1

Klasyka horroru powraca dzięki „Creepshow”. Nowy serial przywołuje najlepsze wspomnienia

Czy komediowy horror z 1982 roku może być bazą pod nowoczesną serię w podobnym stylu? Jak najbardziej. Prawie na poważnie, z humorem i ciekawymi rozwiązaniami - "Creepshow" w 2020 roku to nie lada gratka z tego gatunku.

Ostatnie lata to okres sięgania po wiele tytułów, schematów i szablonów z poprzednich dekad. Niektóre powroty były po prostu nową inkarnacją starszej produkcji, przy innych zastosowano zupełnie inne podejście. Efekty też były różne – część z odgrzewanych kotletów spowodowała jęki zawodu i rozczarowanie, a inne świetnie wpasowały się w nasze oczekiwania i nastroje pobudzając wewnętrzną nostalgię i sentyment. Biorąc pod uwagę te, które udało mi się zobaczyć (filmy i seriale) powiedziałbym, że balans układa się po równo, ale „Creepshow” można wpisać do grupy tych udanych powrotów.

Polecamy: Nowy hit z amerykańskim Sherlockiem Holmesem. „Perry Mason” – recenzja

„Creepshow” to 12 odcinków i 12 różnych kiczowatych opowieści z gatunku horroru

Debiutująca dzisiaj na AMC seria jest antologią. Sezon liczy dwanaście odcinków i każdy z nich opowiada zupełnie inną historię. Co ciekawe, nie silono się tutaj na rozciąganie fabuły do tradycyjnej długości epizodów (40 minut), lecz postawiono na format nieco krótszy: 20-30 minutowy. W efekcie każdy z odcinków mija dość szybko, bez zbędnego rozwodzenia się nad tematem. Niezależnie od tego, czy odcinek będzie dotyczyć nawiedzonego… domu dla lalek, zamkniętego w walizce mężczyzny, wilkołaków, czy efekty medycznych cudów, ani przez chwilę nie ma się wątpliwości, że serial powstawał z konkretnym zamysłem. Twórcy chcieli nas jednocześnie nieco nastraszyć, ale i rozbawić. Humor jest lekki, scenografie i charakteryzacje budzą uśmiech (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), a przedstawiane historie to po prostu kawał fajnej rozrywki.

Zobacz też: Seriale zagrożone anulowaniem na Netflix. W tym nasze ulubione tytuły

Jasne jest, że nie każdy będzie odbiorcą tego rodzaju produkcji. „Creepshow”, podobnie jak filmowy oryginał z lat 80., bazuje na specyficznym humorze, więc niektórzy z widzów mogą na wydarzenia na ekranie patrzeć z politowaniem. Żadną tajemnicą nie jest, że nie należy ich traktować zbyt poważnie. Delikatne przymrużenie oka jednak wystarczy, by te krótkie odcinki mogły być dawką sporej frajdy. Czasami gołym okiem widać, że budżet na efekty specjalne nie był nieograniczony, aczkolwiek może to być mylące, ponieważ nie do końca wiadomo, czy taki był zamiar twórców, czy mogło zabraknąć funduszy na realizację wizji reżysera. Bardziej prawdopodobne jest to pierwsze, ale kto wie…

„Creepshow” jak „Strefa mroku” i „Niesamowite historie”

Takie produkcje powstają dziś dla konkretnej grupy widzów

W ostatnich miesiącach debiutowały także inne klasyczne tytuły – „Strefa mroku” i „Niesamowite historie„. Te pierwsze powracają nawet z nowymi odcinkami już niedługo za sprawą stacji CBS. Choć pierwszy sezon nie był przyjęty nazbyt entuzjastycznie, tak ja nie podchodzę do nowych odcinków aż tak krytycznie. Rzeczywiście nie wywołują takiego efektu, jak poprzednie edycje serialu, ale czy w ogóle jest dziś zszokowanie widza w podobny sposób jak kiedyś? O to rozbija cały projekt, bo oczekując czegoś w stylu produkcji sprzed lat, nie powinniśmy chyba mieć nadziei, że będzie na widzów oddziaływać równie mocno, w ten sam sposób? Uważam, że „Creepshow”, podobnie jak wspomniane wcześniej dwa tytuły, nie powstają dziś dla masowego odbiorcy, lecz dla grupy widzów, którzy lubują się w tego rodzaju cringe’u (coś pozytywnie żenującego) i takie zakręcone historie ich po prostu kręcą.