5

ContactMonkey zamiast długich sygnaturek pod mailami? Dodawanie kontaktów jest wreszcie przyjemne!

Dodawanie nowych kontaktów do książek adresowych Gmaila czy każdej innej aplikacji pocztowej to dla mnie zawsze udręka. Z jednej strony chcę mieć wypełnione możliwie najwięcej pól, by ewentualny kontakt z daną osobą w przyszłości był ułatwiony, a z drugiej babranie się w tym pochłania wiele cennego czasu. Rozwiązaniem tego problemu ma być ContactMonkey – jeden […]

Dodawanie nowych kontaktów do książek adresowych Gmaila czy każdej innej aplikacji pocztowej to dla mnie zawsze udręka. Z jednej strony chcę mieć wypełnione możliwie najwięcej pól, by ewentualny kontakt z daną osobą w przyszłości był ułatwiony, a z drugiej babranie się w tym pochłania wiele cennego czasu. Rozwiązaniem tego problemu ma być ContactMonkey – jeden link w sygnaturce pozwala zaoszczędzić naszemu odbiorcy cenne minuty i nie tylko.

ContactMonkey jest czymś w rodzaju kreatora internetowych wizytówek. Z początku zatem nie widać większej różnicy między innymi tego typu usługami. Zakładamy zatem konto (indywidualni użytkownicy są zwolnieni z jakichkolwiek opłat, firmy zapłacą 3 dolary miesięcznie za osobę) i wypełniamy poszczególne pola.

Wybór jest duży. Zaczynamy od wstawienia fotografii, potem standardowo – imię, nazwisko, stanowisko, numery telefonów, adres korespondencyjny, komunikatory, sieci społecznościowe itp. W każdym przypadku możemy dodawać nieograniczoną liczbę pozycji i je układać w odpowiedniej kolejności. Działa to prosto i intuicyjnie.

Prawa kolumna generatora naszej wizytówki to już aspekty bardziej techniczne. Znajdziemy tutaj link, który będziemy mogli podawać internautom oraz gotowy kod do skopiowania do sygnaturki maila. Niżej wygenerujemy sobie kod QR, co jest rewelacyjnym pomysłem i rozwiązaniem, które możemy umieścić np. na tradycyjnych papierowych wizytówkach.

Wraz z kontem na ContactMonkey otrzymujemy też dostęp do statystyk. Zliczają one liczbę odwiedzających nasz profil każdego dnia, a nawet wyświetlają informacje o każdym z nich (numer IP, lokalizacja).

Nasza wizytówka wygląda bardzo estetycznie. Co prawda nie da się uniknąć wszechobecnego loga ContactMonkey i dodatkowych linków serwisu, ale to dość oczywiste, zważywszy, że dostajemy to wszystko za darmo (w wersji płatnej wizytówka wygląda jak odrębna strona www, możemy nawet podpiąć pod nią własną domenę lub wygenerować widżet do umieszczeni na własny blogu lub w serwisie). Po prawej stronie twórcy umieścili przyciski, za pomocą których wizytówka może zostać dodana do książki adresowej w wybranej usłudze. Jest tego od groma – począwszy od klientów pocztowych na OS X, poprzez Windowsa i webowe skrzynki, a na smartfonach skończywszy. Dodanie kontaktu do listy to zatem kwestia kilku kliknięć – żadnego kopiowania poszczególnych informacji, co dobitnie pokazuje wideo promujące serwis.


Twórcy zadbali też o szereg opcji umożliwiających konfigurację konta. Dzięki temu określimy, czy nasza wizytówka będzie widoczna dla wyszukiwarek internetowych, czy tylko dla osób z linkiem (lub znających odpowiedni kod). Serwis może też informować mailowo za każdym razem, gdy ktoś pobierze nasze dane do swojej książki adresowej lub po prostu kliknie w sygnaturkę pod mailem (jest też opcja otrzymywania regularnych raportów z danymi co dwa tygodnie).

Ogólnie rzecz biorąc jeśli chodzi o internetowe wizytówki, to chyba właśnie trafiłem na swojego faworyta. Do tej pory nieszczególnie interesował mnie te typ serwisów ze względu na brak większego praktycznego zastosowania. Ale w przypadku ContactMonkey mogę zaoszczędzić trochę czasu i ułatwić to osobie, która będzie potrzebowała umieścić mnie w gronie swoich kontaktów. Tymczasem sam serwis będzie się najprawdopodobniej bardzo dynamicznie rozwijał, bo właśnie otrzymał dofinansowanie w postaci 800 tys. dolarów, co ma przeznaczyć na rozszerzenie zasięgu i umocnienie swojej pozycji w za oceanem (póki co).