Google

Mieli zrobić ogólny komunikator, a dodali...czat do kalendarza. Google w pigułce

PW
Paweł Winiarski
29

Jak tak sobie patrzę komunikatory od Google to łapię się za głowę. Gigant, z superpopularną platformą usług, do tego obecny na większości smartfonów na świecie - i nie potrafi zrobić jednego porządnego komunikatora, tylko miota się cały czas z głupimi pomysłami. Oto kolejny.

Na początku września Kamil pisał o tym, że Google chce zrobić jeden wielki hub komunikacyjny. Póki co tylko dla firm, ale pomysł sam w sobie jest bardzo dobry. Szczególnie patrząc jak bardzo Google miotało się przez lata ze swoimi komunikatorami. Co jakiś czas je zmieniała, funkcjonowało kilka jednocześnie, nie mogli się też zdecydować na jedną konkretną platformę do spotkań wideo - przez co na przykład mój syn miał zajęcia zarówno na Hangoutsach, jak i Google Meet - a przecież nauka zdalna w Polsce nie trwała wcale tak długo. No i kiedy wszyscy liczyliśmy na to, że ten wielki hub komunikacyjny powstaje i będzie o nim zaraz głośno...

Google dodało czat do kalendarza

Tak, dobrze rozumiecie. Google dodaje czat do swojego Kalendarza. I co do zasady to nie jest głupie, bo pozwala rozmawiać między osobami mającymi na przykład spotkać się w wyznaczonym terminie i miejscu, natomiast jak ma to zunifikować system komunikacji i pomóc stworzyć jednolitą platformę? Nie mam zielonego pojęcia. Powstało po prostu kolejne miejsce do rozmów, w dodatku w usłudze, do której każdy raczej tylko zagląda by sprawdzić, co ma w planach. Wychodząc z takiego założenia, firma zaraz doda czaty do absolutnie każdej swojej usługi, najlepiej jeśli nie będą w żaden sposób zintegrowane. I zaczną się pojawiać pytania - to gdzie rozmawiamy. Na Zdjęciach, Dysku czy w Kalendarzu? Ah, przepraszam, zapomniałem o Mapach. Skoro można dodać czat wszędzie, to czemu nie do Map, może znajdzie się na świecie 100 osób, które będą chciały tam prowadzić konwersację. Niech firma zrobi jeszcze ograniczenie promieniem na przykład 1 kilometra i kiedy znajomi z Gmaila pojawią się niedaleko siebie, będą mogli rozmawiać na Mapach. No, ale złośliwości na bok - mechanizm działa tak, że kiedy konkretne osoby zostały dodane do spotkania w kalendarzu, będą mogły wejść do grupy i uczestniczyć w grupowej rozmowie - ustalić szczegóły, powiedzieć, że się spóźnia albo nie mogą trafić do budynku.

Z jednej strony rozumiem pomysł, bo faktycznie możliwość prowadzenia rozmowy między osobami mającymi ten sam wpis w Kalendarzu może okazać się wygodna - natomiast z perspektywy całego ekosystemu, wprowadza to tylko niepotrzebne zamieszanie. Co więcej, jeszcze bardziej oddala wizję jednego ogólnego huba komunikacyjnego dla platformy Google. Mam czasem wrażenie, że ta firma rozrosła się do tego stopnia, że poszczególne działy przestały się ze sobą komunikować. Jedni nad czymś pracują, inni pracują nad kolejnym podobnym projektem, a później ktoś uruchamia go szybciej. Jest jeszcze kolejny zespół, który sukcesywnie zabija te projekty i do tego jeszcze jeden zmieniający nazwy - aby czasem użytkownik za szybko się do nich nie przyzwyczaił. YouTube Music, Muzyka Play, Android Pay, Google Pay, sam już mówiąc szczerze nie bardzo wiem czego używam, a czego używałem. Nie żeby te nazwy miały jakieś kluczowe znaczenie, ale jakoś inne firmy potrafią się ich konsekwentnie trzymać, a Google robi ciągle odwrotnie.

No to teraz odliczamy czas do momentu, w którym firma wycofa się z czata w Kalendarzu, strzelam, że maksymalnie za rok.

źródło

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: