komar
34

Komary to najgroźniejsi zabójcy na naszej planecie. I chyba wiemy co z tym zrobić

Komar, to małe, w naszym klimacie nieszkodliwe, ale z pewnością irytujące stworzenie. O komarze powstała nawet piosenka, której raczej nie będę cytował w tym tekście, ale zainteresowani w taki sposób - odchodzenia od sprawy rakiem - czytelnicy mogą sobie jej poszukać. Tymczasem, opisywany wcześniej, krótko projekt wie, co należy zrobić, aby pozbyć się ich z najbardziej zapalnych regionów. I nie jest to wcale "wiecie, co robić" w interpretacji rapera Pei.

W Polsce komary irytują nas głównie dlatego, że potrafią tylko z powodu żądzy krwi zepsuć nam wieczornego grilla, albo romantyczny pobyt nad jeziorem z ukochaną. Zdarza się i tak, że wlatują do mieszkań, a przez całą noc prowadzą z nami bardzo nierówną „walkę w powietrzu”. Istnieją jednak regiony, w których komary oprócz tego, że kłują, to w dodatku przenoszą śmiertelnie groźne choroby. Obecność tych moskitów i bardzo często, słaba opieka zdrowotna w tych miejscach powodują, że komary przyczyniają się do ok. 725 000 zgonów na świecie (a bardzo możliwe, że to niepełna liczba, bowiem gdzieniegdzie nie istnieje odpowiedni system statystyk). Według WorldAtlas, nawet człowiek nie może równać się z komarami – z rąk ludzi co roku ginie ok. 475 000 osób w działaniach zbrojnych i pospolitych morderstwach. Węże natomiast odpowiadają za 50 000 przypadków śmierci, a nasi najlepsi przyjaciele – psy aż za 25 000. Spielberg w filmie szczęki próbował nas zmusić do myślenia, iż najniebezpieczniejszym zwierzęciem na Ziemi jest rekin, a tymczasem on odpowiada tylko za 10 zgonów rocznie. Czyli… całkiem miły zwierzaczek, prawda?

Jesteście internautami, kogo ja chcę oszukać? Jestem pewien, że już od dawna o tym wiedzieliście

Ale zakładam, że możecie nie wiedzieć o Debug Project. I wcale nie chodzi tutaj o jakiś program wyłapywania błędów w programach komputerowych. To oczywiście z punktu widzenia mechanizmu działania współczesnego świata jest bardzo ważne, ale „debug” można przeprowadzić również tam, gdzie raczej mało kto myśli o selfie przy studni, do której zasuwa się co dzień po 10 km – w jedną stronę. Tam codziennie odbywa się walka o życie, w której komary nie chcą być naszymi sprzymierzeńcami.

Grupa stojąca za Debug Project uważa, że z problemem komarów można się rozprawić bez czynienia szkód gatunkom odpowiedzialnym za roznoszenie chorób. Kluczowym w tej kwestii jest zrozumienie, iż to „Pani komar” jest odpowiedzialna za ukłucia, bowiem potrzebuje krwi do rozwoju jajeczek. „Pan komar” wampiryzmem się nie para i woli sobie ściągnąć nektar z kwiatów. Czyli komarzyce to złe kobiety są po prostu.

Debug Project grafika

I właśnie w tym jest sposób, aby nieco owe owady uspokoić. W rozumieniu Debug Project, dobre owady to nie tylko takie, które nie latają w poszukiwaniu krwi, ale także cechują się pewnym nabytkiem w postaci naturalnie występującej bakterii Wolbachia – taki sobie gram-ujemny pasożyt bytujący w cytoplazmie między innymi komarów – ale nie tylko. Okazuje się, że w kolejnych pokoleniach przenosi się do komórek jajowych, gdzie rozpoczyna się ich misja „kontroli urodzeń”. Wtedy to, jeżeli samiec „zaszczepiony” Wolbachią znajdzie dziką samicę, która nie jest nią zarażona lub występuje u niej inny szczep, do zapłodnienia albo nie nastąpi (niekompatybilność cytoplazmatyczna), albo jeżeli wszystko jest w porządku – spowoduje to zabicie większości zapłodnionych jajeczek lub „przymusowe” przemienienie ich w samiczki. Kontrola urodzeń prowadzona w ten sposób spowoduje, że na pewnych obszarach będzie brakowało par zdolnych do owocnej reprodukcji, a i potem będzie problem. Bo co nam tylko po samicach? Partenogeneza?

Ale najpierw trzeba komary wyłapać, prawda? No, właśnie. To bardzo żmudny i trudny proces – wcale nie dlatego, że te latające skurczybyki są szybkie, sprytne i upierdliwe. Rzekłbym za klasykiem, że komary są sprytne i głupie zarazem. Co nie zmienia faktu, że są to na tyle małe i delikatne żyjątka, że niestety, ale taśmowe metody ich wyłapywania oraz segregacji są zwyczajnie bezcelowe. Grupa odpowiedzialna za Debug Project opracowuje nowe techniki, które wykorzystują algorytmy, sensory i inne rozwiązania, które mogą pomóc w identyfikowaniu płci komarów.

„Our work is never over”

Kiedy kończy się ingerencja człowieka w naturę, ta zaczyna radzić sobie sama. To właśnie dlatego Prypeć oraz Czarnobyl obecnie wyglądają bardziej jak dżungle, niż komunistyczne aglomeracje. I właśnie dlatego na tamte – jakby się mogło wydawać skażone – tereny przyszły sobie konie Przewalskiego. Z komarami będzie podobnie, jeżeli zaprzestanie się tego typu działań. Jak to mawiał Maksio z Seksmisji – zadziała „odwieczne prawo natury” i komary będą bzykać coraz efektywniej, aż sytuacja „wróci do normy”. Do normy wrócą również statystyki dotyczące śmiertelności ludzi w zagrożonych chorobami regionach. Dlatego też, sprawę trzeba cały czas monitorować i proces powtarzać. A to oznacza ogromne koszty.

Drodzy Czytelnicy – dla nas komary to akurat najmniejszy problem. Żyjemy sobie spokojnie, w miarę dostatnie, na głowę nam nie pada. Studnia to obecnie raczej rzadki widok, a woda płynie nam radośnie w kranach, mamy ją w sklepach – jest po prostu wszędzie. Komar zepsuje nam urlop, randkę pod namiotem, ewentualnie wleci do samochodu i będziemy się z nim siłować w trakcie prowadzenia auta. Ale to nic w porównaniu z tym, co dzieje się w regionach, gdzie roznoszą choroby. Pomyślmy czasami o tym, jakimi jesteśmy niesamowitymi szczęściarzami i pamiętajmy, że są ludzie „którym się chce”. Bo na dobrą sprawę, to robić cokolwiek wcale nie muszą. Ale ważne jest właśnie to, że chcą.