32

Bo lepiej było, gdy Netfliksa w Polsce nie było

W tydzień po tym jak Netflix stał się „usługą globalną” nastąpił etap, którego tak naprawdę można się było spodziewać. Zasada „coś za coś” to chyba najlepsze i najprostsze wytłumaczenie tego, co prawdopodobnie nadejdzie – sympatyków amerykańskiego lub innnego zagranicznego katalogu usługi czekają ciężkie czasy, ale śmiem twierdzić, że wraz z wyższą skutecznością działań blokad regionalnych […]

W tydzień po tym jak Netflix stał się „usługą globalną” nastąpił etap, którego tak naprawdę można się było spodziewać. Zasada „coś za coś” to chyba najlepsze i najprostsze wytłumaczenie tego, co prawdopodobnie nadejdzie – sympatyków amerykańskiego lub innnego zagranicznego katalogu usługi czekają ciężkie czasy, ale śmiem twierdzić, że wraz z wyższą skutecznością działań blokad regionalnych wzrośnie niezadowolenie klientów. A być może nawet redukcja ich liczby.

Spójrzmy prawdzie w oczy – polska oferta Netfliksa nie jest skrojona na miarę naszego rynku. Począwszy od takich potknięć jak niespolszczony interfejs usługi oraz aplikacji, poprzez nieobecność polskich tytułow, a na braku tłumaczeń na język polski obecnych w ofercie produkcji kończąc. Nie mniej, uważałem i będę uważał, że posiadając taki, a nie inny wybór, polski widz powinien zdecydowanie docenić zupełnie legalną możliwość skorzystania z usługi. Nie jest idealna, ale żadna z obecnych na polskim rynku usług taka nie jest.

Pozostaję więc mieć nadzieje i wierzyć, że sodówka pod tytułem „global” nie uderzy włodarzom Netfliksa do głowy. Zaznaczenie na mapie jak największego obszaru „własnym kolorem” to jedno, a stworzenie prawdziwego, międzynarodowego giganta VOD to drugie. Osiągnięcie pełnych porozumień i uzyskanie odpowiednich licencji w każdym z krajów jest zadaniem karkołomnym, ale hej – właśnie na to się pan pisał, panie Reed Hastings. A takie zagranie jak odsprzedanie licencji do House of Cards na wyłączność polskiej firmie, skutkujące brakiem możliwości wygodnego obejrzenia serialu na platformie, która go stworzyła, trudno nawet określić w sposób delikatny, jako nieporozumienie.

Liczba użytkowników, którzy wcale na „polskiego Netfliksa” nie czekali, nigdy nie będzie nam znana, ale można chyba śmiało przyjąć, że nie były to odosobnione przypadki. Te osoby już od dawna ciesza się świetną ofertą i bardzo dobrą jakością materiałów – naginając regulamin, na który się zgodziły i omijając blokadę regionalną oczywiście. Ale też regularnie opłacając subskrypcję i ponosząc dodatkowy koszt w postaci usługi VPN czy innej. Jeżeli z dnia na dzień sytuacja ulegnie zmianie i zamiast oferty, którą byli zainteresowani pojawi się ta regionalna, okrojona, to jaka część z nich będzie kontynuować zobowiązanie?

Netflix, pragnąc objęcia swoim zasięgiem całego globu, powinien być na to w 100% gotowy. Niestety nie był i nadal nie jest, a dotychczasowy program ekspansji po kilka krajów każdego roku wydawał sie być zdecydowanie ciekawszym modelem, niż ten obowiązujący obecnie. W trakcie konferencji Netfliksa padały przecież pochwały dla regionalnych oddziałów platformy, które przygotowują lokalne produkcje – jak te w Meksyku czy Francji, gdzie obecny jest od roku. Czy po dopisaniu na listę krajów, gdzie operuje usługa dodatkowe 130 pozycji wyobrażacie sobie taką działalność firmy w co najmniej 10% z nich w najbliższym czasie? Niestety, nie ma zbyt wielu przesłanek, by tak mogło się stać.

Mało pozytywne opinie na temat Netfliksa w naszym kraju pozwalają sądzić, że usługa będzie musiała przełknąć naprawdę chłodne przyjęcie jej debiutu przez użytkowników, którzy przecież tak wyczekiwali tej chwili. Zaostrzeżenie blokady regionalnej może to wszystko jeszcze bardziej skomplikować, gdyż od usługi odwrócą się wtedy także ci, którzy w niektórych przypadkach byli skłonni opłacać nawet obydwa abonamenty. Te powtarzane jak mantra 130 krajów było wyraźnym znakiem braku zainteresowania poszczególnymi rynkami, które tak mocno oczekiwały, by zwrócić na nie uwagę. Gdy którykolwiek z nich doczeka się odpowiedniego traktowania, to może być już za późno.