Felietony

Twórcy tylko mnie zniechęcają opowiadając jak długa jest ich gra, czy też tak macie?

Kamil Świtalski
42

Gra za krótka? Źle. Za długa? Jeszcze gorzej.

W dorosłości, która dla wielu jest krainą wiecznego niedoczasu, bardzo cenię sobie gry zwięzłe. Takie, które nie ciągną się długimi godzinami — są różnorodne, przemyślane i przykuwają mnie do telewizora bo są po prostu dobre. Dlatego bardzo zaskakuje mnie marketing twórców, którzy chwalą się jak długa jest ich gra. A może raczej powinienem napisać: jak długa może być ich gra.

Twórcy Dying Light 2 Stay Human informują, że wymaksowanie ich gry zajmie 500 godzin

500 godzin to... ponad 20 dób. Szmat czasu — to już działa na wyobraźnię. I mimo że w kolejnym wpisie czytam, że to czas na "wylizanie ścian" i wymaksowanie — prowadzący konto zaznaczają, że samo "przejście" też zapewni wiele godzin wspaniałej zabawy.

No i nie wiem jak na Was — ale na mnie taka zapowiedź zadziałała... odstraszająco. Planowałem w lutym zasiąść przed grą i po prostu dobrze się bawić. Przygody w pierwszym Dying Light wspominam świetnie — przejście gry zajęło mi kilkanaście godzin, na maksowanie czasu nie było. Według serwisu How Long To Beat średnio ukończenie jedynki to było około 18h, a jej wymaksowanie — około 57,5 godziny. I nawet kiedy weźmiemy nie średnie, a te najdłuższe wartości (przejście: 44 godziny, wymaksowanie: 93 godziny) — to z powyższej zapowiedzi wynika, że Dying Light 2 Stay Human będzie wielokrotnie dłuższą zabawą. I trudno mi sobie wyobrazić jakie cuda muszą tam wyczarować projektanci, bym dobrze się bawił przez nie wszystkie.

Szczerze? Dla mnie takie informacje... skreślają grę. A może nie tyle skreślają, co nadają jej najniższy priorytet — może kiedyś, w promocji, z ciekawości sprawdzę. Nie wykluczam że będzie na tyle dobra, że wsiąknę i nie odczuję tych kilkudziesięciu czy kilkuset godzin, ale taka forma reklamowania produktu w social mediach skutecznie mnie od niej odstraszyły.

Drodzy twórcy: zwięźle i dobrze proszę. Czas nie jest z gumy

Nie ukrywam, że coraz częściej nim sięgnę po którąś z gier z kupki wstydu, sprawdzam jak długa jest — i tutaj wyjątkiem są tytuły pod embargo, gdzie takich danych po prostu nie mam, więc muszę pójść na całość ;-). Sprawy nie ułatwia mi to, że lubię poznawać historie od początku do końca. Lubię kończyć gry, by móc je później odhaczyć na liście — tak samo jak książki, seriale, komiksy i spółkę. Wiadomo, że gry RPG trwają dłużej, niż typowe akcyjniaki, przygodówki czy platformówki — o arcade'ówkach nie wspominając. Te ostatnie jednak są specyficznym gatunkiem do którego się regularnie wraca, poprawia wyniki w tabelach, poprawia umiejętności. Z innymi - różnie bywa, rzecz gustu. Ale myślę, że są powody dla których gracze tak tłumnie NIE kończą gier. I patrząc na ślamazarność wielu z nich (bez wytykania palcami, bo nie o to chodzi) — wcale mnie to nie dziwi, że w połowie, kiedy te same motywy powtórzyły się już kilkukrotnie, a przygoda jest sztucznie przedłużana, mówią stop.

Swoją drogą — tych szumnych 500 godzin o których pisze Techland jest o tyle śmieszne, że w statystykach HLTB powyżej 500 godzin odnotowują... głównie wszelkiej maści idlery / clickery, które charakteryzuje zupełnie inne podejście do tematu. Na liście załapał się nawet Wiedźmin 3 w edycji kompletnej, w przy której najdłuższy zanotowany wynik w rubryczce "Completionist" wynosi 338 godziny i 47 minuty. Dlatego naprawdę trudno mi uwierzyć w to, by nawet najwięksi miłośnicy spędzili tam w pojedynkę 500 godzin.

Nauczyłem się nie przeliczać złotówek na "grogodziny" już dawno temu. To że Tetrisa mogę "przejść" w około 3 godziny nijak ma się do tego, że wpakowałem w niego już dziesiątki, o ile nie setki, godzin. Jedna przygoda w Journey od thatgamecompany zajmuje półtorej, no góra dwie, godziny — ale przeżyłem ją wielokrotnie. Dlaczego? Bo za każdym razem było inaczej — taka już specyfika tej przygody. Żebyśmy się jednak zrozumieli: nie uważam, żeby oferowanie typowej jednorazówki na cztery godziny za ponad 300 złotych było dobrą praktyką — sam w takich przypadkach bym po prostu czekał na przecenę. Ale jak pokazał rynek wielokrotnie (ostatnio tak dotkliwie chyba przy Ratchetcie i Clanku, gdzie złożyło się wiele czynników) — krótkie i drogie tytuły potrafią szybko stanieć, bo splatynowane / wycalakowane gry są zbędne tym, którzy nie bawią się w kolekcjonerstwo.

Chodzi mi raczej o zachowanie umiaru i pamiętanie, że liczy się przede wszystkim jakość, nie ilość.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: