6

Przez ten świetny dokument całkowicie zmieniłem swoją opinię o cheerleaderach. Cheer na Netflix

Bez wielkich reklam, bez polecania przez znajomych. Na dokument Cheer trafiłem na Netflix zupełnie przypadkiem i bardzo się z tego cieszę, bo totalnie zmienił moje podejście do tego sportu. Tak, ci wszyscy młodzi ludzie podskakujący przed publicznością w swoich kolorowych strojach to prawdziwi sportowcy z krwi i kości.

Według Wikipedii i innych tego typu sieciowych skarbnic wiedzy cheerleading to zorganizowane układy składające się z elementów gimnastyki, tańca i akrobacji wykonywane w celu kibicowania zespołom sportowym podczas meczów. I jeśli sięgnąć gdzieś w tył głowy, pewnie każdy będzie miał przed oczami ten sam obraz znany z amerykańskich filmów i seriali. Najładniejsze dziewczyny z tak zwanego „high-school” w kusych spódniczkach wywijają wysportowanymi ciałami ku uciesze gawiedzi. Szefowa całego teamu idzie na swój Prom z kapitanem szkolnej drużyny, gdzie zostają wybrani królem i królową balu. Cała szkoła ich kocha i marzy o tym by być na ich miejscu. Co więcej, obojgu wszystko przychodzi banalnie łatwo, bo mają talent i dużo szczęścia. Cheer nie jest o takich ludziach…

Z pozoru nudny i banalny temat pokazano zupełnie inaczej

Cheer to dokument o cheerleadingu, a w zasadzie jednej topowej drużynie z Navarro College. Dwuletnia szkoła na teksańskim wygwizdowie od lat miażdży konkurencję na krajowych zawodach cheerleaderów w Daytona. Na Netflix przyjdzie nam poznać historię aktualnego składu grupy i przejść przez cały proces przygotowań do najważniejszego konkursu roku. A to wszystko w sześciu bardzo dobrze i ciekawie zrealizowanych odcinkach.

Zobacz też: Najlepsze dokumenty Netflix

Pierwsze, co najbardziej spodobało mi się w Cheer to odarcie tematu z cukierkowej otoczki tworzonej przez lata w amerykańskim kinie. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie wybrano pierwszej lepszej grupy, a topową ekipę USA, która wyczynia na macie niestworzone rzeczy, tworząc choreografię na pierwszy rzut oka niemożliwą do wykonania. Wszystko to okupione jest jednak godzinami morderczego treningu, gdzie poszczególne sekwencje wałkowane są w nieskończoność mimo zmęczenia, krwi, bólu i połamanych żeber. A to wszystko dla tej jednej chwili chwały, bo dokument jasno daje do zrozumienia, że dla tych młodych ludzi nie ma przyszłości w zawodzie. Nawet sportowcy z wcześniejszych roczników, którzy chętnie odwiedzają młodszą ekipę, zostają w dorosłym życiu zawodowym kimś zupełnie innym.

CHEER

Z jednej strony czułem więc brak zrozumienia dla tych morderczych treningów, z drugiej podziwiałem, że w bohaterach jest tyle siły i samozaparcia by osiągnąć ten niezwykle trudny cel. Jest też Monica, utalentowana, wielokrotnie nagradzana trenerka drużyny z Navarro. Do widza szybko dociera, że jest niezwykle wymagająca, ale jednocześnie staje się najważniejszą ostoją w życiu młodych sportowców. I byłem w stanie uwierzyć, że robi to wszystko dla nich, a nie dla swojego sukcesu. Co zabawne i ciekawe, trenerką została mimo posiadania bardzo dobrego wykształcenia kompletnie niezwiązanego z cheerleadingiem. Tu też czuć pasję wyniesioną z jej szkolnych czasów i umiejętność przeniesienia doświadczenia ze studiów ekonomicznych na grunt trenerski. Stworzyła w ten sposób prężnie działającą machinę ukierunkowaną na wygrywanie, a przy okazji prawdziwy dom dla całej drużyny. Miejsce, gdzie wszyscy jej członkowie znaleźli sens swojego życia – mocna rzecz.

Sportowcy, którzy stali się gwiazdami

Sposób, w jaki Cheer pokazuje członków drużyny z Navarro nie pozwala przejść obok nich obojętnie. Wszyscy są na swój sposób silnymi osobowościami, często z trudną przeszłością. Jeśli nawet mieli to szczęście by posiadać dobrze funkcjonującą rodzinę, to dzieciństwo spędzone na morderczych treningach budziło mój podziw. A czasem i współczucie – szczególnie patrząc na dziewczynę, z której rodzice zrobili maszynkę do zarabiania pieniędzy kontrolując każdy jej ruch w serwisach społecznościowych i próbując wykorzystać wszystkie okazje do zarobienia pieniędzy. Ojciec siedzący za wielkim biurkiem w domowym biurze, przeglądający kolejne faktury i decydujący o tym gdzie ma wystąpić młoda, styrana fizycznie nastolatka nie pozostawia wątpliwości. Ten sukces zostawi na jej psychice ogromną szramę.

Cheer to opowieść o niebezpiecznym sporcie, gdzie jeden upadek może skończyć się wózkiem inwalidzkim, a ambicja całkowicie przekreślić życie towarzyskie. Pewnie po części taki odbiór wynika ze sposobu opowiadania historii, gdzie twórcy skupiają się głównie na treningach, jednak patrząc jak dużo czasu bohaterowie spędzają na sali gimnastycznej, raczej wątpię by mieli czas na coś więcej niż przyspieszony tok nauczania i regenerację podczas snu.

Zobacz też: Najlepsze seriale Netflix 2019

W dokumencie jest kilka momentów, w którym za dynamikę i historię całkowicie odpowiada montaż i za to ogromny plus. Mając tyle materiału źródłowego na pewno nie było łatwo ułożyć go w ciekawą historię – szczególnie, że niektóre wypowiedzi wiały nudą. Wieją? Więc bach, w odpowiednim momencie wplatamy coś bardziej dynamicznego i patrzymy jak przemęczona dziewczyna uderza o matę, a potem jest wynoszona z sali. I to wszystko kilka dni przed zawodami, do których przygotowuje się grupa. Czy uda się ją zastąpić? Czy dalszy trening arcytrudnego układu ma sens? Finałowy występ oglądałem z przyspieszonym tętnem trzymając mocno kciuki, bo przez 5 poprzednich odcinków zżyłem się z bohaterami i gdybym był na miejscu, pewnie zdarłbym gardło i wymachiwał transparentem z nazwą ich szkoły. Ale co ważniejsze – traktuję ich na równi z innymi sportowcami, o co jeszcze kilka dni temu na pewno bym siebie nie posądził. Więc jeśli taki miał być cel Cheer, to udało się go osiągnąć w 100%. Jest i pstryczek w nos do firmy, która całkowicie kontroluje ten sport, co przy okazji nadaje ostatniemu odcinkowi dodatkowego smaczku.

Nie jestem jakąś dokumentalną bestią i nie oglądam wszystkiego jak leci – ba, od wielu dokumentów zwyczajnie się odbijam nie widząc ciekawego sposobu opowiadania historii. Często bohaterowie są okropnie nudni, a typowo “dokumentalne” rozmowy maksymalnie sztywne. Niby dostaję informacje, ale sposób ich podania sprawia, że nie mam ochoty przeznaczać swojego czasu na ten proces. Z Cheer było zupełnie inaczej – wkręciłem się do tego stopnia, że nawet zajrzałem na Instagrama zobaczyć, co nowego u bohaterów materiału Netfliksa. Nie da się tu ocenić gry aktorskiej, bo występują sportowcy, którzy przed kamerą przeżywają swoje wewnętrzne kryzysy i nie zawsze są w stanie znieść presję zbliżających się zawodów. Mocna rzecz, która totalnie weryfikuje filmową i serialową “prawdę” o cheerleaderach. Moim zdaniem warto się z tym dokumentem zapoznać, mnie wciągnął. Czekam na drugi sezon – ciekawe jak szybko powstanie drugi sezon i czy znów będzie się skupiał wokół Navarro College, czy może jednak twórcy będą chcieli pokazać jakaś inną topową amerykańską drużynę.