć się języków, ćwiczyć jogę albo pisać książkę Ewentualnie dorabiać dodatkowo w sposób, który takiej osobie odpowiada? To z kolei oznacza, że zarobki najniżej opłacanych pracowników będą musiały wzrosnąć powyżej DG, żeby atrakcyjne było podjęcie pracy lub miejsca te będą musiały zostać zmechanizowane. W obu przypadkach wzrosną koszty sprzedaży, a to musi wpłynąć na końcową cenę produktu.

Z drugiej strony, klienci mieliby do dyspozycji znacznie wyższy tak zwany dochód rozporządzalny. To zawsze na początku – tuż po wprowadzeniu zmian – podnosi ceny. Dlaczego? Bo z jednej strony mamy wyższy popyt, ale z drugiej taką samą albo niższą podaż. Skoro więc jest więcej pieniędzy do wydania, ale towarów i usług mniej, niż przedtem lub tyle samo, to ich rynkowa wartość rośnie.

Jednak w dłuższym okresie ta podaż wzrośnie, bo miejsca pracy zostaną zautomatyzowane lub zapełnione osobami, które będą chciały zwyczajnie dorobić. Czy ceny wrócą do pierwotnego poziomu? Prawdopodobnie nie, o ile nie nastąpi znaczny spadek popytu. A skoro klienci dysponują większymi pieniędzmi – to nie ma ku temu powodu.

Jeśli ceny poszybują więc w górę, to za te same pieniądze będzie można kupić mniej. Realna siła nabywcza pieniądza spadnie, a wzrośnie inflacja.

W Szwajcarii zapewnienie DG w wysokości 2500 CHF wszystkim obywatelom kosztowałoby 240 miliardów CHF rocznie.

DG miałoby nie być obarczone żadnymi podatkami ani składkami, a liczba opodatkowanych przecież miejsc pracy zmalałaby. Spadłyby więc również wpływy do budżetu państwa, z którego to DG miałoby być wypłacane. Sam koszt całego tego przedsięwzięcia jest też bardzo wysoki. W Szwajcarii zapewnienie DG w wysokości 2500 CHF wszystkim obywatelom kosztowałoby 240 miliardów CHF rocznie. Likwidacja całego systemu ubezpieczeń społecznych i całej związanej z tym struktury dałoby oszczędność 120 miliardów. Trzeba by dołożyć drugą połowę z budżetu, a więc ktoś by tych pieniędzy nie dostał, albo musiałyby bardzo wzrosnąć podatki.

Generalnie więc – nie za dobrze to wygląda.

No dobrze, a jeśli przyjrzeć się temu rozwiązaniu w perspektywie roku 2025 i dalej?

Prognozy przewidują, że do roku 2025 od 1/4 wszystkich miejsc pracy (Boston Consulting Group) do nawet 1/3 (Gartner) zostanie przejęta przez Sztuczną Inteligencję.

Tak wygląda to dzisiaj, ale za 10 lat gospodarka będzie wyglądać inaczej, niż dziś. A za 30 nie będzie mieć z dzisiejszą wiele wspólnego. SI oraz roboty będą przejmować miejsca pracy. To już pewne i nieuniknione. Prognozy przewidują, że do roku 2025 od 1/4 wszystkich miejsc pracy (Boston Consulting Group) do nawet 1/3 (Gartner) zostanie przejęta przez Sztuczną Inteligencję. Badacze z Uniwersytu Oxfroda, Carl Benedikt Frey i Michael Osborne idą dalej i twierdzą, że do 2033 aż 47% wszystkich stanowisk pracy w USA będzie wykonywana przez inteligentne maszyny.

Niektórzy twierdzą, ze dotyczy to tylko prostych, rutynowych zajęć, jak określone czynności przy taśmie produkcyjnej. Istnieje dość powszechny pogląd, że nie dotyczy to zawodów, wymagających kreatywności, jak lekarz, prawnik czy dziennikarz. Jest jednak zupełnie inaczej. Powstanie Ogólnej Sztucznej Inteligencji sprawi, że to właśnie takie zajęcia zostaną zdominowane przez SI. Rzućcie okiem na bardzo ciekawe poniższe zestawienie. Znajdziecie tam nawet sędziów i przedszkolanki.

Źródło: Leviatan.ai

Nowe stanowiska, które powstaną nie zrekompensują utraty tych, które spowodują. Pomijając już fakt, że mało realne jest skuteczne przekwalifikowanie wszystkich przedszkolanek, kierowców, sędziów i mechaników na programistów lub serwisantów maszyn.

Pracę stracą osoby zatrudnione w fabrykach. Niższa awaryjność i wypadkowość będzie oznaczała zwolnienia mechaników i lakierników.

Weźmy tylko autonomiczne samochody. Ich upowszechnienie się oznacza, że całkowicie zmieni się nasze myślenie o autach, zwłaszcza w miastach. Mało kto będzie miał własny pojazd, bo po co? Skoro można go przywołać za każdym razem, kiedy mamy taką potrzebę, a nie musimy myśleć o ubezpieczeniu, paliwie, utrzymaniu, parkowaniu? Jedynie w małych miasteczkach i na wsiach może będą jeszcze posiadacze własnych aut. To z kolei przełoży się na znacznie mniejszą produkcję w sektorze motoryzacji. Pracę stracą osoby zatrudnione w fabrykach. Niższa awaryjność i wypadkowość będzie oznaczała zwolnienia mechaników i lakierników, a nieliczne pozostałe stanowiska pracy zostaną zautomatyzowane. Niepotrzebni staną się kierowcy, taksówkarze, egzaminatorzy i instruktorzy nauki jazdy. Mniej kolizji i wypadków to również mniej ofiar, a więc nie będzie takiego zapotrzebowania na rehabilitantów i fizjoterapeutów. W skali świata to kilka milionów miejsc pracy.

Jakie to może mieć skutki? Od 25% – 30% społeczeństwa bezrobotne, żyjące na granicy nędzy lub poza nią już w 2025? Chyba wszyscy potrafimy sobie wyobrazić, czym może się skończyć wybuch gniewu ludzi wypchniętych poza społeczny margines w imię wyższej efektywności i opłacalności. Jest też druga strona: ponad 25% populacji przestanie być konsumentami. Kiedy spadnie popyt spadną zyski firm. To z kolei konieczność cięcia kosztów przedsiębiorstw, a więc dalsze redukcje zatrudnienia. W rezultacie mamy rosnącą rzeszę bezrobotnych, w perspektywie bezdomnych, wyrzuconych poza margines. Ludzi, którzy nie przynoszą żadnej wartości, bo nie mają takiej możliwości, ale żyć też nie mają z czego. Z drugiej strony maleją wpływy do budżetów państw, kurczy się gospodarka i wydarza się…. recesja.

Tak duże zmiany technologiczne i społeczne muszą przełożyć się na zmiany systemu ekonomicznego.

Z czego sfinansować DG?

Firmy, które zatrudnią roboty zwiększą swoją efektywność, a przy mniejszych kosztach i tej samej sprzedaży wzrosną również zyski. Po to przecież to zrobią. Część tego dodatkowego zysku powinny przeznaczyć na DG. Realnie oznacza to ich wyższe opodatkowanie. Drugim źródłem byłyby pieniądze, które w przeciwnym przypadku przeznaczono by na system ubezpieczeń społecznych i wypłaty zasiłków oraz zapomóg, które zostałyby zlikwidowane. Takie rozwiązanie jest jednak w interesie wszystkich. Jeśli to się nie wydarzy, to zyski przedsiębiorców spadną, gospodarka zwolni, drastycznie zwiększy się rozwarstwienie społeczne. I nikt nie będzie w tej sytuacji szczęśliwy.

Przecież to cholerny socjalizm!

Zgadza się. Wszyscy dostają pieniądze bez pracy, bez względu na wszystko. Po równo. Tylko, że alternatywą jest dziki szalejący kapitalizm, gdzie ludzie biją się o ostatnie miejsca pracy, a ponieważ ten rynek stałby się rynkiem pracodawcy a nie pracownika, to wynagrodzenia byłyby bardzo niskie, a prawa pracownicze w praktyce by nie istniały. Wrócilibyśmy do czasów rewolucji przemysłowej, kiedy całe tłumy ludzi wystawały pod fabryką tygodniami, żeby przez chwilę móc zostać zatrudnionym i zarobić parę groszy. Tyle, że nie będzie to fabryka, a firma (bio)technologiczna, a czekać będziemy na wiadomość jako jeden z milionów rekordów w gigantycznych bazach danych.


Źródło: Firstindustrialrevolution.weebly.com

W Świecie bez DG, w którym zwolnieni pracownicy otrzymywaliby jedynie bardzo niski zasiłek dla bezrobotnych i to tylko przez określony czas redukcje kolejnych grup zawodowych de facto oznaczałyby skazanie tych ludzi na funkcjonowanie w warunkach, w którym nie mogliby oni przetrwać. Zwłaszcza, że jeśli daną branżę zdominuje SI to dla ludzkiego pracownika nie będzie już zapotrzebowania, a więc zwolnieni nie będą mogli znaleźć innego pracodawcy i źródła dochodu. Tak więc optymalizujący swoje zyski przedsiębiorcy doprowadziliby do kompletnej destrukcji społecznej. Partycypacja w kosztach rozwiązania tego problemu jest w tym przypadku wydaje się zwyczajnie oczywista. Jest też w długim okresie opłacalna i po prostu ludzka.

Już dziś ponad 85% światowego majątku należy do niespełna 9% ludzi. Po upowszechnieniu automatyzacji pracy i zastąpieniu ludzi przez SI ta dysproporcja jeszcze się pogłębi. Za 30 lat może się okazać, że 95% majątku jest w posiadaniu 5% ludzi, a kilkadziesiąt procent żyje w nędzy i ta grupa się powiększa.

Chcecie żyć w takim Świecie? Tego życzycie swoim dzieciom? Ja nie.

Jeśli więc poprzez zwiększone opodatkowanie przedsiębiorców i przy zlikwidowanym systemie ubezpieczeń społecznych dałoby się osiągnąć sumę, co najmniej potrzebną do zapewnienia DG, to wszyscy na tym wygrywają. Społeczeństwo ma z czego żyć godnie, nie ma więc zamieszek, ani wybuchów agresji. Budżet się domyka, a więc najważniejszy problem zostaje rozwiązany. Ceny wyraźnie wzrastają, ale tylko jednorazowo – kiedy po raz pierwszy DG zostaje wypłacone. Później sytuacja się stabilizacje, nie ma skokowych wahań ilości pieniędzy do dyspozycji ani popytu.

Technologiczni liderzy rozumieją problem

Sam Altman stwierdził, że DG może zapewnić gładkie przejście z gospodarki, jaką znamy dziś do gospodarki jutra.

Elon Musk, Stephan Hawking, Steve Wozniak, współzałożyciele Deep Mind (twórcy DeepBlue, który pokonał Kasparowa w szachy i AlphaGo, które wygrało w go z Lee Sedolem) oraz wielu innych (w sumie 8600 osób) podpisało się pod listem otwartym, w którym poruszają kwestię priorytetów w rozwoju Sztucznej Inteligencji. Do nich należy między innymi zapewnienie, aby społeczne korzyści płynące z niej były jak najwyższe. Można by powiedzieć, że to przecież tylko deklaracje, ale konkrety tez się wydarzają. YCombinator rozpoczyna eksperyment z DG, a Sam Altman stwierdził, że DG może zapewnić gładkie przejście z gospodarki, jaką znamy dziś do gospodarki jutra, gdzie technologia przejmie miejsca pracy. Oraz, że za 50 lat fakt, że to strach przed głodem był motywatorem do pracy będzie zwyczajnie śmieszny.

Nie sądziłam, że kiedyś to powiem,

ale wszystko wskazuje na to, że o ile dzisiaj DG jest luksusem, na który większość krajów nie stać, to za 10, 20 i więcej lat to będzie jedyna sensowna opcja dla większości społeczeństw. I ja trzymam za nie kciuki, bo w tym wypadku to stricte socjalistyczne rozwiązanie ma sens. „Mokry sens lewaków” albo się wydarzy albo przepadniemy. Wiecie, w jakich krajach jest najwyższy poziom zadowolenia z życia i ogólnej „szczęśliwości”? W mało rozwarstwionych i zapewniających wysoki socjal. Szwajcaria, Islandia, Skandynawia, Kanada, Holandia, Australia, Nowa Zelandia. Państwa o największym rozwarstwieniu dochodów borykają się między innymi z wysoką przestępczością, a ludzie nie są w nich szczęśliwi. Przypadek? Nie sądzę.

Foto Office workers army via Shutterstock.