Czekaliśmy na World of Tanks na konsolę Sony i wreszcie się doczekaliśmy. Starcia potężnych maszyn wreszcie dojechały na PlayStation 4 i nie mam najmniejszych wątpliwości - warto było czekać.

Czym jest World of Tanks?

Wydaje mi się, że jednej z najpopularniejszych darmowych gier ostatnich lat nikomu przedstawiać nie trzeba. Ale gdyby ktoś jednak ostatnio przysnął, już spieszę z pomocą. World of Tanks, to darmowa produkcja białoruskiej firmy Wargaming, która zadebiutowała na rynku w 2011 roku. Możemy w niej wskoczyć w wirtualne czołgi, by w mierzyć się w sieciowych starciach z innymi graczami z całego świata. W kwietniu 2011 roku gra zadebiutowała na platformie PC, w lutym 2014 roku na Xboksie 360, w lipcu 2015 roku na Xboksie One, a 19 stycznia tego roku na PlayStation 4. W tak zwanym międzyczasie wydano jeszcze World of Tanks: Blitz, w które można pograć na urządzeniach mobilnych. O popularności WoT ciężko dyskutować – ponad 110 milionów zarejestrowanych graczy w WoT na samym PC, do tego ponad 7 milionów na X360+X1. Jak zarabia się na darmowej grze? Dzięki wewnętrznej walucie i możliwości zakupu kont premium gwarantujących dodatkowe (lepsze) czołgi oraz ułatwienia w mechanizmie zdobywania punktów doświadczenia. Najlepsze w World of Tanks jest jednak to, że można spokojnie grać bez wydawania pieniędzy i fantastycznie się przy tym bawić.

Konsolowo

Nie ukrywam, że zanim WoT pojawił się na Xboksie 360, zazdrościłem PC-towcom możliwości grania w ten tytuł i kiedy tylko wpadał mi w ręce w miarę rozsądny komputer, wyjeżdżałem trochę postrzelać. Jestem jednak przyzwyczajony do pada, więc bardzo szybko ogarnąłem sterowanie na amerykańskiej konsoli poprzedniej generacji. Najmniejszych problemów nie miałem również z DualShockiem 4, gra dostosowana jest bowiem do konsolowego kontrolera. Chociaż „dostosowana” to złe słowo – system sterowania stworzony jest specjalnie pod konsole i doskonale czuć to zarówno w menu, garażu, jak i podczas samej rozgrywki. Powiecie, że łatwiej i przyjemniej gra się przy użyciu myszki i pewnie będziecie mieć rację – ale skoro wszyscy na danej platformie grają na takim samym kontrolerze, szanse są wyrównane i o żadnym zaburzeniu balansu rozgrywki nie może być mowy.

Złośliwi pewnie powiedzą, że Wargaming poszedł na łatwiznę, skorzystał z podobieństw architektury PC i konsol obecnej generacji, portując po prostu WoT na nowe platformy – licząc przy okazji na nowe źródło dochodu. Niestety dla nich ten argument jest inwalidą, ewidentnie widać i czuć, że ekipa doskonale wiedziała za jaki sprzęt się bierze, przez co od pierwszych minut czuć, że to gra tworzona na konsole. I przyjazna nowym graczom, dzięki samouczkowi i pierwszym starciom z konsolowymi przeciwnikami, podczas których poznajemy (lub przypominamy sobie) zasady rozgrywki. A te są proste, przez co próg wejścia jest bardzo niski – oczywiście aby grać efektywnie, trzeba zaznajomić się ze strategią, mapami i wykorzystaniem ulepszeń naszych pojazdów oraz załogi. Tu przyczepię się tylko do płynności działania okien w garażu, mając nadzieję, że ktoś to poprawi. Potrafią czasem nieprzyjemnie przyciąć – a, że będziecie tam lądować często, bywa to irytujące. Świetnie sprawdza się natomiast minigra, w której widzimy nasz czołg z góry, a naszym zadaniem jest likwidowanie grup wrogich maszyn, z każdym kolejnym etapem coraz większych i trudniejszych – miła odskocznia od klasycznego rodzaju starć.

Jeśli jednak uważacie, że konsolowe czołgi to pięć maszyn na krzyż, będziecie w błędzie. Podobnie jak na PC, oddano w nasze ręce kilkaset czołgów ze stajni kilku narodowości, drzewka rozwoju pojazdów i możliwość ulepszania jeżdżącej z nami drużyny. Niezależnie od tego, czy będziecie inwestować prawdziwe pieniądze, czy zdecydujecie się na całkowicie darmową rozgrywkę, czeka na Was zbieranie srebra i doświadczenia oraz odblokowywanie kolejnych ulepszeń, dzięki którym z czasem będziecie stawać się coraz bardziej zabójczą maszyną wirtualnej destrukcji. A satysfakcja z udanego starcia jest ogromna, co motywuje do dalszej gry i wydaje się być głównym elementem, który przyciąga do czołgów miliony graczy. I tak, dałem się mu porwać również ja. Niezależnie od tego, czy wskakuję do gry codziennie, czy raz na jakiś czas, za każdym razem świetnie się bawię.

Jest ładniej niż na poprzedniej generacji konsol

Grałem dużo w World of Tanks na Xboksie 360 i widać było, że to konsola, która już od dawna nie jest w stanie konkurować oprawą z grami na PC. I choć grało się świetnie, konsolowe czołgi w porównaniu z wersją na komputery nie wyglądały zbyt dobrze. W przypadku odsłony na PlayStation 4 widać, że Wargaming nie poszedł na łatwiznę i starał się oddać w ręce graczy jak najładniejszy produkt. Jest to o tyle ciekawe, że przecież WoT jest produkcją darmową – widziałem na konsolach obecnej generacji przynajmniej kilka tytułów, które wizualnie nie dorastają World of Tanks do pięt. Jeśli akurat nie będziecie w ogniu walki, stańcie pooglądać nocne refleksy księżyca, podjedźcie do rzeki, zwróćcie uwagę na…owady, które czasem przelatują przy lufie. Oczywiście są rzeczy, które można byłoby zrobić lepiej – chociażby kamienie czy niektóre drzewa. Ale WoT to gra, która będzie regularnie wspierana aktualizacjami, więc również graficzne niedociągnięcia zapewne zostaną poprawione.

Werdykt

Czy polecam? Jak najbardziej. Czy to gra tylko dla fanów historii i czołgów? Nie – starcia są na tyle emocjonujące (choć nie zawsze dynamiczne), że umiłowanie do pojazdów na gąsiennicach nie jest wymagane. Poza tym nic nie stoi na przeszkodzie, by sprawdzić grę na własnej konsoli – do zabawy w World of Tanks na PlayStation 4 nie jest wymagany abonament PlayStation Plus. I i można się bawić komfortowo bez inwestowania prawdziwych pieniędzy w wewnętrznym sklepie. Lubiłem grać w wersję na X360, podobnie jak w tę dla tabletów – ale teraz całkowicie przesiadam się na konsolową odsłonę. Fajnie, że Wargaming zdecydował się wreszcie zaistnieć na konsoli Sony i właściciele PS4, podobnie jak posiadacze X1, mogą zasiąść za sterami czołgów. Teraz czekam na samoloty i okręty.