Technologie

[CES 2015] To pudełko bezprzewodowo naładuje wszystkie gadżety w promieniu kilku metrów

TP
Tomasz Popielarczyk
20

Bezprzewodowe ładowanie to aktualnie proteza. W rzeczywistości technologia ta powinna wyglądać zupełnie inaczej. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie położenie smartfona czy tabletu na specjalnej płytce nie różni się jakoś szczególnie podłączeniem kabelka - zarówno w jednym jak i drugim przypadku sprz...

Bezprzewodowe ładowanie to aktualnie proteza. W rzeczywistości technologia ta powinna wyglądać zupełnie inaczej. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie położenie smartfona czy tabletu na specjalnej płytce nie różni się jakoś szczególnie podłączeniem kabelka - zarówno w jednym jak i drugim przypadku sprzęt musi leżeć nieruchomo w jednym miejscu. Kabelek jest nawet lepszy, bo wówczas można przynajmniej korzystać z urządzenia. Na szczęście dzięki WattUp niebawem ładowanie bezprzewodowe może wyglądać zupełnie inaczej.

Podczas targów CES swój pomysł na "prawdziwe" bezprzewodowe ładowanie urządzeń mobilnych zaprezentowała firma Energous. Gadżet o nazwie WattUp ma postać niewielkiej czarnej kostki. W rzeczywistości to jednak transmiter, który ładuje do nawet 12 sprzętów w promieniu ok. 4,5 metra.

Technologia nie jest doskonała. Im więcej urządzeń w pobliżu, tym ładowanie odbywa się wolniej. W skrajnej sytuacji może dojść nawet do tego, że transmiter będzie raczej podtrzymywał stały stan baterii niż go podnosił. Czy ktoś jednak posiada w domu aż 12 modeli smartfonów, tabletów czy wearables? Nie sądzę. Efektywność ładowania zmniejsza się wraz z oddalaniem od WattUp - najlepsze efekty uzyskamy kładąc sprzęt tuż obok, ale to akurat dość oczywiste.

Problemem jest tutaj niestety wsparcie dla urządzeń, bo WattUp nie jest jakimkolwiek standardem. Z tego powodu niezbędne będzie użycie specjalnej baterii. Posiadacze gadżetów z niewymiennymi akumulatorami mogą mieć problem i w ich przypadku pewnie nie będzie to wyglądało tak dobrze. Pozostali pod koniec bieżącego roku mają znaleźć na półkach sklepowych wyposażone w technologię WattUp ogniwa. Ich koszt w porównaniu ze standardowymi podzespołami ma nie być wcale większy. Cały trik polega na tym, że pojemność takiego akumulatora będzie nieco mniejsza, a uzyskaną w ten sposób przestrzeń wykorzysta się na wbudowanie modułu bezprzewodowego ładowania.

Samo urządzenie do wysyłania sygnału wyceniono na ok. 300 dolarów. Prezentowany na CES prototyp był stosunkowo duży i przypominał rozmiarami grubego laptopa, ale twórcy obiecują, że do dnia premiery jego gabaryty zmniejszą się aż 6-krotnie. Sprzęt ma być dostępny w kilku wersjach różniących się kształtem, co pozwoli go wkomponować w przestrzeń domową.

Jak to działa w praktyce? Cały sekret polega na wykorzystaniu technologii Bluetooth Low-Energy, którą transmiter wykorzystuje do zlokalizowania urządzenia wymagającego naładowania. Na tej podstawie przesyłany jest sygnał. Szczegółów nie ujawniono, aby konkurencja nie wykorzystała tego do wcześniejszego wprowadzenia na rynek swoich rozwiązań (a już miewało to miejsce).

Nie jest to oczywiście jedyny pomysł na bezprzewodowe ładowanie, bo nad podobną technologią już od dłuższego czasu pracuje Intel. W tym wypadku ma ona znaleźć zastosowanie nie tylko na rynku mobilnym, ale również w segmencie komputerów przenośnych, co z pewnością odgrywa niebagatelne znaczenie. W przypadku niebieskiego koncernu potencjał jest o wiele większy, ale póki co trudno mówić jeszcze o jakichkolwiek konkretach. Tak czy inaczej, właśnie tak powinno wyglądać ładowanie bez kabli i trzymam kciuki, by ta wizja się ziściła - nie ważne w czyim wydaniu.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu