21

Co zmieni przycisk subskrybcji na Facebooku? Czy Google+ ma jeszcze coś do zaoferowania?

Jeżeli ktokolwiek ma jeszcze wątpliwości co do tego, że Facebook kopiuje funkcje z Google+, to ostatnia „nowość” powinna go ich zupełnie pozbawić. Jak już się dowiedzieliśmy, wkrótce obok przycisku „Dodaj do znajomych” w profilach użytkowników pojawi się drugi, zatytułowany „Subskrybuj”. Jak może to wpłynąć na rywalizację z Google+? Jak będzie działał nowy przycisk? Oczywiście umożliwi […]

Jeżeli ktokolwiek ma jeszcze wątpliwości co do tego, że Facebook kopiuje funkcje z Google+, to ostatnia „nowość” powinna go ich zupełnie pozbawić. Jak już się dowiedzieliśmy, wkrótce obok przycisku „Dodaj do znajomych” w profilach użytkowników pojawi się drugi, zatytułowany „Subskrybuj”. Jak może to wpłynąć na rywalizację z Google+?

Jak będzie działał nowy przycisk? Oczywiście umożliwi nam śledzenie aktywności wybranej osoby. Przy czym obserwowany użytkownik zostanie o tym powiadomiony, ale nie zobaczy żadnych naszych postów, dopóki sam nie zacznie nas „subskrybować”. Ciekawym rozwiązaniem jest możliwość wyboru treści, które chcemy oglądać. Facebook daje nam tutaj trzy opcje: cała aktywność, większość oraz tylko najważniejsze wpisy. Przy czym w przypadku wyboru ostatniej opcji zostaniemy powiadomieni tylko o istotnych zmianach w profilu – jak zmiana pracy, miejsca zamieszkania itp. Mało tego, Zuckerberg poszedł jeszcze dalej i pozwolił nam nawet wybrać jakie rodzaje wpisów obserwowanej osoby będą wyświetlane w naszym strumieniu. I tak oto możemy wybierać spośród: zdjęć i filmów, informacji z gier, aktualizacji statusu czy udziałach w różnego rodzaju spotkaniach. Słowem – przycisk subskrypcji pozwala nam na daleko idącą personalizację.

To już kolejne dublowanie funkcji w wykonaniu Zuckerberga. Kilka dni wcześniej oficjalnie zapowiedziano zmiany w listach znajomych (automatyczne grupowanie, o którym informował Grzegorz). W przeciągu najbliższego tygodnia zobaczą je u siebie użytkownicy wszystkich wersji językowych serwisu. Jak ten model będzie wyglądał? Oczywiście równie atrakcyjnie, jak w przypadku Google+. Nowi znajomi będą „segregowani” ze względu na miejsce zamieszkania, stosunki rodzinne, pracę i szkołę. Sam uzytkownik będzie mógł oczywiście wprowadzać zmiany w powstałych w ten sposób grupach (np. w razie, gdy zautomatyzowany moduł się pomyli), a także w bardzo prosty sposób tworzyć nowe. Prawdziwa „rewolucja” zacznie się jednak podczas udostępniania treści. Będzie bowiem możliwość wybierania kręgó… ekhm… grup, które mają zobaczyć dany wpis. Ponadto oczywiście pojawią się również filtrowane strumienie aktywności, gdzie wyświetlone zostaną tylko posty osób z konkretnej listy. Krótko mówiąc – kręgi, tyle że nazwane w bardziej oczywisty sposób.

Wygląda na to, że gdy Google zdecyduje się zrezygnować z rejestracji na zaproszenia w Google+, nie będzie miało do zaoferowania żadnych nowości (chyba, że programiści z Mountain View wpadną jeszcze na jakieś genialne i innowacyjne pomysły do tego czasu, co akurat jest dość prawdopodobne). Każdy geek wie, że Facebook zrzyna od Google’a wszystkie nowe funkcje, dopracowując je tak, by oferowały ciut więcej możliwości. Ale czy pani Jadzia, która przez ostatnie 2 lata korzystała tylko z Nk.pl, a na Facebooku konto założyły jej dzieci, również zdaje sobie z tego sprawę? Jeżeli konkurencja nie ma do zaoferowania niczego nowego, ani atrakcyjnego, to jaki jest sens na nią zwracać uwagę?

Fakt, poziom dyskusji i ogólny charakter treści, które każdego dnia widzę w swoim strumieniu wiadomości na Google+ są nieporównywalne z tym co można zobaczyć, wchodząc na Facebooka. I określenie „śmietnik” w przypadku tego ostatniego wcale nie jest na wyrost. Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że każdy kto dotychczas chwalił serwis Google za wspomniane dwa elementy, na ogół miał w swoich kręgach śmietankę (tudzież po prostu pasjonatów) branży IT. Czy, jeśli wspomniana pani Jadzia interesuje się akwarystyką, również może liczyć na takie fajne dyskusje i multum interesujących materiałów wygrzebanych z różnych zakątków sieci (zakładając, że zna angielski)?

Ale dość dygresji. Zuckerberg zdaje sobie sprawę z tego, że jego serwis ma znacznie większą siłę przebicia i dla wielu osób to właśnie Facebook, a nie Google+, będzie prekusorem wielu interesujących, a pod niektórymi względami wręcz rewolucjonizujących podejście do mediów społecznościowych, funkcji. Czy Google zdawał sobie z tego sprawę wydając „Plusa”? Jeśli tak, to pozostaje nam czekać na odpowiedź, w przeciwnym wypadku możemy tylko sobie wyobrażać burzę mózgów, która właśnie trwa w Mountain View.

Tymczasem nowe funkcje przyjmą się z czasem na Facebooku (bo niby czemu miałoby być inaczej?). Użytkownicy, którzy dostaną możliwość śledzenia swoich „sąsiadów”, chętnie z niej skorzystają. Ci zaś, aby nie być inwigilowanymi, bedą musieli uważać na ustawienia prywatności postów. Może nie sprawi to, że Facebook przeżyje drugą młodość, ale zmieni przyzwyczajenia części użytkowników, zwłaszcza, jeśli Zuckerberg nie pozostawi im wyboru, automatycznie grupując wszystkich znajomych i wpychając do profilu przycisk subskrypcji. Choć niewątpliwie będą to trudne zmiany, zważywszy na to, że mainstream nie lubi rewolucji (chyba, że sam jest jej twórcą), a jeśli nawet jest ona na „Plus” (nieprzypadkowy cudzysłów), to często ich nie rozumie. I tutaj teraz zaczyna się nowe, trudniejsze zadanie dla Facebooka – w jak najbardziej przystępny sposób zaprezentować nowości i skłonić internautów do korzystania z nich. Czy sprosta temu wyzwaniu? Przekonamy się pewnie w najbliższych dniach.