3

Disney nie będzie produkować tak dużo jak Netflix. Ale może wprowadzić do Polski nowe VOD

Netflix przyzwyczaił nas na pewno do jednego - każdego tygodnia w ofercie usługi znajdzie się coś nowego. Takie tempo premier powoduje, że zawsze mamy coś do obejrzenia, ale Disney wcale nie zamierza powielać tego schematu. Poza tym, oprócz Disney+ firma może wprowadzić na rynki jeszcze inną usługę VOD, która do tej pory była zarezerwowana przede wszystkim dla Amerykanów.

Zerkając na kalendarz premier nowych seriali, filmów i programów na Netflix łatwo zauważyć, że niezależnie od miesiąca lista zawsze obejmuje kilkadziesiąt pozycji. Tak duża liczba tytułów, nawet rozłożona w czasie, powoduje, że bycie na bieżąco ze wszystkim albo z większością jest naprawdę trudne. Z drugiej zaś strony dla tych, którzy oglądają dużo i często są to idealne warunki, bo w kolejce zawsze znajdzie się jakaś nowość. Można spierać się o to, jakiej jakości są to produkcje, ale jedna kwestia pozostaje niepodważalna – to są kompletne nowości.

Zobacz też: The Mandalorian wróci szybciej niż się spodziewaliśmy – 2. sezon w tym roku

Disney nie chce konkurować z Netfliksem. Nie pod tym względem

Dzięki nim Netflix może przyciągnąć nas na dłużej przed ekran, a my nie musimy martwić się o to, co zobaczymy później. Po zakończeniu sezonu „Mandaloriana” widzowie Disney+ zostali w dużej mierze skazani na powtórki produkcji, które widzieli wcześniej. Oferta Disney+ to przecież teraz przede wszystkim kilku-, kilkunasto- lub kilkudziesięcioletnie produkcje – od ostatnich filmów Marvela czy Star Wars po animowane klasyki pokroju „Króla Lwa” i „101 dalmatyńczyków”. Produkcji oryginalnych nie ma tak dużo, by widzowie mogli pozostać zaangażowani oglądaniem w przerwie pomiędzy premierami nowości, przez co pewna część użytkowników na pewno decyduje się na przerwanie subskrypcji.

Według danych udostępnionych przez CEO Disney’a Boba Igera około 65% widzów, którzy widzieli „Mandaloriana” zobaczyło też co najmniej 10 innych tytułów. Taki wskaźnik ma oznaczać, że serwis wcale nie musi podkręcać tempa i produkować więcej. To też oznaczałoby, że sporej części widzów odpowiada aktualna zawartość serwisu. Przyznam, że będąc jedną z nich też miałbym co oglądać po „Mandalorianie”, bo budowane dekadami (i uzupełnione ostatnimi laty zakupami) zasoby skarbca Disney’a można nadrabiać przez kilka miesięcy. Disney’a można więc bardziej przyrównać do HBO, aniżeli Netfliksa.

Czytaj też: Zupełnie nowa era Netfliksa. Buntownik musiał złagodnieć

Myślę, że na rynku potrzebujemy zróżnicowanych graczy, a polityka Netfliksa wcale nie wynika tylko z chęci produkowania dużej liczby programów, lecz z pragnienia uniezależnienia się od dużych wydawców. Powtórzę, że Disney czy HBO są w tej branży od dawna i poszerzali swoją ofertę sukcesywnie przez kilka dekad, podczas gdy Netflix rozpoczął produkcję własnych seriali i filmów zaledwie 7 lat temu. Serwis musi być gotowy na ewentualne odwrócenie się kolejnych licencjodawców, którzy uruchomią własne platformy VOD (o ile już tego nie zrobili), gdzie umieszczą swoje treści.

Hulu oglądacie w Polsce od jakiegoś czasu. Tak jakby

Jestem przekonany, że widzieliście jedną albo więcej produkcji serwisu VOD, którego nigdy nie było w Europie. Jego obecność wiele by zmieniła, ale do niedawna szanse na premierę w Polsce były tylko iluzoryczne. To się zmieniło, bo Disney rozważa uczynienie z Hulu serwisu globalnego. „Opowieść podręcznej”, „Szukając Alaski” czy „Castle Rock” to oryginalne seriale Hulu, które w Polsce dystrybuuje teraz HBO GO. Ale w katalogu należącej teraz do Disney’a platformy znajduje się mnóstwo seriali, które w Polsce i wielu innych krajach nie są w ogóle oferowane, jak chociażby „Empire”. W związku z tym międzynarodowa ekspansja Hulu mogłaby oznaczać dla wielu regionów szansę na dostęp do tytułów, które są od zawsze poza naszym zasięgiem (w kontekście VOD, nie biorę pod uwagę emisji w TV czy wydań DVD, które można zamówić z innych rynków). Trzymam kciuki. Być może Disney+ nie będzie jedyną solidną premierą w następnych latach (najprawdopodobniej w 2021).

Polecamy: Najwyraźniej w 2020 Polacy będą dalej na potęgę piracić seriale Disney’a