youtube na laptopie
94

Prawicowy publicysta wzywa premier Szydło do cenzurowania YouTube’a. Za wywoływanie ducha Lecha Kaczyńskiego…

Halo, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów? Proszę przyjechać na YouTube'a - mniej więcej w ten sposób można podsumować apel pewnego publicysty, który na swoją zgubę zapuścił się w odmęty amerykańskiego serwisu. Był tak przerażony i zdegustowany, że aż zaproponował cenzurę tego medium. I chociaż sprawa wygląda na chęć autopromocji albo żart, to media dały się wciągnąć w ten temat. Kto wie, może zacznie się poważna dyskusja dotycząca cenzurowania Internetu...

Cenzura – to słowo zawsze wywołuje spore emocje, w Polsce mogą być one szczególnie silne za sprawą zaborów, okupacji, komunizmu, gdy wolność wypowiedzi była mocno ograniczana. Kiedy kilka lat temu rząd PO został oskarżony o chęć cenzurowania Sieci (sprawa ACTA), na ulice polskich miast wyszły tłumy. Może dzisiaj byłoby podobnie? Nie zdziwię się, jeśli będzie nam dane się o tym przekonać. A nad tą kwestią zastanawiam się dzięki pewnemu publicyście, który postanowił napisać list.

Możliwe, że już słyszeliście o tej akcji, sporo mediów poświęciło jej uwagę. Niejaki Paweł Zastrzeżyński, człowiek określany mianem publicysty, dokumentalisty, dziennikarza, filmowca, producenta, wystosował list otwarty do premier Beaty szydło. Wyraża w nim zaniepokojenie tym, co dzieje się w Sieci, konkretnie w serwisie YouTube. Do tego momentu sprawa brzmi jeszcze poważnie, potem robi się dziwnie, może nawet zabawnie i sam nie wiem, czy autor listu pisał to serio czy też postanowił zadrwić ze wszystkich. Skąd to pytanie.

Oto mamy człowieka w sile wieku, który z Internetem musiał mieć wcześniej do czynienia, a który zachowuje się tak, jak gdyby właśnie wkroczył do Sodomy albo Gomory.

Mowa tu o nowym zjawisku, które w świadomości dorosłych nie jest tak zauważalne, jak wśród młodzieży w wieku 18-24 lat. Ta grupa staje się zupełnie odizolowana od społecznego przekazu zawartego i transmitowanego przez masowe środki komunikacji społecznej (prasa, radio i telewizja). Oni korzystając z szerokopasmowego internetu zbudowali na bazie nowego zjawiska, czyli internetowego przekazu na żywo, strukturę całkowicie odbiegającą od norm społecznych, zwłaszcza w formie językowej, pełnej wulgaryzmów i łamania wszelkiego tabu, które do niedawna funkcjonowało wyłącznie w ukrytej przestrzeni środowisk przestępczych czy patologicznych. W zupełnie zanarchizowanej przestrzeni starają się budować swój kodeks postępowania, który jest sprzeczny z dotychczas przyjętymi normami społecznymi.

Po pierwsze, dziwi mnie, że troska dotyczy młodzieży w wieku 18-24. Ktoś naprawdę ma decydować za tych ludzi, co mają oglądać? Swego czasu Grzegorz pisał list otwarty do YouTube (podkreślam: do YT, a nie do premiera) i apelował o oznaczanie treści, by nie serwować dzieciom przemocy lub wulgaryzmów. Tym razem ktoś chce walczyć o moralność dwudziestoparolatków. Po drugie: dlaczego teraz? Przeróżne patologie trawią Internet od dawna, YT zmaga się z tym od dobrych kilku, a ktoś budzi się ze snu w lipcu 2017 roku? Czyżby odzyskał Internet? Otóż nie: powodem jest temat filmu, który tak oburzył autora:

Najbardziej spektakularnym obrazem działania osób w tej przestrzeni było wydarzenie z dnia 14 lipca 2017 r., kiedy to padł rekord oglądalności jednego ze streamów, w którym młodzi ludzie postanowili wywoływać duchy. Przy olbrzymiej widowni (użytkownicy YouTuba to 5,5 miliona osób) przede wszystkim młodzieży i co istotne dzieci, szargali imię śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, katastrofy smoleńskiej, a zwłaszcza świętości wynikającej z tradycji 1000 letniego chrztu Polski, tego olbrzymiego dziedzictwa. Urazili też uczucia religijne! A przede wszystkim eskalując wulgaryzm przekazu zniszczyli dorobek nauczycieli, którzy z oddaniem i za państwowe środki starają się kształtować młodzież w duchu patriotyzmu i humanizmu.

Zwracam uwagę na pierwsze słowa tego akapitu „najbardziej spektakularnym obrazem” – za największy przejaw patologii uznano wywoływanie ducha Lecha Kaczyńskiego. W czasach, gdy w Sieci, nawet w popularnych serwisach społecznościowych, pojawiają się naprawdę straszne rzdeczy (gwałty, morderstwa, samobójstwa, pobicia – wszystko streamowane), ktoś stwierdza, że najgorszy jest film z szarganiem imienia tragicznie zmarłego prezydenta. Dodam przy tym, że obejrzałem nagranie, szargania imienia nie zauważyłem, wywoływano też duchy jeszcze kilku osób (swoją drogą: bardzo dziwny zestaw). Fragmentu o świętości chrztu Polski nie zamierzam nawet komentować, bo tutaj już autor odleciał, powinien zapoznać się z historią (w tym z historią chrześcijaństwa) i klasyką polskiej literatury…

Bardzo ciekawym wątkiem jest też rzucenie liczbą 5,5 mln osób: ktoś może pomyśleć, że tyle osób śledziło te wygłupy ze świeczkami. I znowu: manipulacja czy kompletna niewiedza? A teraz najlepsze: czyj stream tak oburzył pana Zastrzeżyńskiego? Otóż stoi za nim DanielMagical – postać, której poświęcaliśmy już uwagę na AW. Nie byliśmy jedyni. Gdyby autor zrobił „risercz” dowiedziałby się szybko, że trafił na marginalną, patologiczną grupę, której trzeba pomóc (nim włączycie filmy w tym tekście: spodziewajcie się wulgaryzmów). W duchu chrześcijaństwa. O to powinien apelować autor w swoim liście do pani premier. Tymczasem porównuje tych jutuberów do…

Zainteresowanie tą formą przerosło wszelkie oczekiwania organizatorów. To co wydarzyło się można porównać z audycją radiową, która miała miejsce w Stanach Zjednoczonych w latach 40-tych, gdzie Orson Welles słuchowiskiem „Atak Marsjan” doprowadził do niespotykanej paniki całego amerykańskiego społeczeństwa.

Sprawdzam jeszcze raz, czy to AszDziennik. Ale nie, to strona Telewizji Republika. Przy czym pod tekstem czytamy uwagę, że mamy do czynienia z opinią autora, a nie apelem TR. Nie dziwię się, że umyli ręce.

W dalszej części listu czytamy jeszcze o trzecim totalitaryzmie, którym jest okultyzm i anarchia, pojawia się odniesieni do faszystowskich Niemiec i działających tam bojówek młodzieżowych. Tu przypomniał mi się fragment z początków tekstu:

Ta grupa staje się zupełnie odizolowana od społecznego przekazu zawartego i transmitowanego przez masowe środki komunikacji społecznej (prasa, radio i telewizja).

Czy do przemocy, nienawiści, braku szacunku dla drugiego człowieka (nie tylko w formie anarchii albo okultyzmu) nawołują wyłącznie jutuberzy (część z nich)? Radze przyjrzeć się treściom serwowanym przez „masowe środki komunikacji społecznej” – autor może się zdziwić jeszcze bardziej, niż po seansie DanielMagical.

Na koniec mamy apel:

Właśnie te postawy są wynikiem komunikacji, która rozlewa się w transmisjach nadawanych w Internecie. Przekazach absolutnie pozbawionych kontroli, choćby takiej jakie piastuje KRRiT nad publicznymi nadawcami.

Proszę rozważyć ten problem zwłaszcza w nowej ustawie dotyczącej Mediów Narodowych. W obecnej zupełnie dziewiczej sytuacji dla formy i przekazu treści, pominięcie przekazu internetowego zwłaszcza YouTubowego Streama byłoby zaniechaniem, które w młodym społeczeństwie miałoby nieodwracalne skutki.

O co właściwie prosi pan Paweł? O kontrolę. Konkretów tu brakuje, może chodzi jedynie o ochronę pamięci Lecha Kaczyńskiego. Albo wszystkich duchów. Idzie nowe: dziennikarz prosi panią premier, by ta wprowadziła cenzurę. Sam widzę w tym przede wszystkim chęć „wypłynięcia”, autor chwali się teraz na Twitterze, kto o nim napisał, w końcu został zauważony. Ale trudno stwierdzić, gdzie nas zaprowadzi tak nakreślona ścieżka. Minister Cyfryzacji „zajęła” się swego czasu Facebookiem, może teraz przyjdzie czas na YT? I w nowej ustawie faktycznie pojawią się zapisy, po których nerwowo przełkniemy ślinę. Kiedyś w ramach żartu napisałem, że władze mogą zdelegalizować YouTube’a. Nie napiszę, że właśnie zmierzamy w tym kierunku, ale jeszcze kilka takich apeli i w dyskusji publicznej może się pojawić wątek „kontrolowania” tego, co serwuje nam amerykańska firma…