28

Włączyłem Civilization VI: Gathering Storm dosłownie „na chwilę”. Skończyłem 6 godzin później

Był niedzielny wieczór. Pomyślałem, że włączę na chwilę Civilization VI, żeby zrobić zrzuty ekranu z "tego nowego dodatku". Od komputera odszedłem o godzinie 4:00 - właśnie wchodziłem w epokę współczesności, kierując Szwecją przepchnąłem na kongresie światowym kilka korzystnych rezolucji i musiałem zmagać się z erupcją wulkanu w okolicy jednego z moich kluczowych miast. Tak, ciągle mówię o TEJ Cywilizacji.

Dodatek Gathering Storm zbliża się wielkimi krokami. Tak się składa, że od kilku dni mam możliwość zapoznać się z nim bliżej (co jak widać uskuteczniam – nie do końca mimowolnie). To już drugie duże rozszerzenie do Civilization VI, które ma wnieść do rozgrywki sporo odświeżających elementów.

Te dostrzeżemy już na ekranie wyboru cywilizacji, bo pojawiły się nowe nacje (aż osiem!) oraz liderzy. Tych ostatnich jest dziewięcioro, z czego szczególnie interesująca jest Eleonora Akwitańska, która może pokierować zarówno Anglią jak i Francją.

Mój wybór padł jednak na Szwecję i królową Krystynę. Szwecja ma unikatowe ulepszenie terenu – skansen – dające bonusy do kultury oraz turystyki oraz jednostkę Karolan. Co więcej w dzielnicy rządowej możemy postawić królewską bibliotekę, dającą dużo miejsc na wielkie dzieła. Unikatową zdolnością Szwecji jest natomiast Nagroda Nobla – wiążą się z tym pewne bonusy, a także specjalne decyzje dostępne na kongresie światowym, o którym za chwilę. Jak widać, jest tego trochę i gracz może to w efektywny sposób wykorzystać, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.

Nowe kraje to jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej. Chyba każdy fan cywilizacji czeka przede wszystkim na coś innego – nowości w samej rozgrywce. Tutaj motywem przewodnim są siły natury, z którymi nasza cywilizacja również będzie musiała się zmierzyć na swej drodze do potęgi. I trzeba przyznać, że nie są to puste słowa.

Na ogół nasze miasta budujemy w okolicach rzek, by miały dostęp do wody pitnej, prawda? No to wyobraźcie sobie teraz, że taka rzeka może wylać, co skutkuje zniszczeniami okolicznej infrastruktury (w tym budynków w mieście oraz jego dzielnicach), a nawet utratą obywateli. Inny przykład – wulkany. Początkowo nieaktywne w miarę upływu rozgrywki mogą mocno uprzykrzyć nam życie niespodziewaną erupcją (lub wręcz przeciwnie – aktywne „zasną”). Jest jednak też druga strona medalu, bo zarówno wulkany jak i powodzie użyźniają okoliczne gleby. Ryzyko może zatem czasem się opłacić.

Ponadto w Gathering Storm doświadczymy burzy śnieżnych, tornad, a nawet suszy. Wszystko to w miarę rozwoju świata będzie się prawdopodobnie nasilać – zależnie od emisji CO2. A ta jest nieunikniona, bo twórcy wprowadzili do gry zapotrzebowanie na energię, więc będziemy siłą rzeczy budowali elektronie na węgiel i ropę. To przełoży się na zmiany klimatu i globalne ocieplenie. Czapy lodowcowe zaczną topnieć, a poziom morza się podnosić i nagle nasza przybrzeżna metropolia ze stocznią może zniknąć z powierzchni świata – zostanie zalana.

Oczywiście wraz z rozwojem technologii będziemy zdobywać narzędzia do walki z tymi przeciwnościami losu. Wybrzeże będziemy mogli zabezpieczyć falochronami, na rzekach zbudować tamy, a do zasilania naszych miast użyć źródeł energii odnawialnej… lub atomu. A to ciągle nie koniec, bo rozwój technologiczny pozwoli nam też tworzyć tunele prowadzące przez górskie pasma, a nawet modyfikować krajobraz.

Gathering Storm na szczęście na tym się nie kończy. Mechanika rozgrywki została udoskonalona również na innych polach. Surowce strategiczne, jak żelazo, miedź, węgiel, ropa itd. są magazynowane, a następnie zużywane co turę przez jednostki na nich bazujące (i nie tylko, bo węgiel zużywają też m.in. wspomniane elektronie). Jeżeli zapasy się skończą – nasze wojska będą mniej skuteczne. To mocno urealnia sposób wykorzystywania tych środków – wcześniej wystarczyło mieć dostęp do jednych złóż i to wystarczało na całą rozgrywkę. Tutaj będzie trzeba kombinować.

Nowością w grze jest też Kongres Światowy, którego obrady będą owocowały specjalnymi zasadami w grze. Jednym razem zablokowany zostanie zakup jednostek przy użyciu wybranego surowca, innym jakiś surowiec luksusowy straci na znaczeniu, a jeszcze innym… sami zobaczycie. W każdym razie podczas każdego posiedzenia dysponujemy określoną liczbą głosów zależną od naszych dyplomatycznych względów – jeśli będziemy mieli ich dostatecznie dużo, możemy narzucić innym uczestnikom swoją wolę.

I tu docieramy do dwóch kolejnych elementów, które po części rozwiązują jeden z najbardziej niedopracowanych elementów w całej historii serii – dyplomację. Twórcy wprowadzili dwa wskaźniki. Pierwszy to względy dyplomatyczne, które pełnią rolę swego rodzaju dodatkowe surowca (zarabiamy je nie tylko wskutek pozytywnych działań dyplomatycznych, ale możemy też wymieniać na drodze handlu). Drugim są natomiast urazy i te będziemy otrzymywać za negatywne działania (w tym względem nas). To pozwoli np. bez konsekwencji wypowiadać wojnę (wcześniej mogliśmy zostać skrytykowani przez resztę państw, a nawet stać się celem zawiązanej przeciw nam koalicji). Póki co wygląda to ciekawie, ale nie powiedziałbym, że jakoś radykalnie wywraca dyplomację do góry nogami. Ot pewne usprawnienie.

W Gathering Storm dotrzemy w końcu do XXI wieku, a to oznacza szereg nowych technologii, budynów oraz jednostek. Dodano też nowe cuda świata. Tradycyjnie dodatek też opatrzono nowymi scenariuszami, których jeszcze nie miałem okazji sprawdzić.

Civilization VI dzięki Gathering Storm nabiera zdecydowanie nowego uroku. Nowości nie wywracają gry do góry nogami – właściwie w większości stanowią rozszerzenie tych mniej złożonych elementów rozgrywki. W rezultacie Civilization VI z dwoma dodatkami w końcu stała się strategią rozbudowaną na miarę tych najbardziej hardkorowych fanów serii. Mnie to niesamowicie cieszy.

Szkoda tylko, że cena dodatku (169 zł) będzie przerażająca i zdecydowanie niewspółmierna skali nowości. Za takie pieniądze kupuje się nowe, fantastyczne gry, a nie DLC do strategii. Inna sprawa, że podstawową wersję gry z okazji dodatku dość mocno przeceniono, więc może jest w tym jakaś (pokrętna) logika. Premierę zaplanowano na 14 lutego. Jeżeli zatem macie już jakieś plany na ten dzień, lepiej nie włączajcie Civilization… ;)