Moje przemyślenia

Biały Dom nakłoni firmy do dbania o prywatność użytkowników, przytnie systemy śledzące internautów

WU
Wojciech Usarzewicz
2

Kolejny news związany z ochroną prywatności Internautów dociera do nas zza oceanu. Biały Dom przedstawił “Consumer Privacy Bill of Rights”, Kartę Praw Prywatności Konsumenta - w zamyśle ma być to nowa regulacja internetowych korporacji, dzięki której zwiększy się ochrona prywatności zwykłych użytkow...

Kolejny news związany z ochroną prywatności Internautów dociera do nas zza oceanu. Biały Dom przedstawił “Consumer Privacy Bill of Rights”, Kartę Praw Prywatności Konsumenta - w zamyśle ma być to nowa regulacja internetowych korporacji, dzięki której zwiększy się ochrona prywatności zwykłych użytkowników sieci. Rzecz jasna nie tylko tych amerykańskich, ale też i obywateli innych krajów, którzy z usług amerykańskich korporacji korzystają. I choć póki co nie jest to prawdziwa ustawa, a raczej zbiór wytycznych, to być może już wkrótce wolna amerykanka w śledzeniu internautów zostanie ukrócona.

Dodatkowo, nowa Karta Praw ma zagwarantować funkcjonalność przycisku “do-not-track” w przeglądarkach, dzięki czemu użytkownicy będą mogli kontrolować, kiedy udostępniają swoje dane, a kiedy tego nie chcą robić. I choć przycisk tego typu nie jest nowością, to teraz będzie poparty “konkretem na piśmie”. Który to konkret dodatkowo wpływa też na inne elementy sieci, którymi zwykły przycisk nie mógł się do tej pory zająć - bo choć został wprowadzony już jakiś czas temu, to nie wszystkie firmy respektowały funkcjonowanie takiego przycisku - i np. firmy serwujące reklamy po prostu ignorowały wybór użytkownika.

Dzięki nowej Karcie Praw firmy, chcące zachować twarz, nie będą miały wyboru i będą musiały ograniczać zakres śledzenia użytkownika w sieci. Ograniczone mają być systemy śledzenia dla reklam (czyli np. wykorzystywania naszych wyszukiwań w Google do serwowania nam reklam z zakresu ubezpieczeń społecznych), a zapewne i Facebook przestanie swobodnie śledzić użytkowników na lewo i prawo.

W siedmiu punktach, CPBR zakłada:

  1. Udostępnianie użytkownikom konkretnych i precyzyjnych polityk prywatności, by użytkownik wiedział, jakie jego dane są gromadzone i jak są wykorzystywane.
  2. Przejrzystość, odnośnie punktu pierwszego - użytkownik powinien mieć wszelkie informacje odnośnie swoich danych i swojej prywatności czarno na białym.
  3. Dane użytkownika mogą być wykorzystane jedynie w odpowiednim kontekście - zapytanie do wyszukiwarki ma służyć jedynie do wyszukania treści, nie zaś do serwowania nam konkretnie targetowanych reklam - a to tylko jeden przykład.
  4. Wszystkie dane, które firma zyskuje od użytkowników, muszą być chronione przed nieautoryzowanym dostępem i wykorzystaniem.
  5. Do wszelkich danych użytkownik musi mieć pełnię dostępu - w celach usunięcia, bądź poprawy.
  6. Dzęki CPBR, użytkownicy mają zyskać pewność, że tylko niezbędne do działania serwisu dane są gromadzone.
  7. W końcu, CPBR nakłada na firmy odpowiedzialność za wszelkie problemy związane z ochroną prywatnych danych.

To tak w wielkim skrócie. Firmy, które podpiszą CPBR, będą zobligowane do trzymania się pewnych zasad, a trzymanie to będzie kontrolowane choćby przez Federalną Komisję Handlu. Oczywiście, nie każda firma serwująca reklamy w USA Kartę podpisze.

Odnośnie tego właśnie, nowa Karta Praw nie jest prawną ustawą - to raczej wytyczne. Oficjalne wytyczne przedstawione przez Biały Dom, ale jednak wytyczne, do których nie każdy musi się zastosować. Można powiedzieć, że to taki zabieg manipulacyjny - “my jesteśmy ważni i ustalamy reguły, a jeśli ty też chcesz być ważny, to musisz się do tych reguł dostosować”. I choć to tylko wytyczne, to twórcy tych kilku punktów o prywatności mają nadzieję, że dzięki nowej Karcie Praw będzie można zacząć tworzyć nowe, poważne ustawy, które w końcu naprostują kwestie prywatności w sieci.

“To dobry start,” mówi Christopher Calabrese z American Civil Liberties Union. I faktycznie, trzeba mu przyznać rację. Bo choć nie jest to twarda ustawa, ale jeśli Kongres pozwoli, to za kilka miesięcy amerykanie mogą mieć już coś więcej w tym zakresie, co przytnie nieco wolną amerykankę w kwestiach śledzenia internautów. To ważna kwestia również dla internautów spoza USA, którzy też na tym skorzystają i jeśli klikną odpowiedni przycisk “do-not-track”, to będą mogli poczuć się mniej inwigilowani.

Niby to głównie reklamy i głównie w USA - ale cóż, trzeba od czegoś zacząć, choć biorąc pod uwagę fakt, jak wygląda rynek reklamy internetowej na świecie, to walka o prywatność użytkowników w tym zakresie będzie ciężka. Ale przypominając sobie, jak często jesteśmy śledzeni w sieci i to nie tylko przez firmy reklamowe, to CPBR może trochę namieszać.

Źródła: 1, 2

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu